Menu Region

PiS jednak wystawi kilku posłów do europarlamentu

PiS jednak wystawi kilku posłów do europarlamentu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mariusz Staniszewski

Prześlij Drukuj
Prawo i Sprawiedliwość zmienia koncepcję. Najprawdopodobniej wystawi w wyborach do Parlamentu Europejskiego kilku znanych posłów - dowiedziała się "Polska".
Wcześniej Jarosław Kaczyński mówił, że żaden poseł na Sejm - z wyjątkiem Zbigniewa Ziobry - nie będzie ubiegał się o mandat eurodeputowanego. - Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale prezes Jarosław Kaczyński jest bardzo bliski tego, by listy do europarlamentu wzmocnić znanymi twarzami - mówi polityk PiS z kierownictwa partii. - Najbardziej znani są oczywiście posłowie, więc kilku z nich weszłoby na listy.

Tu wymienia się kilka nazwisk. Są wśród Jacek Kurski, Arkadiusz Mularczyk czy Paweł Kowal. Oni już wcześniej zabiegali u prezesa PiS o zgodę na start. Do tej pory słyszeli "nie", ale teraz może się to zmienić. Obok nich mogą pojawić się inni posłowie.

- Refleksja nad decyzją o zakazie startu dla posłów przyszła po wstępnym przejrzeniu list
kandydatów do europarlamentu - ujawnia jeden z posłów PiS. - Wtedy okazało się, że wielu z nich nie jest w ogóle rozpoznawalnych. To stwarzało niebezpieczeństwo porażki.

Kamiński i Bielan tracą kontrolę
Ale wpuszczenie posłów na listy to także element rozgrywki frakcyjnej wewnątrz PiS. Zmiana decyzji w tej sprawie to porażka Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Do tej pory przekonywali oni prezesa PiS, by oddzielać politykę sejmową od europejskiej.

- Dzięki temu, że wśród eurodeputowanych nie było osób posiadających polityczne zaplecze, Bielan i Kamiński mogli kontrolować polityków PiS w europarlamencie - mówi "Polsce" jeden z posłów.
Jeśli rzeczywiście zapadnie decyzja o starcie posłów w czerwcowych wyborach, to Adam Bielan i Michał Kamiński mogą stracić władzę nad "europejskim" klubem partii. Decyzja w tej sprawie ma zapaść pod koniec tego lub na początku przyszłego tygodnia.

Ale prezes Jarosław Kaczyński nie chce za bardzo osłabić żadnej z rywalizujących w PiS grup. Dlatego zgodził się postawić nieznanego nikomu Tomasza Porębę na pierwszym miejscu listy w Rzeszowie.

Do tej pory Poręba pracował jako asystent eurodeputowanych PiS w biurze w Brukseli. Jego kandydaturę popierali właśnie Kamiński i Bielan. - Ciągle ścierają się różne koncepcje, a prezes musi wybrać tę, która uchroni nas przed porażką - mówi polityk z władz PiS.

Byś albo nie być PiS
Bo zły wynik w wyborach mógłby oznaczać dla PiS koniec myślenia o powrocie do władzy. Utrwaliłoby się przekonanie, że jest to partia, która nie ma szans w starciu z PO. Poza tym słaba reprezentacja w europarlamencie oznacza mniej pieniędzy na utrzymanie biur poselskich. Każdy eurodeputowany co miesiąc otrzymuje z Brukseli blisko 100 tys. zł na biura. Jeśli usytuuje je w siedzibach partii, może w ten sposób utrzymywać lokalne w mniejszych miastach.

Z powodu dbałości o finanse PiS zrezygnował z koncepcji Platformy, która wciąga na swoje listy znane osobowości niezawiązane z partią. Partia Jarosława Kaczyńskiego wystawiając kandydata do PE, musi mieć stuprocentową gwarancję, że w trakcie kadencji nie zmieni on przynależności partyjnej.

Wyjątkiem od reguły jest politolog dr Marek Migalski, który wystartuje z pierwszego miejsca na Śląsku. Nie jest on członkiem PiS i zajmie miejsce prof. Wojciecha Roszkowskiego, który nie wystartuje.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się