Menu Region

Grozi nam nadmiar celebrytów? Z Małgorzatą Molędą - Zdziech,...

Grozi nam nadmiar celebrytów? Z Małgorzatą Molędą - Zdziech, kulturoznawcą, rozmawia Anna J. Dudek

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anna J. Dudek

3Komentarze Prześlij Drukuj
Grozi nam nadmiar celebrytów? Z Małgorzatą Molędą - Zdziech, kulturoznawcą, rozmawia Anna J. Dudek Grozi nam nadmiar celebrytów? Z Małgorzatą Molędą - Zdziech, kulturoznawcą, rozmawia Anna J. Dudek

(© Bartek Syta/Polskapresse)

Małgorzata Molęda-Zdziech: Nie każdy powinien być celebrytą - mówi kulturoznawczyni w rozmowie z Anną J. Dudek
Kto to jest celebryta?
To bohater naszych, ponowoczesnych czasów. Zgodnie z definicją Boorstina celebryta to osoba "znana z tego, że jest znana". Należy zastanowić się, z czego jest znana? Czym jest kapitał celebryty? Zazwyczaj upublicznia swoje życie prywatne, a wręcz intymne, uzewnętrznia publicznie swoje emocje. Prywatne sprawy celebryty stają się sprawami publicznymi, wypełniając medialną przestrzeń. Skutki tego są inne w przypadku ikonicznych celebrytów - aktorów, piosenkarzy, a inne, kiedy tak zachowują się politycy, naukowcy. Wtedy mogą być niebezpieczne.

Przychodzi na myśl Janusz Palikot. On jest bardziej politykiem czy celebrytą?
Jedna rola nie wyklucza drugiej, a wręcz współcześnie role te się łączą i przenikają. Politykę opisuje się najczęściej przy użyciu języka metafor spektaklu i walki. Na pewno można mówić o politykach celebrytach: czym różnią się ustawiane zdjęcia celebrytów "na ściance" z logo sponsorów od zdjęć polityków na tle partyjnych logo, towarzyszących konferencjom prasowym zwoływanym z byle powodu, byle tylko przyciągnąć media i pokazać się w telewizji?

Żyjemy w czasach dyktatury celebrytów?
To mocna teza. Moim zdaniem żyjemy w czasach, kiedy istnieje obawa, że taka sytuacja może mieć miejsce. To, co mnie niepokoi, to fakt, że celebryci zaczynają przejmować role tradycyjnie przypisane kiedyś autorytetom. Regułom zachowania celebrytów, czyli nacisku na bycie medialnym za wszelką cenę, tak zwany "lans", zaczynają się podporządkowywać politycy, eksperci, a nawet niektórzy naukowcy występujący w mediach. Robią tak dlatego, że "fast thinking", "myślenie komunałami", o których pisał Pierre Bourdieu, to bezpieczna strategia, która gwarantuje im bycie w polu medialnym. Często zamiast wiedzy prezentują jedynie emocje. Wychodzą wtedy ze swojej roli naukowca. To jest niebezpieczne, bowiem upraszcza i spłyca debatę publiczną, tabloidyzuje ją.

Czy właśnie to miało miejsce, kiedy poseł Janusz Palikot w 2007 r. paradował z silikonowym penisem w ręce? Dziś nie pamiętamy kontekstu sprawy (chodziło o podejrzenie lubelskich policjantów o gwałt i molestowanie seksualne), tylko owe gadżety. U nas celebryci już "myślą komunałami"?
Możemy mówić o pewnych elementach tego zjawiska. To zjawisko, które dotyczy całego współczesnego świata, w USA czy Europie Zachodniej jest jeszcze bardziej wyraźne. Poppolitykę charakteryzują personalizacja zagadnień, upraszczanie ich, podporządkowanie wszystkiego marketingowi politycznemu. W takiej wersji polityki nie ma miejsca na prezentację programów politycznych, ideologiczne dysputy, wymianę argumentów merytorycznych. W tej formie polityki aktorzy polityczni sięgają po gadżety, które często zastępują merytoryczne dyskusje, ale za to dobrze wpisują się w polityczny spektakl. Celebrytyzacja dotyka również naukowców występujących w mediach w rolach ekspertów. Mamy na przykład psychologa społecznego, który prowadzi ważne badania i w środowisku naukowym z tego jest znany. Ale jednocześnie ta sama osoba udziela dużej, codziennej gazecie obszernego wywiadu, w którym opowiada o swoich prywatnych sprawach, relacjach z matką, traumach z dzieciństwa. Wtedy poznajemy go nie tylko jako psychologa, ale jako celebrytę. Czy inny przykład: dwóch profesorów, proszonych o komentarz po katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie, nie panuje nad emocjami. Na oczach telewidzów krzyczą na siebie, sięgają po argumenty ad personam. Nie spełniają zatem powierzonego im zadania: wyjaśnienia sytuacji z naukowego punktu widzenia.

