Menu Region

Małe dzieci, marsz do szkoły we wrześniu

Małe dzieci, marsz do szkoły we wrześniu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Kula

11Komentarzy Prześlij Drukuj
Polska dołączyła do Francji, Niemiec, Belgii, Austrii, Węgier i Czech - my też wyślemy do pierwszej klasy sześciolatki.
Wczoraj Sejm 265 głosami PO, PSL i Lewicy odrzucił weto prezydenta wobec ustawy oświatowej.

Za zablokowaniem reformy był tylko PiS. Pierwsze sześciolatki pójdą do szkoły już we wrześniu, jeśli tak zdecydują ich rodzice. W 2012 r. ustawowy obowiązek będzie obejmować już wszystkie dzieci. Od tego roku samorząd musi też zapewnić miejsce w przedszkolu każdemu chętnemu pięciolatkowi. W 2011 roku wychowanie przedszkolne będzie dla nich obowiązkowe.


To największa edukacyjna reforma od 1999 roku (wówczas wprowadzono gimnazja, a potem państwowe egzaminy dla uczniów). Ekonomiści mówią o milowym kroku: Polacy będą rok wcześniej wkraczać na rynek pracy. Teraz mamy najstarszych absolwentów w Europie, blisko połowa z nich zdobywa pierwszą pracę w wieku 24-25 lat.

Lech Kaczyński nie podpisał ustawy, argumentując, że w kryzysie tak wielka zmiana się nie uda. Zwłaszcza że rząd z 347 mln zł na reformę obciął 300. Ale minister edukacji Katarzyna Hall deklarowała wczoraj, że władze zapewnią pieniądze na każdego sześciolatka, który pójdzie we wrześniu do pierwszej klasy. MEN negocjuje też z resortem rozwoju regionalnego przesunięcie części środków unijnych dla szkół: na wyposażenie klas i świetlic dla małych uczniów. Jednak konkretów nie podaje.

- Weto prezydenta i polityczne zabiegi o jego odrzucenie zabrały gminom czas na przygotowania do reformy - krytykuje Marek Olszewski ze Związku Gmin Wiejskich RP. - Samorządy nie wiedzą, skąd brać środki na inwestycje, jest zamieszanie. Pięć miesięcy to za mało na przystosowanie szkół i przetargi - dodaje. W MEN urzędnicy po cichu prognozują, że we wrześniu dyrektorzy szkół będą odmawiać przyjęcia sześciolatków i w szkolnych ławach zasiądzie ich najwyżej kilka procent.


Przedszkola w prywatne ręce

Wczoraj Sejm zdecydował, że ustawa oświatowa posyłająca sześciolatki do szkoły wejdzie jednak w życie już we wrześniu. Rządząca koalicja PO-PSL wsparta głosami Lewicy odrzuciła wczoraj weto prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Reforma oświatowa umożliwi samorządom pozbywanie się niechcianych przedszkoli i przekazywanie ich prywatnym podmiotom - alarmują rodzice z akcji "Ratuj maluchy". Na internetowej stronie www.ratujmaluchy.pl skrzyknęło się ich już blisko 47 tysięcy.


Jedna z liderek rodzicielskiej akcji, Karolina Elbanowska, zwróciła uwagę na możliwość przejmowania placówek publicznych przez prywatne podmioty. - Tego nie planowało nawet MEN - mówi Elbanowska.

Rzeczywiście, kłopoty może spowodować zapis ustawy pozwalający samorządom na przekazywanie szkół liczących mniej niż 70 uczniów do prowadzenia prywatnym przedsiębiorstwom, fundacjom, stowarzyszeniom. Biuro Analiz Sejmowych na prośbę niezrzeszonej posłanki Bożeny Kotkowskiej przygotowało ekspertyzę, która dowiodła, że ten przepis obejmie także przedszkola.

- Starałam się zainteresować Sejm tą ekspertyzą, ale zabrakło czasu. A to według mnie bardzo niebezpieczny zapis - mówi "Polsce" posłanka Kotkowska. O tym niebezpieczeństwie mówiła z sejmowej trybuny tuż przed głosowaniem nad odrzuceniem weta.

