Menu Region

Wielkie pieniądze z Unii mogą nam przepaść

Wielkie pieniądze z Unii mogą nam przepaść

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Ł.Rożek

5Komentarzy Prześlij Drukuj
Polska nie wykorzystuje swojej szansy i marnuje miliardy Euro, które mogłyby wpłynąć do nas z Unii.
Do tej pory dostaliśmy z Unii 1,7 mld zł, czyli niespełna 1 proc. wszystkich pieniędzy przeznaczonych dla Polski na lata 2007-2013 - alarmują eksperci BCC w swoim najnowszym raporcie na temat wykorzystania funduszy unijnych. To pieniądze na inwestycje już zrealizowane. Niemal równie słabo rzecz wygląda w przypadku umów na dofinansowanie. Eksperci palcem wskazują winnych - to urzędnicy i ich legendarna opieszałość. Z raportu wynika, że polskie firmy i samorządy do 8 marca 2009 r. podpisały umowy z Brukselą na 13,7 mld zł. To ledwie 4,5 proc. wszystkich unijnych pieniędzy na lata 2007-13.

- To efekt opieszałości urzędów odpowiedzialnych za wydanie unijnych pieniędzy - uważa Jerzy Kwieciński, główny autor raportu, który współpracuje z BCC. Według danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego proces od złożenia wniosku do podpisania umowy trwa średnio od 5 do 7 miesięcy.

- Urzędów zajmujących się pomocą unijną jest aż 150. Szef resortu rozwoju regionalnego ma nad nimi słaby nadzór. Gdyby był w randze wicepremiera, miałby dużo większe kompetencje - uważa Kwieciński.

Jego zdaniem, by wykorzystać 67,3 mld euro (ok. 300 mld zł), czyli całą pulę dostępnych pieniędzy z Brukseli na lata 2007-13, w ciągu miesiąca powinniśmy podpisywać umowy na co najmniej 5 mld zł.
Tymczasem zawiera się je na ok. 1 mld zł.


Przedstawiciele BCC są przekonani, że urzędników do szybszej pracy zmotywować mogłyby wyższe wynagrodzenia.

- Ale niestety jest tak, że pensje urzędników zajmujących się pomocą unijną są często żenująco niskie. Dodatkowo w sytuacji spowolnienia gospodarczego ścinane są jeszcze ich premie motywacyjne - podkreśla Kwieciński.

Sprawdziliśmy: dyrektor departamentu w urzędzie marszałkowskim w Warszawie zarabia 5-6 tys. zł netto, ale już urzędnik niższego szczebla, który zajmuje się oceną wniosków o dotacje, dostaje miesięcznie ledwie 2 - 2,5 tys. zł. A to stolica, gdzie pensje urzędników są i tak bardzo wysokie. W mniejszych miastach ich dochody nie przekraczają 1,5 tys. zł.

Na to, że opóźnienia w wykorzystaniu środków to wina urzędników, BCC przygotował twarde dane - do tej pory wszyscy zainteresowani dotacjami złożyli w sumie 50 tys. wniosków na kwotę 97 mld zł. To ponad jedna piąta całej przyznanej nam sumy, co oznacza, że w ciągu najbliższych kilku lat zainteresowanie może nawet przekroczyć możliwości finansowe Brukseli. Z wnioskami BCC polemizuje Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.

- Codziennie podpisujemy nowe umowy. Rośnie ilość pieniędzy wpompowanych w naszą gospodarkę. Raport mówi o podpisanych umowach na kwotę 13,7 mld zł, podczas gdy teraz mamy już je na kwotę 14,5 mld zł - broni się w rozmowie z "Polską". Dodaje, że nie ma co załamywać rąk nad niską, zdaniem BCC, kwotą (1,7 mld zł), którą już dostaliśmy z Brukseli. - Wręcz przeciwnie, jesteśmy jednym z sześciu krajów UE, który dostał już realne pieniądze z UE - zaznacza Bieńkowska.

Nie byłoby wojny o wykorzystanie funduszy, gdyby nie spowolnienie gospodarcze. Sprawne wypłacanie dotacji ma rozruszać naszą gospodarkę, która kuleje z powodu kilkunastoprocentowego spadku eksportu i produkcji przemysłowej. Sprawnemu wykorzystaniu pomocy mają służyć zaliczki, wypłacane wszystkim starającym się o pomoc. Według nowego prawa każdy potencjalny beneficjent może dostać do 20 proc. planowanej inwestycji. Ale zdaniem ekspertów zaliczki też nie rozruszają gospodarki, jeśli rząd nie uprości procedur i nie unowocześni systemu komputerowego przygotowanego do obsługi wniosków.