Czy na przykład psycholog, który pojawia się w mediach często, bierze udział w programach rozrywkowych, jest przez to mniej wiarygodny dla swoich pacjentów, czy przeciwnie - ponieważ pokazuje "gębę" w telewizji, może liczyć na większy popyt swoich usług?
Wiarygodność a rozpoznawalność medialna to dwie odrębne kategorie. Wiarygodność to inaczej rzetelność, prawdziwość. Dotyczy sfery kompetencji, a zatem decyduje, czy możemy być ekspertem, autorytetem w danej dziedzinie. Rozpoznawalność medialna nie zależy od nas samych. Jest wynikiem podporządkowania się regułom mediów, zaakceptowania ich logiki: nakierowania na sensację, niezwykłość, newsowość, personalizację zagadnień. Na pewno zatem rozpoznawalna twarz przyciąga klientów. Istotny jest cel telewizyjnych występów: czy - posługując się pani przykładem - psycholog pozostaje w swojej roli naukowca, selekcjonując tematy, dobierając merytoryczne argumenty, czy komentuje wszystko, jak popadnie, tracąc tym samym wiarygodność. Zdecydowanym przekroczeniem zawodowych granic jest diagnozowanie przez media, co robili proszeni o komentarz eksperci w przypadku śmierci Magdy z Sosnowca na łamach jednego z tabloidów.

To szkodliwe?
W tym ostatnim przypadku - zdecydowanie tak. Dobrze, że zawodowe stowarzyszenie psychologów jednoznacznie potępiło tego rodzaju praktyki. W przypadku zaś naukowców celebrytów nie wiem, czy potrzebne. Naukowiec wychodzi ze swojej tradycyjnej roli, uzewnętrznia swoją prywatność, pokazuje swoje emocje. Zabiera również czas i przestrzeń medialną, którą można by przeznaczyć na to, by psycholog opowiedział o wynikach swoich badań. Skomentował je w sposób merytoryczny.

To media narzucają taki model czy jest to coś, czego chcą czytelnicy? Grzegorz Miecugow uważa, że to gusta publiczności kreują to, co widzimy w telewizji, a te nie są zbyt wyrafinowane.
I dostał bardzo po głowie od widzów, internautów za to, że tak powiedział. Trudno ustalić, co było pierwsze - jajko czy kura? To taki samonapędzający się mechanizm. Komunikaty, które wygłaszają naukowcy o wynikach badań, to wiedza niszowa, która wszystkich nie zainteresuje. Żeby ją zrozumieć, trzeba chęci, pewnego wysiłku, intelektualnego zaangażowania. Inaczej jest z takimi "zwykłymi", "miękkimi" informacjami o tzw. życiu, preferencjach seksualnych, miłości, zdradzie, starzeniu się, śmierci. Do zrozumienia tych spraw nie trzeba szczególnej wiedzy. To stałe antropologiczne tematy, tzw. human stories, które zawsze wszystkich interesują, bo wszyscy je znamy z własnych doświadczeń, jesteśmy wobec nich równi. Dlatego np. nastała moda w mediach na podawanie wieku bohaterów tekstów czy ekspertów. Kiedyś taki zabieg stosowały tylko tabloidy, dziś i inne media. Tylko warto się zastanowić, co wnosi taka informacja.