- Wiem, że w małych miejscowościach rozmaite fundacje już dopytują o możliwość przejęcia małych przedszkoli. To szansa, by np. gospodarować ich majątkiem - uważa posłanka.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

11

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

AKCJA

+18 / -24

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ratujmaluchy (gość)  •

AKCJA INFORMACJI OBYWATELSKIEJ
19.03.2009.
USTAWA WESZŁA W ŻYCIE WIĘC ROZPOCZYNAMY PRECEDENSOWĄ AKCJĘ INFORMACYJNĄ DLA RODZICÓW I NAUCZYCIELI.

PO PIERWSZE: POSŁOWIE GŁOSUJĄCY ZA USTAWĄ OTRZYMUJĄ OD NAS CZERWONE KARTKI. RODZICE! POWIEŚCIE CZERWONE KARTKI W WASZYCH MIEJSCOWOŚCIACH, NA BIURACH POSŁÓW, KTÓRZY ZAGŁOSOWALI ZA WPROWADZENIEM REFORMY.

PO DRUGIE: KAŻDY POSEŁ, KTÓRY POPARŁ REFORMĘ ZNAJDZIE SIĘ NA OBYWATELSKIEJ ULOTCE ANTYWYBORCZEJ. RODZICE ZADBAJĄ O TO, ABY KAŻDA RODZINA, KTÓREJ DZIECKA DOTKNĄ NEGATYWNE SKUTKI REFORMY WIEDZIAŁA NA KOGO NIE GŁOSOWAĆ W NAJBLIŻSZYCH WYBORACH.

ULOTKI ANTYWYBORCZE BĘDĄ ROZPOWSZECHNIANE NA FORACH INTERNETOWYCH, BLOGACH, STRONACH WWW ORAZ BEZPOŚREDNIO MIĘDZY RODZICAMI, Z PODZIAŁEM NA OKRĘGI WYBORCZE.
ULOTKA BĘDZIE TAKŻE PRZYGOTOWANA W FORMIE GOTOWEJ DO WYDRUKU. AKCJA BĘDZIE TRWAŁA TAK DŁUGO JAK DŁUGO ODCZUWALNE BĘDĄ NEGATYWNE SKUTKI REFORMY MINISTER HALL.
AKCJĘ WSPIERA STOWARZYSZENIE GAZET LOKALNYCH, ZRZESZAJĄCE TYGODNIKI LOKALNE Z CAŁEJ POLSKI, KTÓRE ZGODZIŁO SIĘ PUBLIKOWAĆ IMIENNE WYNIKI GŁOSOWANIA NAD ODRZUCENIEM WETA PREZYDENTA DO USTAWY OŚWIATOWEJ.

ULOTKA ANTYWYBORCZA SKŁADAĆ SIĘ BĘDZIE Z:
- ZDJĘCIA POSŁA
- IMIENIA I NAZWISKA
- INFORMACJI O OKRĘGU WYBORCZYM I PARTII
- CYTATÓW Z WYPOWIEDZI POSŁA NA TEMAT REFORMY I HASEŁ WYBORCZYCH

NA PRZYKŁAD



ARTUR OSTROWSKI
OKRĘG: 10 Piotrków Trybunalski
LISTA: Lewica i Demokraci
HASŁO WYBORCZE: Uczciwość jest najlepszą polityką
STANOWISKO W SPRAWIE REFORMY OŚWIATY:
Poseł widział zagrożenie: "Czym jest reforma, czy snem czy marzeniem Izabeli Łęckie?j" (wypowiedź w sejmie grudzień 2008), ale ZAGŁOSOWAŁ ZA REFORMĄ MINISTER HALL.
Jeśli dzięki temu posłowi
A. Twój sześciolatek trafił przymusowo do nieprzygotowanej szkoły
B. Twój pięciolatek trafił przymusowo do szkolnej zerówki
C. Twój trzylatek nie dostał się do przedszkola, bo wszystkie miejsca zajęły pięciolatki
D. W Twojej miejscowości jedyną szkołę/ jedyne przedszkole przejęła firma szwagra wójta

PODZIĘKUJ TEMU POSŁOWI W NAJBLIŻSZYCH WYBORACH

odpowiedzi (0)

skomentuj

AKCJA INFORMACJI OBYWATELSKIEJ

+28 / -27

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ratujmaluchy (gość)  •

Post powtórzony.

