Menu Region

Włochy na plecach Polski chcą wejść na szczyt UE

Włochy na plecach Polski chcą wejść na szczyt UE

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Jakub Mielnik

2Komentarze Prześlij Drukuj
Szef włoskiej dyplomacji mile połechtał poczucie polskiej dumy narodowej, oferując nam miejsce w ścisłym kierownictwie Unii Europejskiej.
Franco Frattini stwierdził wczoraj, że do trójki unijnych potęg: Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, powinny dołączyć także Włochy, Hiszpania i Polska.

- Brytyjczycy są coraz bardziej eurosceptyczni, francusko-niemiecka oś nie utrzyma Unii, dlatego trzeba wzmocnić Europę kierownictwem sześciu państw - powiedział Frattini w wywiadzie dla włoskiej gazety "Il Sole 24 Ore".

Była Francja, teraz Włochy
- Reakcja powinna być pozytywna, trzeba jednak pamiętać, że są to deklaracje, które służą często zamazaniu rzeczywistości - mówi "Polsce" Jacek Saryusz-Wolski, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego.

Szef włoskiej dyplomacji odgrzewa propozycję Nicolasa Sarkozy'ego, który jeszcze w 2005 r. obiecywał Polsce wejście do czołówki największych krajów UE. Z propozycji tej nic jednak nie wyniknęło. Polscy politycy powątpiewają, by tym razem miało być inaczej.

- Polska ma ambicje, by grać w pierwszej lidze UE, jednak Wspólnota nie powinna być dyrektoriatem kierowanym przez kilka państw, nawet jeśli tak wygląda brutalna polityczna rzeczywistość - mówi Saryusz-Wolski.

Polska kołem ratunkowym
Eksperci odczytują deklarację włoskiego ministra jako próbę wciągnięcia Polski do rozgrywki o utrzymanie pozycji Italii. A ta wciąż słabnie.

- Włosi orientują się, że znaleźli się poza grupą państw podejmujących kluczowe decyzje w UE, czyli Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji. Dlatego posiłkują się koncepcją tzw. dużej szóstki z udziałem Włoch, Hiszpanii i Polski - wyjaśnia w rozmowie z "Polską" Paweł Świeboda, szef Centrum Strategii Europejskiej "DemosEuropa".

Poszerzenie centrum decyzyjnego we Wspólnocie o Polskę ma sens, bo w ten sposób kraje naszego regionu byłyby lepiej reprezentowane w Brukseli. By ten cel osiągnąć, trzeba jednak mieć wizję tego, w jakich sprawach unijna szóstka miałaby decydować. Zarówno Saryusz-Wolski, jak i Świeboda przyznają, że nie można mówić o wejściu do ścisłej czołówki europejskiej kraju, który nie jest nawet reprezentowany na szczycie gospodarczych potęg G20, który zaczyna się za kilka dni w Londynie.

W G20 Holandia jest, ale Polski brak
Dobra w porównaniu z innymi krajami UE sytuacja gospodarcza Polski mogłaby zostać wykorzystana jako trampolina do unijnej elity. Problem w tym, że rząd zaniedbał starania o wejście do G20. Podczas szczytu UE w Brukseli premier Tusk mówił wręcz, że obecność w G20 nie jest Polsce do niczego potrzebna.

- To strategiczny błąd. Nie należy oczywiście przeceniać naszych możliwości, ale skoro mamy ambicje odgrywania znaczącej roli w UE, powinniśmy starać się o wejście także do G20 - mówi Paweł Świeboda. Przypomina, że w grupie tej są nie tylko Włochy i Hiszpania, ale nawet mała Holandia.

