Menu Region

Bogini ze stradivariusem

Bogini ze stradivariusem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marek Świrkowicz

Prześlij Drukuj
W niedzielę w Warszawie z wielką pompą rusza XIII Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena. Największą ozdobą imprezy będzie występ niemieckiej czarodziejki skrzypiec Anne-Sophie Mutter, którą specjalnie z tej okazji przepytał Marek Świrkowicz.
Jakiś czas temu mówiła Pani, że w wieku 45 lat planuje zakończyć karierę. A tu proszę: chwilę po 45. urodzinach nie tylko wciąż Pani koncertuje i nagrywa, ale też została Pani pierwszą kobietą uhonorowaną "klasycznym Oscarem" - Nagrodą im. Ernsta von Siemensa. Zmiana planów?
Ta nieszczęsna wypowiedź będzie mnie prześladować do końca życia (śmiech). W rzeczywistości to była tylko część większej wypowiedzi, którą ktoś wyjął z kontekstu i puścił w obieg. Oczywiście wciąż występuję, a w kalendarzu mam już daty sięgające pięciu lat do przodu - dokładnie tak samo, jak dotychczas. A co będzie dalej? Zobaczymy. Dopóki mogę dać z siebie wszystko na scenie - będę występować. Swoją rolę jako muzyka traktuję bardzo serio.

Nagroda Siemensa pewnie Panią w tym utwierdziła?
To prawda. Zrozumiałam, że to, co robię, jest jednak coś warte. Przecież to najbardziej prestiżowa nagroda muzyczna w Europie i otrzymując ją, dołączyłam do takich geniuszy jak Karajan czy Lutosławski.

Wspomniała Pani, że jest dość zajętą osobą. A jednak bez wahania przyjęła Pani zaproszenie Krzysztofa Pendereckiego na uroczystość z okazji jego 75. urodzin. Musi być dla Pani kimś szczególnym.
O tak. Maestro Penderecki jest dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji. Nigdy nie zapomnę premiery jego "Polskiego Requiem" w latach 80. To było chyba w Stuttgarcie. Kiedy tego słuchałam, zrozumiałam, że jego muzyka, zwłaszcza sakralna, to jedna z najmocniejszych i najbardziej poruszających rzeczy w całej muzyce współczesnej. Dlatego dla mnie powrót do Polski zawsze jest w pierwszym rzędzie powrotem do kraju moich dwóch wielkich mistrzów - Lutosławskiego i Pendereckiego. Byłam szczęściarą, że mogłam ich poznać i z nimi pracować.

Wkrótce znów połączy Pani siły z Pendereckim i wspólnie wykonacie koncert D-dur Ludwiga van Beethovena. Dawno już go nie słyszeliśmy w Pani wykonaniu.
Nasz występ inauguruje festiwal im. Beethovena, więc pomyśleliśmy sobie, że dobrze będzie zagrać tym razem właśnie jego koncert. Tym bardziej że to jedna z koronnych kompozycji w repertuarze skrzypcowym.

Pani jednak zasłynęła w ostatnich latach głównie jako wykonawczyni premierowych utworów współczesnych. Trudno się przestawić z klasyki na nowoczesność?

Różnica jest ogromna. Przede wszystkim, grając premierowe kompozycje, nie masz na głowie wszystkich tradycyjnych oczekiwań związanych z dziełami dawnych mistrzów. To z jednej strony bardzo wyzwalające, ale z drugiej strony - musisz mieć świadomość, że teraz to ty tworzysz tradycję. A to spora odpowiedzialność. W moim przypadku większość tego typu premier było premierami w podwójnym sensie: nie tylko były to rzeczy napisane specjalnie dla mnie, ale też zwykle po raz pierwszy grałam utwór danego kompozytora. A to podwójny skok napięcia.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się