odpowiedzi (0)

skomentuj

AKCJA INFORMACJI OBYWATELSKIEJ

+30 / -21

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ratujmaluchy (gość)  •

Post powtórzony.

odpowiedzi (0)

skomentuj

zabrać dzieciom dzieciństwo

+26 / -22

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

monik (gość)  •

zabrać dzieciom dzieciństwo, już od 5-6 lat włączyć w tryb maszyny napędzającej świat,gdzie humanitaryzm polityków, szczególnie pani minister, chłopoczycy ziejącej jadem, nie widać w zachodnich szkołach wysokiego poziomu nauczania, dlaczego mamy to naśladować

odpowiedzi (0)

skomentuj

Ratujmy publiczne szkoły

+20 / -24

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ramzes (gość)  •

Jeśli wejdą w życie nowe przepisy to szkolnictwo cofnie się o sto lat

Powodów do zorganizowania masowej kampanii rząd i stan polskiego szkolnictwa dostarczają związkowcom na co dzień. Już teraz widzimy – obecny już przecież w tak wielu dziedzinach życia – proces pełzającej prywatyzacji szkolnictwa. Samorządy takich gmin jak Jarocin czy Zbąszynek oddały szkoły fundacjom, co nie tylko odbiło się na pensjach i warunkach pracy nauczycieli (w placówkach tych bowiem nie obowiązuje karta nauczyciela), ale w konsekwencji doprowadziło także do obniżenia standardów nauczania. Projekt zmian ustaw oświatowych przygotowany przez rząd usankcjonuje tę praktykę i ułatwi samorządom przekazywanie szkół w ręce prywatnych instytucji.

Prywatyzacja to zagrożenie nie tylko dla nauczycieli, ale przede wszystkim dla uczniów i społeczności lokalnych. Prywatny właściciel dbać będzie przede wszystkim o własne zyski. Zamiast zmniejszyć, zwiększy to jeszcze bardziej nakłady państwa na edukację. Tylko że tym razem pieniądze pójdą nie na poprawę stanu szkół, ale na utrzymanie istniejącej sieci placówek oświatowych oraz stopy zysku inwestora w biznesie edukacyjnym.

Lista proponowanych zmian jest o wiele dłuższa. Oprócz głośnego ograniczenia uprawnień nauczycieli do emerytur pomostowych, ministerstwo planuje także oddanie szkół w ręce “menedżerów” – dyrektorami placówek oświatowych od tej pory bowiem będą mogli zostać ludzie nie posiadający kwalifikacji i doświadczenia pedagogicznego. Znacznie swobodniej będzie też można wprowadzać nowe programy nauczania.

Wszystkie te zmiany wskazują jednoznacznie na kierunek polskiego szkolnictwa – obniżanie jakości, zamykanie dostępu dla biednych. Jest to tworzenie podstaw pod przyszły model społeczeństwa polskiego: Silnie rozwarstwione, z wąską elitą bogatych i rzeszami biednych, niewykształconych ludzi, którzy będą zmuszeni do pracy po najniższych stawkach – w kraju bądź za granicą.

Bitwa wygrana, ale wojna wciąż trwa

23 stycznia Sejm w trzecim czytaniu przyjął ostateczną wersję projektu zmian w ustawach oświatowych. Wiele z kontrowersyjnych zapisów zostało zmienionych. Między innymi zezwolono samorządom na prywatyzację wyłącznie tych szkół, w których uczy się nie więcej niż 70 dzieci.
Niewątpliwie docenić należy starania związkowców oraz poczynione przez rząd ustępstwa, które - notabene - są wyrazem jego słabości. Niemniej jest to tryumf co najwyżej połowiczny. Idea reformy pozostaje taka sama – zmienia się tylko jej wykonanie, gdyż zostaje ono obwarowane uzyskaniem większej ilości pozwoleń od kuratorów. Lecz kurator nie jest przecież wolny od nacisków ze strony wszechogarniającej gorączki prywatyzacyjnej. Jest za to zupełnie wolny od demokratycznej kontroli nauczycieli, rodziców i społeczności lokalnych.