Politycy przestrzegają przed zbytnim pompowaniem oczekiwań. - Trzeba zabiegać o rzeczywiste wpływy w Unii, a nie masować własne ego - mówi Saryusz-Wolski. - Musimy sobie odpowiedzieć, czy pozycja Polski będzie lepsza, gdy będziemy szóstym państwem doklejonym do potęg, czy też lepiej pozostać największym obrońcą interesów krajów małych i średnich - podkreśla.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

groch z kapustą czyli zupa tania jak barszcz

+3 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

Rządzą w UE, ci co są aktywni w poważnych sparwach a nie ci jedynie pokrzykujący z byle powodu. Niestety Polska należy do tej drugiej grupy. Jak się robi politykę międzynarodową? Z grzecznym uśmiechem i spokojnie, dyplomatycznie wykładając swoje racje a jednocześnie od niechcenia i delikatnie bawiąc się za plecami wielką pałą.

Tymczasem my podniecamy się duperelkami typu „Polaka pobili w Anglii, wyrzucili z samolotu w Niemczech albo, że ktoś napisał g.... i d... na drzwiach norweskiej stodoły”. Unia nie jest organizacją zajmującą się obrażaniem z powodu dowcipów. Nasz szef MSZ, który chciałby ze swojego pokrzykiwania uczynić oficjalną politykę NATO, w XXI wieku, gospodarczy projekt energetyczny z udziałem Rosji i państw Unii określa mianem paktu zawieranego przez zbrodnicze dyktatury z pierwszej połowy minionego stulecia.

A kiedy na niedawnym szczycie Unii nasz polski przedstawiciel powiedział „Polska powinna mieć więcej głosów w Unii, bo straciła wielu obywateli w czasie wojny” to Brytyjczycy z BBC niemal pospadali z krzeseł z wrażenia. Unia jest organizacją demokratycznych państw, powstałą po wojnie i nie możemy każdej sprawy zaczynać od wojny. Nie możemy też każdej rozmowy z Niemcami zaczynać od wojny. Tusk spotkał się ostatnio z Merkel. Ta chciała rozmawiać o gospodarce, o kryzysie a nasz premier ciągle tylko „porozmawiajmy o wypędzeniach i o wojnie”. Czy zatem z takim nastawieniem nadajemy się do rządzenia Unią? Wątpię.

Bo inni też widzą czym konkretnie się „wykazaliśmy” w innych organizacjach. Co zrobiliśmy w Grupie Wyszechradzkiej? Pewnie nawet mało kto wie co to było. Jasne, po co nam rozmawiać z Czechami i Słowakami. A Pentacosta? Też martwy twór, bo nam mało na nim zależało. W końcu Austriacy i Włosi to też za kiepscy partnerzy dla nas. Trójkąt Weimarski? Jedynie po kibelkach się chowamy jak trzeba z partnerami rozmawiać, bo Francja z Niemcami to dla nas za niskie progi, olać ich.

Jak chcemy rządzić Unią skoro się np. z Rosją nie potrafimy dogadać? Oczywiście winni tylko Rosjanie. My jak zawsze w białych rękawiczkach. Prosty przykład. W Polsce lubimy skrótowo mówić „w 1920 roku bolszewicy zdradziecko napadli na Polskę a my cudownie obroniliśmy nasz kraj i całą Europę przed komunizmem”. Potem dodajemy, że była to jedna z ważniejszych bitew w historii ludzkości (to nie żart, to częste opinie) i że należy nam się dozgonna europejska wdzięczność za naszą wspaniałą postawę i jednoznacznie antykomunistyczną politykę. Z kolei dziwimy się, że „Europa nas nie rozumie”. Ale czy zadajemy sobie trudu aby dokładnie przypomnieć sobie jaka była wtedy kolejność wypadków?

Przestańmy uprawiać politykę histeryczno-historyczną, zajmijmy się bieżącymi problemami a wtedy możemy rządzić innymi, którzy bez krzyku systematycznie pracują i potrafią wpółpracować, dając przykłady umiejętności organizacyjnych na poziomie wyższym niż Euro2012 po polsku z domieszką grochu z kapustą czyli ukraińskiej zupy taniej jak barszcz.

odpowiedzi (0)

skomentuj

holandia

+3 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

re (gość)  •

ja nie widzę problemu - Holandia ma większe PKB jak Polska
a po zmianie kursu Złotego widać to jeszcze wyraźniej

odpowiedzi (0)

skomentuj