Menu Region

Afryka nawróci Europę

Afryka nawróci Europę

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

rozmawia Anna Gwozdowska

1Komentarz Prześlij Drukuj
Z ks. Romanem Rusinkiem, pallotyńskim misjonarzem w Rwandzie, rozmawia Anna Gwozdowska.
Jan Paweł II mawiał, że wiosna Kościoła przyjdzie m.in. z Afryki. Miał rację?
Jestem o tym głęboko przekonany. To pewne, że w niedługim czasie świat upomni się o kapłanów i siostry zakonne z Afryki. W Afryce powołań wciąż przybywa. Równocześnie nie ma przypadków odejścia z Kościoła. Czarni kapłani są u siebie, znają kulturę, język, nie mają tych obciążeń, z którymi borykają się europejscy misjonarze. Ten młody, niewiele ponadstuletni Kościół rozkwita.

Dlaczego właśnie tam?

Myślę, że Afrykanów pociąga autentyzm wiary misjonarzy. Księża, którzy decydują się na przyjazd do Afryki, rezygnują z wielu normalnych w Europie rzeczy, takich jak światło, komórka, komputer. Autochtoni to widzą. A przecież wiara bez uczynków jest martwa. Można mówić najpiękniejsze kazania i nikogo nie przekonać. Pamiętam, kiedy odruchowo oddałem swoją koszulę dzieciakowi w łachmanach. To zrobiło wielkie wrażenie, bo ludzie się przekonali, że biały nie tylko mówi, ale potrafi się też dzielić tym, co ma.

Misje to szansa na lepsze życie dla najbiedniejszych. Może tylko to ich pociąga?
To taki uboczny skutek głoszenia Ewangelii. Rzeczywiście w Afryce powstają nowe kościoły, a wokół nich centra religijno-kulturalne, ośrodki zdrowia i szkoły. Ale nie to przesądza o nawróceniu.

Gdzie trudniej ewangelizować, w Afryce czy w Europie?
Kiedy na kilka miesięcy w roku przyjeżdżam do Polski, widzę, że to inna rzeczywistość. Zasadnicza różnica polega na tym, że w Afryce ludzie oczekują od kapłana wiedzy na temat katechizmu i przykazań. Inaczej w Europie, gdzie kapłan powinien być oczytany, umieć nawiązać rozmowę na każdy temat, np. z młodymi ludźmi, którzy stawiają zazwyczaj najbardziej zaskakujące pytania. Poza tym w Europie księży otacza nieufność, często spotykają się z krytyką. Ich życie sprawdza się wręcz pod lupą.

W Afryce tego nie ma?
Nie. Ludzie zwracają tam przede wszystkim uwagę na przesłanie połączone ze świadectwem. Zresztą nie znam księdza, który pojechałby do Afryki szukać kariery. Oddajemy tam własne zdrowie, a niejednokrotnie także i życie. W Europie nikt tego od nas nie wymaga. Myślę, że Afrykanie to doceniają. W Rwandzie, jeśli coś złego się dzieje, kapłani opuszczają misję jako ostatni.

To kiedy Afryka zacznie ewangelizować Europę?
Jeśli powołań będzie przybywało w tym tempie co teraz, to jestem przekonany, że Afrykanie będą szukać możliwości wsparcia europejskiego Kościoła. Myśmy wypełnili swoje zadanie. Teraz to oni mają dług do spłacenia. Wśród pallotynów pracujących w Rwandzie i Kongu 3/4 to są już autochtoni. W zdecydowanej większości przejęli parafie. W ciągu stu lat 60 proc. mieszkańców Rwandy nawróciło się na chrześcijaństwo. Część z nich już dziś przenosi się do Europy i pracuje np. w Belgii i we Francji.

Czy będą potrafili odnaleźć się w świecie, którym rządzi konsumpcja?
Na początku Europejczycy, którzy czekają na mszę w swojej miejscowości nawet kilka tygodni, zaakceptują każdego księdza. Z czasem poprzeczka pójdzie w górę. Przyjdzie moment weryfikacji. Niestety, zdarza się, że kapłanami z Afryki, którzy jadą do Europy, kieruje chęć wyrwania się do lepszego życia. Ale to jest margines.

Czego Afrykanie spodziewają się po pielgrzymce Benedykta XVI?
Chcą, aby powiedział światu o problemach Afryki. O kilkudziesięciu milionach zmarłych na malarię i AIDS. Mimo że w Afryce wiara kwitnie, bez pomocy świata za kilkadziesiąt lat na tym najbiedniejszym kontynencie świata zostanie tylko pustynia.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Jestescie gazetą opiniotwórczą czy koscielnym tebloidem?

+3 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

sally and andy (gość)  •

Polska The Times staje sie coraz bardziej gazetką parafialną. Te teksty są przedwidywalne na tyle, że po przeczytaniu tytułu i nazwiska dziennikarki mozna odstapic od dalszej lektury a i tak wiadomo o czym bedzie mówił rozmówca. Tu nie chodzi o to, że się z nia nie zgadzam, tylko o to ileż można jednego dnia pisac o zasługach kosciola katolickiego w krzewieniu dobra na czarnym kontynencie?

Przeciez to jest jakas propoaganda? Po co nam to teraz w Polsce?
Jaki ma związek przecietny czytelnik w Małkini, Lubartowie, Kwidzynie z misjami katolickimi w Kamerunie, no mzoe nie ten już jest wystarczajaco "nawrócony", ale np. w Zanzibarze?

To przypomina kazania takich wasnie prowincjonalnych kaznodzieji, do lekko wstawionej jeszcze wiary w w jakims prowincjonalnym, na wskros antysemiskim miasteczku, po sobotnim chlaniu.

To jest gazeta opiniotwórcza czy koscielny tabloid?

odpowiedzi (0)

skomentuj