Walka o publiczne szkolnictwo trwa dalej – jak podkreśla Magdalena Kaszulanis, rzecznik ZNP. ZNP zwróciło się też z apelem do EKZZ o podjęcie skoordynowanych działań przeciwko prywatyzacji szkolnictwa w całej Europie. Teraz czas na współpracę także z innymi związkami zawodowymi w kraju. To zorganizowany ruch pracowniczy – nie tzw. „opinia publiczna”, czy też dbający o własne interesy i „racjonalizację kosztów” samorządowcy – jest jedyną instytucją naprawdę zainteresowaną w utrzymaniu i ulepszaniu publicznej oświaty. I to na jego siłach należy bazować i je rozwijać. Kampania ZNP to na pewno krok we właściwym kierunku - teraz czas uczynić kolejny krok naprzód.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Jak się udała "wielka" reforma szkolnictwa?

+27 / -37

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ratujmaluchy (gość)  •

1 września 1999, co to za data? Według polityków, jest to dzień wejścia w życie reformy szkolnictwa. Powstanie Gimnazjum i skrócenie Szkoły Podstawowej do klas sześciu. A według mnie? Co oznacza ta data? Nie mniej, nie więcej, jak upadek szkolnictwa i zaniżenie poziomu nauczania!Politycy!
Zanim coś uchwalicie, przemyślcie wszystko dokładnie po 10 razy. Róbcie wolniej a dokładniej! Trochę wyobraźni! Niczego już chyba nie trzeba dodawać, wszyscy wiemy, jak wyglądają rządy w Polsce. Przykre ale prawdziwe. Sześciolatki do szkół
Kolejny pomysł z Zachodu. Mówi się, że w najmłodszych latach życia dzieci są najbardziej chłonne na wiedzę i ciekawe świata. Dlaczego więc tego nie wykorzystać? Pomysł ten ma niestety wiele usterek.
Najważniejszą przeszkodą, którą rząd powinien wziąć pod uwagę, jest fakt, że dzieciom zostanie odebrany rok dzieciństwa - rok beztroskich zabaw z rówieśnikami, czy to w domu, czy nawet w przedszkolu. Dzieci szybciej będą musiały przyzwyczaić się do szkolnej rzeczywistości - zadań domowych, obowiązków, noszenia ciężkiego plecaka, itd. Owszem, należy od najmłodszych lat uczyć dzieci obowiązkowości, ale nie można przesadzać. Poza tym, wydaje mi się, że nie każdy sześciolatek jest gotowy stawić czoła takiemu wyzwaniu.
Wątpliwości budzi też zamiar realizacji tego planu. Przez kilka lat rodzicom daje się wolną rękę - będą mogli zadecydować, czy chcą posłać swoje dziecko do szkoły w wieku sześciu czy siedmiu lat. Skutkiem tego w szkołach powstaną klasy pierwsze mieszane - sześciolatkowie z siedmiolatkami. I jak tu dopasować poziom nauczania? Już teraz nauczyciele mają z tym problem, ponieważ w jednej klasie są często uczniowie mniej i bardziej zdolni, tacy którzy potrzebują więcej czy mniej uwagi. A nauczyciel po prostu nie ma czasu na to, by dopasować się do indywidualnych potrzeb każdego dziecka.
Pozostaje też kwestia argumentacji tej decyzji. Przecież dotąd obowiązujący system nikomu nie przeszkadzał, wszyscy byli zadowoleni, a jak ktoś nie był, to nie mówił o tym głośno. Poza tym, jeżeli dziecko urodziło się w pierwszej połowie roku, nie było problemu z posłaniem go wcześniej do szkoły, jeżeli tego sobie życzyli rodzice. Więc po co zmuszać wszystkie sześciolatki do chodzenia do szkoły? Po co odbierać im dzieciństwo?

odpowiedzi (0)

skomentuj

szkoły

+37 / -29

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Gall (gość)  •

Post usunięty ze względu na złamanie regulaminu forum.

odpowiedzi (0)

skomentuj

DLACZEGO JESTEŚMY PRZECIW REFORMIE?

