- To jeszcze nie bunt - tak dziennikarze mówią o proteście Piotra Kraśki, który odmówił poprowadzenia "Wiadomości" po tym, gdy w poniedziałek TVP wyemitowała jego wywiad z Declanem Ganleyem.
Ale z pewnością to zdecydowany sygnał dla p.o. prezesa Piotra Farfała, świadczący o tym, że tak jak Kraśko czy Hanna Lis również inni mogą zacząć się przeciwstawiać decyzjom swoich szefów, którym zarzuca się promowanie polityków sprzyjających LPR.
Na Woronicza nie chcą Libertas
Incydent i cały szum związany z irlandzkim milionerem, szefem partii Libertas, z list której do Parlamentu Europejskiego wybierają się politycy skrajnie prawicowych partii, budzi wśród dziennikarzy na Woronicza niepokój i atmosferę wyczekiwania, czy takie sytuacje jak odgórne zamówienia, jakich gości zapraszać, jak prowadzić wywiady z nimi, będą się w telewizji publicznej powtarzać.
- Jak za rządów PiS, tak i teraz mamy w telewizji publicznej swoistego politycznego komisarza, który pilnuje partyjnych interesów - ironizuje jeden z wydawców w TVP.
Wówczas była to Patrycja Kotecka, bliska znajoma Zbigniewa Ziobry, teraz dziennikarze wskazują na Janusza Sejmeja, szefa Agencji Informacyjnej TVP. Wypowiedzi dziennikarzy o jego ręcznym sterowaniu programami opublikowaliśmy we wczorajszym wydaniu "Polski".
- Znika w reżyserce i dyryguje - mówi o Sejmeju doświadczony dziennikarz (kilkanaście lat pracy w telewizji). - Nie widziałem jeszcze żadnego dyrektora, który by działał tak gorliwie. W ten sposób wywiązuje się z obietnic, jakie dał prezesowi Farfałowi, że pomoże LPR w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Jasne, że nieraz zdarzały się polityczne zlecenia, ale były realizowane inteligentniej, a nie w tak oczywisty sposób, jak ostatnio, przez zrywanie anteny, by pokazać konferencję niszowego polityka - dodaje.
Dziennikarze zarzucają Sejmejowi, że chce decydować o doborze tematów, zapraszanych gościach i komentarzach. "Temat dnia" ma bezpośrednio podlegać jemu.
Lis nie rozmawia z Ganleyem
- Wziął sobie do pomocy Jana Szula z TVP Info, który wykona każde jego polecenie - opowiada jedna z dziennikarek. - Gdy był temat wychowanków domów dziecka, nakazał zaprosić Romana Giertycha, twierdząc, że on zna się na wychowywaniu. Odkurzył Mirosława Orzechowskiego, który zaczął być zapraszany do programów, zanim dostał zarzut kierowania samochodem po pijanemu.
- W "Wiadomościach" przed historią z Ganleyem nie odczuwało się szczególnego upolitycznienia - podkreśla jeden z wydawców. - Zresztą ostatni rok zmienił podejście dziennikarzy do zawodu. Zrozumieli, że nie tylko można, ale i warto czasem się zbuntować. Udało nam się wyjść z dołka po rządach PiS, program informacyjny zaczął zdobywać coraz większą oglądalność i nie wolno tego zaprzepaścić.
Przypomnijmy. W poniedziałek tuż po "Teleekspressie" TVP wyemitowała wywiad z Ganleyem, jaki na polecenie Janusza Sejmeja, dyrektora Agencji Informacyjnej TVP, przeprowadził Piotr Kraśko. Wcześniej Sejmej chciał, aby rozmowę z ważnym dla LPR gościem zrobiła Hanna Lis. Ta odmówiła, twierdząc, że nie jest dziennikarką do wynajęcia.