- Jak można mówić o szybkim wykorzystaniu pomocy unijnej, skoro regularnie zapychają się serwery, gdy wnioski są wysyłane przez internet. Poza tym pieniądze muszą być rozliczane na oddzielnych kontach bankowych - tego akurat Unia od nas nie wymagała - mówi "Polsce" Andrzej Sadowski, wiceszef Centrum im.A. Smitha.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

5

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Nazwijmy rzeczy po imieniu

+6 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Yza (gość)  •

Pomogłem w minionych latach sporządzić kilku osobom wnioski o dotację. Jest to syzyfowa praca. Rozmawiałem z Niemcem, który ma firmę w Polsce. U nich wnioski o dotację są o niebo prostsze. Patrząc jak to wszystko zorganizowano śmiem całkiem serio twierdzić, ze w Polsce celowo skomplikowano wnioski o dotacje, ABY NIE MÓGŁ ICH SPORZĄDZIĆ KSIĘGOWY, ANI PRZEDSIĘBIORCA. MONOPOL NA TO PRZEJĘŁY SPECJALISTYCZNE FIRMY, które za sporządzenie wniosku życzą sobie min. 5 tys. Zł, + procent od "załatwionej" dotacji. Zwalanie wszystkiego na PO lub PiS to nieporozumienie. Winię naszą biurokrację, warszawskich cwaniaczków, którzy przetrzymają każdą ekipę. I zawsze wezmą swą dolę.

odpowiedzi (0)

skomentuj

UE jest de facto EUWR

+7 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

Najlepsza pomoc to ludziom w trzecim świecie nie przeszkadzać: to nonsens, że UE jest de facto EUWR (Europejską Unią Wspierania Rolnictwa),
skoro niemal połowa jej budżetu idzie na te cele.
Jednocześnie blokuje to krajom rozwijającym się
sprzedaż tego co akurat potrafią robić: produkować
środki spożywcze. W ten sposób podatnik musi
potem drugi raz wyłożyć na pomoc dla tych krajów.
Nonsens.

Nadal nie rozumiem dlaczego mamy dopłacać europejskiemu rolnikowi żeby coś produkował albo żeby nic nie robił? Czy mamy też dopłacać producentom odzieży, samochodów, gier komputerowych, kosmetyków czy innych produktów? Uważam, że wydawanie p o ł o w y budżetu UE na rolnictwo to przesada. Rolnictwo bowiem nie stanowi połowy tego czym się zajmuje człowiek i rolnicy nie stanowią połowy współczesnego społeczeństwa. Owszem, zgoda na wydatkowanie na te cele np. 5% budżetu, bo taka jest ranga rolnictwa w całości gospodarki ale są inne dziedziny o wiele ważniejsze niż rolnictwo i te trzeba wspierać: edukacja, transport i telekomunikacja, służba zdrowia, bezpieczeństwo i sądownictwo na początek wystarczą. Leśnictwo i zbieractwo zostawmy tym krajom, które nic innego nie potrafią a sami zajmijmy się nowoczesnymi technologiami. Bierzmy przykład z najlepszych. Jakie rolnictwo ma Szwajcaria? Żadne. A są najbogatsi na świecie i mogą sobie kupić wszystko co im do żarcia potrzeba tak? Kraj bez bogactw naturalnych, sama skała, więc powinni dawno z głodu powymierać a są gospodarczą potęgą. Proponuję w UE z nich brać przykład, bo inaczej od Grecji do Portugalii przez Polskę ciągle ktoś będzie chodził z jakimś radłem i sochą po polu jak przed wiekami.

odpowiedzi (0)

skomentuj

No z tymi serwerami to

+3 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

No z tymi serwerami to racja. Toż taki kraj jak Polska dawno powinien być pokryty hotspotami z szybkim internetem dla każdego a u nas to nawet poważne hotele tego nie mają a jak mają to z bólem i za duże pieniądze na zasadzie „tu w promieniu dwóch metrów od recepcji można spróbować, może się uda”.

odpowiedzi (0)

skomentuj

jak pisiory mówiły.....

+5 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

poznańczyk (gość)  •

.... że tuskomatoły śpią to żeśćie ich od czci i wiary odsądzali. A była to święta prawda. A to co wy piszecie to GóWniana prawda bo nie ma słowa krytki POkrak. O innych nie wspominając - nawet nie pojawia się słowo przeprosin dla poprzedniej minister Rozwoju Regionalnego, która tę oczywistą oczywistość mierot z PO ujawniła

odpowiedzi (0)

skomentuj

To pieknie

+3 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Leon (gość)  •

przez miernoty urzednicze i korupcje Polska straci szanse na modernizcje kraju. Co robi rząd zeby to zmienic. Tylko gadac potrafią

odpowiedzi (0)

skomentuj