+27 / -30

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Nauczyciel (gość)  •

1) Szkoły w Polsce są niedoinwestowane
Często szkoły są w bardzo złym stanie technicznym. Dzieci uczą się w przepełnionych klasach, na zmiany. Nie ma odzielnych stref dla dzieci młodszych. Dzieci narażone są na agresję, hałas i stres. Często brakuje nauczycieli. Dzieci muszą nosić bardzo ciężkie plecaki. To tylko niektóre problemy.
2) Premier zabrał pieniądze na reformę.
W tym roku z 347 mln zostało 40 mln zł - na wszystkie szkoły w Polsce. To nie żart! Nie przeprowadza się tak poważnych reform w czasie kryzysu. Nie ma gwarancji, że w następnych latach nie będzie jeszcze gorzej.

3) Ustawa o reformie nie wyznacza ŻADNYCH standardów
jakie musi spełnić szkoła aby przyjąć sześciolatki w 1 klasie. Według zasady, że jakoś to będzie.

4) Minister Hall pozbywa się odpowiedzialności.
Za wprowadzanie reformy w szkołach, według oficjalnych deklaracji MEN, odpowiadają samorządy.

5) Pięciolatki trafią do szkół.
Reforma nakłada od 2011 obowiązek edukacji na pięciolatki oraz czterolatki z końca roku. W co trzeciej gminie w Polsce nie ma przedszkoli. Tam dzieci trafią do szkół.

6) Zabraknie miejsc w przedszkolach.
Zapis dający prawo do edukacji przedszkolnej 5-latków już w 2009 roku zdezorganizuje edukację przedszkolną. Zabraknie miejsc dla dzieci trzy- i czteroletnich.

7) Wybór między szkołą a szkołą.
Aby zrobić miejsce w przedszkolach dla WSZYSTKICH pięciolatków, samorządy będą przenosić sześciolatki do szkół. Szumnie zapowiadany wolny wybór rodzica przez najbliższe 3 lata będzie fikcją. Tak jak np. w Warszawie.

8) Tresura sześciolatka.
Nowa podstawa programowa przerasta możliwości przeciętnego sześciolatka. To czego dziecko uczyło się dotąd przez dwa, teraz ma pojąć w rok. Sześciolatek musi pisać zgodnie z zasadami kaligrafii i czytać lektury. Pedagodzy podkreślają, że będzie to tresura. Na zabawę zabraknie już czasu. Dzieci będą zmuszone siedzieć w ławkach i gonić program.

9) Nie będzie okresu przejściowego.
Sześciolatki które pozostaną w przedszkolu mają pozostać na poziomie pięciolatków. Program nie przewiduje dla nich nauki liter, tak jak do tej pory. Trzy roczniki dzieci MEN skazuje na regres intelektualny. W imię wyrównywania szans?
10) Żniwa wydawców.
W czasie kryzysu finansowego rodzice mają zapłacić MILIARDY złotych za wymianę WSZYSTKICH PODRĘCZNIKÓW. Stare podręczniki od września staną się makulaturą. Beneficjentami reformy będą przede wszystkim wydawcy podręczników.

