Lekkoatletyczne MŚ 2013. Korzeniowski: Wolę mistrzostwa bez...

    Lekkoatletyczne MŚ 2013. Korzeniowski: Wolę mistrzostwa bez rekordów, ale też bez dopingu

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Dębek

    Aktualizacja:

    Polska

    W sobotę ruszają lekkoatletyczne MŚ 2013. Z Robertem Korzeniowskim, multimedalistą olimpijskim w chodzie sportowym, rozmawia Tomasz Dębek.
    Robert Korzeniowski

    Robert Korzeniowski ©Bartek Syta/Polskapresse

    W 2009 r. w Berlinie Polacy zdobyli osiem medali, dwa lata później w Daegu jeden. Jak będzie na rozpoczynających się w sobotę mistrzostwach świata w Moskwie?
    Jestem realistą. Choć liczę na to, że będzie lepiej niż w Daegu. Wielokrotnie mówiłem o tym, że lepiej, iż spektakularne porażki Piotra Małachowskiego czy Tomasza Majewskiego wydarzyły się tam, a nie w Londynie. Ale cudów się nie spodziewam. Tym bardziej że miejsc finałowych na igrzyskach mieliśmy mało.

    Na kogo możemy liczyć?
    Uważnie przyglądajmy się blokowi rzutów. Mówię oczywiście o miotaczach: Małachowskim, Majewskim i Anicie Włodarczyk. Ale nie można popadać w hurraoptymizm.
    Tomek przez cały sezon borykał się z kontuzjami. Ma spore braki w treningu. Czasem lepiej być niedotrenowanym niż przetrenowanym, ale może być ciężko. Medal będzie dla niego świetnym wynikiem. Wysoką formę potwierdza za to Anita. Może przełożyć te wyniki na podium. Chociaż z taką rywalką jak Tatiana Łysenko, która będzie startować u siebie, o złoto może być trudno. Największe szanse daję Piotrkowi. Jest świetnie przygotowany, dojrzał do sukcesu. Przeżył już swoje Daegu i nie chce powtórki.

    A w innych dyscyplinach?
    Mamy średniodystansowców. Ale Adam Kszczot jest po kontuzji, więc od niego należy oczekiwać mniej, tym bardziej że nie jest faworytem do medalu. Jest też Marcin Lewandowski, który nie wszedł do finału w Londynie. Oby obaj znaleźli się na miejscach finałowych biegu na 800 metrów. Blisko medalu może być też Karolina Tymińska, siedmioboistka.

    Większość naszych faworytów do medali to starzy wyjadacze. Widzi Pan młodych zawodników, którzy mogą zaskoczyć?
    Bardzo chciałbym doczekać się przełamania Pawła Fajdka. Żeby z mistrza treningów czy zawodów drugiej rangi stał się młociarzem, który powalczy w stawce na wielkiej imprezie. Liczę na to, że dobrze pobiegnie Karol Zalewski, młodzieżowy mistrz Europy. Jeśli na 200 m wejdzie do półfinału, a sztafeta 4x100 m do finału, będzie znakomicie. To nie życzenia, tylko realne patrzenie na naszą sytuację. Potrzeba nam nowych nazwisk. Powiedzmy sobie szczerze - Polacy nie będą nadawać tonu tym mistrzostwom. Będziemy raczej liczyć kule, młoty i dyski, niż zbierać medale na bieżni.

    Na takiej imprezie młodzieńczą energią i zapałem można nadrobić brak doświadczenia?
    Niestety nie. Walka nie rozgrywa się tylko na bieżni czy rzutni, ale też w hotelu czy kiedy oczekuje się na start. To ileś czynników, z którymi młodzi zawodnicy radzą sobie zwykle tylko na zasadzie niespodzianki.

    W Moskwie zabraknie Pawła Wojciechowskiego, złotego medalisty z Daegu, oraz Sylwestra Bednarka i Kamili Chudzik, którzy zdobyli brąz w Berlinie. Wszyscy są kontuzjowani.

    To oddaje przypadkowość, jaką rządzi się ten sport. Cały czas czerpiemy z małej puli. 40 lat temu lekkoatletykę w klubach uprawiało 40 tys. osób. Dziś 10 tys. Kto nie jest w kadrze, ten nie trenuje. Nie mamy kilku ośrodków, które szkoliłyby zawodników w tej samej dyscyplinie czy też wybitnej kadry szkoleniowej. Kiedy coś popsuje się w takiej małej grupce, wszystko się sypie.

    Kontuzje to jednak u nas plaga.
    To wynika z trybu życia. Ci ludzie uczą się, pracują, są w biegu. Trenerzy nie edukują ich w kwestii dbałości o stan swojego ciała. Bardzo często bywa też tak, że przestają być sportowcami przez miesiąc w roku czy kiedy nie trenują. A proces odnowy zawodnika po sezonie nie polega na tym, by zerwać się na wakacje z dziewczyną lub kolegami. Chodzi o to, żeby łącznie z wypoczynkiem prowadzić proces treningowy.

    Nie możemy nie poruszyć sprawy dopingu, doniesienia o kolejnych wpadkach lekkoatletów docierają do nas regularnie. Da się zwalczyć koksiarzy?
    Nie da się, nie mam co do tego złudzeń. Natomiast kontrole są coraz bardziej drobiazgowe. Wspierane są często śledztwami służb specjalnych. W walkę z dopingiem zaangażowały się aparaty państwowe. To zaczyna przynosić efekty. Nikt już nie mówi, że przyłapano naszego biednego sportowca na paszteciku. Doping jest piętnowany społecznie i ma konsekwencje prawne. Seria kolejnych odkryć nie jest powodem do rozpaczy.

    Na dopingu wpadli Tyson Gay i Asafa Powell. Wierzy Pan w to, że Usain Bolt, któremu nie mogli dorównać kroku, jest czysty?
    Dziś nie ma dobrej odpowiedzi. Mówi się, że w sprincie doping jest powszechny. Trudno powiedzieć, czym wspomaga się Bolt. Jest domniemanie niewinności, więc zakładam, że to substancje dozwolone. Mamy jednak prawo patrzeć inaczej na wyniki, które wyrastają kompletnie ponad miarę biegających razem z nim. Mam nadzieję, że nie doczekamy się jakiejś paskudnej historii z Boltem w roli głównej. Tak czy inaczej teorie pod tytułem "źli wpadli, zostali dobrzy" są naiwne. Życzę mu kolejnych rekordów, tego potrzebuje lekkoatletyka. Wolałbym jednak mistrzostwa bez rekordów, ale czyste.

    Rozmawiał Tomasz Dębek
    Obserwuj autora artykułu na Twitterze

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo