Menu Region

Imigranci są solą angielskiej ziemii

Imigranci są solą angielskiej ziemii

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Alice Thompson "The Times"

Prześlij Drukuj
Brytyjska Partia Narodowa od dekady głosi jednoznaczne hasło: twój sąsiad Somalijczyk ukradł ci pracę.
To nieprawda. Somalijczycy, Rumuni, Chińczycy i Ukraińcy wykonują prace, które dla wielu Brytyjczyków są poniżej ich godności. Większość imigrantów - ponad 80 proc. - zarabia mniej niż 25 tys. funtów rocznie w branżach, w których Brytyjczycy nie chcą się zatrudniać.

Właśnie dlatego liczba imigrantów wzrosła przez ostatnią dekadę o 2,5 mln i dlatego angielski jest drugim językiem dla co drugiego ucznia szkoły podstawowej.
I dlatego konserwatystom nie udało się wygrać dwóch ostatnich wyborów na antyimigranckich hasłach. Ludzie rozumieją, że potrzebujemy Chińczyków do zbierania truskawek, Czechów do wycierania naszym dzieciom nosów, Afgańczyków do jeżdżenia taksówkami, Australijczyków do nalewania piwa i Polaków do stawiania rusztowań.

Tylko w zeszłym roku 13 mln ton brytyjskich owoców i warzyw nie zostało zebranych, ponieważ farmerzy nie znaleźli Brytyjczyków chętnych do tej pracy, co zmusiło rząd do zwiększenia kontyngentu imigrantów w ramach programu sezonowej pracy na roli. Pewien mieszkaniec Peterborough wyjaśnił w urzędzie pracy: - Wolałbym iść na zasiłek, niż zbierać kukurydzę. Nie chcę pracować w polu za 25 tys. rocznie.

Teraz jednak wszystko się zmieniło. Nowi bezrobotni nie rekrutują się spośród tych, którzy nie chcą pracować, tylko spośród ludzi, których przeraża myśl, że nie będą mogli dojeżdżać co rano do biura. To ci bezrobotni sprawiają, że Gordon Brown nie śpi po nocach.

Rząd zareagował zrzuceniem winy na imigrantów, którzy od tak dawna pracują dla Wielkiej Brytanii. Minister informacji Phil Woolas w ubiegłym tygodniu odgrzał temat obozu dla nielegalnych imigrantów w Sangatte. We czwartek, kiedy opublikowano dane na temat bezrobocia, minister ds. społeczności i samorządów lokalnych Hazel Blears nagle ogłosiła wprowadzenie 50-funtowego podatku dla osób przyjeżdżających do pracy na Wyspach spoza Unii Europejskiej, co ma być zapłatą za korzystanie z usług publicznych.

Ale dodatkowe opodatkowanie imigrantów, odgrodzenie białych klifów Dover żelaznym kordonem czy wsadzanie Etiopczyków do samolotów z pistoletem przyłożonym do głowy to nie jest dobre rozwiązanie. Podobnie jak narkotyki, imigranci znajdą drogę do tego kraju, jeśli nie zniknie popyt.

Owszem, stanowią obciążenie dla państwowej służby zdrowia, ale wiele usług publicznych bez nich by nie istniało. W 2008 r. 14,7 proc. pracowników służby zdrowia i opieki społecznej było imigrantami. Atakowanie imigrantów i mówienie o brytyjskich miejscach pracy dla Brytyjczyków nie pomoże nikomu oprócz narodowców. Potrzebna jest odwaga, aby mimo recesji kontynuować reformę systemu zabezpieczeń społecznych i zasypać jedyną przepaść, która jest istotna - między aktywnymi i bezczynnymi.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się