11) Nauczyciele bez przygotowania.
Nie przewidziano szkoleń dla nauczycieli. Szkoły dostaną kopie nowej podstawy programowej. Odbyło się też kilkaset konferencji powiatowych. To zdaniem MEN wystarczy.
Anomalia oświatowe
Obecny stan polskiej edukacji pozostawia wiele do życzenia. Ciągłe próby dorównania zachodnim standardom nie przynoszą widocznych rezultatów. Wciąż wiele pozostaje do zrobienia.
Kiedy Ministrem Edukacji został Roman Giertych, zasypał on Polaków przeróżnymi pomysłami na niewątpliwie konieczne zreformowanie polskiego szkolnictwa. Jednym z nich były mundurki. Idea była istotnie dobra, tym bardziej że jednakowe ubrania dla wszystkich uczniów doskonale sprawdzają się w Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Uczniowie są ubrani elegancko, a jednocześnie są rozpoznawalni - od razu wiadomo, do której szkoły uczęszczają. Niestety, Polakom kolejny raz nie wyszło przejęcie innowacji zachodnich i zamiast w mundurkach uczniowie polskich podstawówek i gimnazjów chodzili (albo nadal chodzą, jeśli tak zdecydowali dyrektorzy szkół, w co wątpię) w niezachwycających wyglądem kamizelkach.
Jednolity wygląd? Kamizelki owszem, identyczne, ale pod nimi panowała praktycznie dowolność ubioru - oczywiście, regulaminy szkolne zazwyczaj zakazują stroju wyzywającego, czym pragnące się pokazać gimnazjalistki nie mają zwyczaju się przejmować. Warto też dodać, że do jednej szkoły uczęszczali uczniowie posiadający mundurki z różnych źródeł - czyli różne. Jedne szkoły decydowały się na umieszczenie na kamizelkach logo, inne nie. U niektórych mundurki były "obleśne", u innych trochę mniej. Nie zmienia to faktu, że istniało naprawdę niewielkie grono zwolenników idei giertychowskiej.
Rodzice byli przeciwni ze względu na koszty (najtańsze mundurki kosztowały 50 zł, poza tym ubiegający się o zapomogę na zakup mundurków z opieki społecznej dostawali mniej pieniędzy na zakup podręczników dla dzieci - no bo jak nagle znaleźć w kasie opieki dodatkowe pieniądze?), młodzieży były one po prostu niewygodne - trzeba było pamiętać o założeniu "tej ohydnej kamizelki".
Jeżeli Minister koniecznie chciał wprowadzić mundurki, nie powinien był tego robić tak nagle. Szkoły powinny przygotować się na przyjęcie jednolitego stroju (nie kamizelki) już kilka lat wcześniej - obyłoby się bez całego tego bałaganu. Krótko mówiąc, mundurki - tak, ale kompletne.
Ciągłe zmiany w spisie lektur obowiązkowych
Lektury szkolne to męka dla wielu uczniów (nie wszystkich, podkreślam, są jeszcze tacy, którzy lubią czytać i potrafią się powstrzymać przed sięgnięciem po streszczenie). Nie ma jednak zgodności co do tego, co tak naprawdę każdy Polak przeczytać powinien. Skutkiem tej niepewności są ciągłe zmiany w spisie lektur, powodujące dezorganizację pracy nauczycieli i uczniów.
Nie wiadomo, co właściwie jest powodem tej sytuacji - odmienne gusta, poglądy, priorytety osób rządzących? Przecież dobro ucznia jest najważniejsze - to on kiedyś, pobrawszy odpowiednią edukację, będzie sobą reprezentować naród polski. Wzorce ma on więc czerpać z lektur - ale jakich?I tu zdania są podzielone.
Ale czy warto się kłócić? Po pierwsze, większość uczniów i tak tych lektur nie przeczyta - nie ma się co oszukiwać, taka jest rzeczywistość. Po drugie, czy obecna lista lektur naprawdę jest taka zła? Mamy epopeję polską - „Pana Tadeusza", mamy poezję Norwida, Krasickiego, Szymborskiej, mamy "Potop", "Lalkę", "Ludzi bezdomnych"... Czy to naprawdę mało? Czy warto dokładać nowe pozycje? W ten sposób nie zachęci się młodzieży do czytania - w mig pojawią się nowe opracowania. Ci, którzy będą chcieli poszerzyć swoje horyzonty, będą czytali więcej, ci którzy nie - nie. Nie można nikogo przecież zmusić, żeby czerpał wzorce z literatury - jest przecież Internet, telewizja...
Fakt faktem, jeśli chodzi o wprowadzone ostatnio poprawki do listy lektur obowiązujących w liceum, mam mieszane uczucia. Lista znacznie się poszerzyła, choć w moim odczuciu pozycje takie jak "Pamięć i tożsamość" Jana Pawła II każdy Polak znać powinien.
Sześciolatki do szkół
Kolejny pomysł z Zachodu. Mówi się, że w najmłodszych latach życia dzieci są najbardziej chłonne na wiedzę i ciekawe świata. Dlaczego więc tego nie wykorzystać? Pomysł ten ma niestety wiele usterek.
Najważniejszą przeszkodą, którą rząd powinien wziąć pod uwagę, jest fakt, że dzieciom zostanie odebrany rok dzieciństwa - rok beztroskich zabaw z rówieśnikami, czy to w domu, czy nawet w przedszkolu. Dzieci szybciej będą musiały przyzwyczaić się do szkolnej rzeczywistości - zadań domowych, obowiązków, noszenia ciężkiego plecaka, itd. Owszem, należy od najmłodszych lat uczyć dzieci obowiązkowości, ale nie można przesadzać. Poza tym, wydaje mi się, że nie każdy sześciolatek jest gotowy stawić czoła takiemu wyzwaniu.
Wątpliwości budzi też zamiar realizacji tego planu. Przez kilka lat rodzicom daje się wolną rękę - będą mogli zadecydować, czy chcą posłać swoje dziecko do szkoły w wieku sześciu czy siedmiu lat. Skutkiem tego w szkołach powstaną klasy pierwsze mieszane - sześciolatkowie z siedmiolatkami. I jak tu dopasować poziom nauczania? Już teraz nauczyciele mają z tym problem, ponieważ w jednej klasie są często uczniowie mniej i bardziej zdolni, tacy którzy potrzebują więcej czy mniej uwagi. A nauczyciel po prostu nie ma czasu na to, by dopasować się do indywidualnych potrzeb każdego dziecka.
Pozostaje też kwestia argumentacji tej decyzji. Przecież dotąd obowiązujący system nikomu nie przeszkadzał, wszyscy byli zadowoleni, a jak ktoś nie był, to nie mówił o tym głośno. Poza tym, jeżeli dziecko urodziło się w pierwszej połowie roku, nie było problemu z posłaniem go wcześniej do szkoły, jeżeli tego sobie życzyli rodzice. Więc po co zmuszać wszystkie sześciolatki do chodzenia do szkoły? Po co odbierać im dzieciństwo?
Przywileje (?) nauczycielskie
Ostatnim problemem, który chciałbym poruszyć, jest kwestia nauczycieli. Wiele osób ma im za złe, że: mają krótszy tydzień pracy (etat - 18 godzin i to jeszcze 45-minutowych!), mają wolne wszystkie weekendy, święta, dwa tygodnie ferii, dwa tygodnie wakacji i jeszcze mają czelność narzekać, że im mało płacą... Nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że praca nauczyciela nie jest wcale taka łatwa i przyjemna. Oprócz godzin spędzonych w szkole, nauczyciele sprawdzają w domu prace uczniów, sprawdziany, kartkówki, projekty, referaty... Wielu z nich skrupulatnie przygotowuje się do zajęć, bo dzisiejsza młodzież coraz mądrzejsza, ale też coraz trudniej ją zaciekawić... Bardzo możliwe, że gdyby ktoś pokusił się o policzenie tych wszystkich godzin spędzonych na poprawianiu, sporządzaniu notatek, dokształcaniu się, wypełnianiu dzienników i załatwianiu spraw związanych ze szkołą, okazałoby się, że nauczyciel wcale nie ma tak mało do robienia, a godziny które poświęca on na pracę są porównywalne z tymi standardowymi 40 godzinami tygodniowo.
Inną kwestią jest stosunek uczniów do nauczycieli. Ci pierwsi niejednokrotnie próbują tym drugim utrudnić życie (szczególnie jest to zauważalne w gimnazjach, gdzie pomysłowość uczniów przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku). Pedagodzy częstokroć nie mają warunków, aby w spokoju przeprowadzić zajęcia. Dlatego też tak ważna jest dla nich przerwa w postaci wakacji, być może nawet ważniejsza niż dla uczniów.
Warto następnym razem zastanowić się - czy nauczyciele rzeczywiście mają lepiej? I czy zamiast wydłużenia im tygodnia pracy nie lepiej byłoby dać im podwyżki, o które od tak dawna się domagają? W końcu to oni wychowują młodzież, a to młodzież jest przyszłością narodu.
Podsumowując, z całą pewnością mogę stwierdzić, że polska oświata nie jest wolna od problemów. Ich rozwiązanie wymaga jednak porozumienia społecznego i wyjścia rządu naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom zwykłych ludzi.


odpowiedzi (0)

skomentuj

Ratujmy publiczne szkoły

+31 / -24

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ramzes (gość)  •

Post usunięty ze względu na złamanie regulaminu forum.

odpowiedzi (0)

skomentuj

marsz do szkoły

+42 / -40

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

przemek (gość)  •

najlepiej niech posylają do szkoły noworotki żad przeciesz da kase tylko skąd jąweżmie padają zakłady jak muchy niech zajmią sie tym co donich nalerzy zamiast 460 posłów ja proponuje 50 wtedy może będzie im muzg pracował bo narazie tonic nierobią tylko sie chlaja

odpowiedzi (0)

skomentuj
1 »