Skąd to się bierze?
Całą rozmowę o celebrytach trzeba osadzić w kontekście. Żyjemy w ponowoczesnych czasach. Charakteryzują się one pewną sprzecznością: z jednej strony dążeniem do indywidualizmu, narcyzmem, a z drugiej, dążeniem do wspólnotowości. Jak pisze francuski socjolog Michel Maffesoli, ludzie chcą być razem, tylko "bycie razem" przybiera różne formy. Może być ono zapośredniczone przez media społecznościowe - tak rodzą się grupy facebookowe, twitterowe. Innym charakterystycznym przykładem dla ponowoczesnych czasów są flash moby, krótkie zgromadzenia w określonym celu. To jest też forma współczesnego bycia razem. W takim kontekście medialność, obecność w mediach, bycie zauważonym, staje się wartością. Dane liczbowe z badań pokazują, że w mediach pojawiają się te same twarze: komentatorów, ekspertów, naukowców, tzw. eksperci medialni. A kryteria tego, że widzimy ich na ekranie telewizora, często są bardzo prozaiczne i niekoniecznie merytorycznie zadecydować o tym może to, że taki ekspert odbiera zawsze telefon i jest dostępny, wystąpił już kiedyś i "się sprawdził". Dziennikarze zawsze chcą mieć dobrą "setkę" - krótką wypowiedź, barwną, mocną, bez żargonu naukowego.

Kogo to dotyczy? I czy ma wpływ na wiarygodność takiej osoby?
Często w rolę ekspertów wchodzą celebryci. Kiedy celebryta pojawia się jako dyżurny ekspert od wszystkiego, pojawia się chaos i niebezpieczeństwo wprowadzenia odbiorców w błąd. Pamiętam, że kiedyś jednego z rockowych muzyków, częstego gościa w TVN, zapytano, gdzie lokuje pieniądze, co zrobić, żeby nie stracić oszczędności w czasach kryzysu. Z jednej strony, można uznać, że to pytanie tylko do niego, z drugiej - trzeba pamiętać, że to osoba rozpoznawalna, nieanonimowa. Dla wielu ludzi może być autorytetem, mogą go więc uznać za wyrocznię w sprawach finansowych, w których ten nie jest ekspertem. Taka informacja może zostać potraktowana jako instruktaż. Nagle nazwiska osób, które były znane z działalności muzycznej czy aktorskiej, pojawiają się w kontekście wielu innych spraw. To dotyczy zwłaszcza tradycyjnych, masowych mediów, w których oglądalność jest ściśle powiązana z zyskami z reklam, decydującymi o ich istnieniu. Poza tym w mediach rządzi infotainment, czyli podporządkowanie informacji rozrywce, która przyjmuje różne formy, bo i polityka może zostać zaprezentowana w taki sposób. Pojawiło się już pojęcie politicotainmentu. Dobrym przykładem ilustrującym ten nurt jest program "Szkło kontaktowe".

Internet dał celebrytom więcej możliwości?
Na pewno. Celebryta może sam siebie wykreować. Pojawiła się w ogóle nowa kategoria - cewebryci, którzy uzyskali popularność właśnie dzięki nowym mediom. W interesujący sposób pisze o nich Michał Janczewski w książce "CeWEBryci w sieci". W Polsce, w kontekście politycznym, mieliśmy pana Kononowicza, który został wypromowany na potrzeby kampanii w sieci. YouTube dał niesamowite narzędzie, bo celebryta właściwie może sam siebie stworzyć. Stąd fenomen blogerek modowych, szafiarek, w tym Kasi Tusk. Tu są różne nisze, bo można być np. ekspertem od robienia makijażu czy czesania na sposób japoński. Czasami takie filmiki w bardzo szybkim tempie zyskują dużą liczbę wejść i tzw. kliknięć. Czas jest tu kluczowy, w tradycyjnych mediach trwałoby to dłużej. Co ważne, jak pokazały wyniki badania Instytutu Monitorowania Mediów "Wizja świata, emocje wyzwolone. Co mają nam do zaoferowania cztery najpopularniejsze telewizyjne serwisy informacyjne: Panorama, Wiadomości, Fakty, Wydarzenia", opublikowane w styczniu 2011 r., YouTube jest częstszym źródłem informacji niż Polska Agencja Informacyjna. Źródła informacji wpływają na sposób uprawiania dziennikarstwa.

Zmieniła się relacja nadawca - odbiorca?
Skróciła się, z jednej strony, łatwiej kontrolować autorów, ale z drugiej strony - kontekst ponowoczesny polega na tym, że intelektualiści, naukowcy przestali być przewodnikami - przejmują bardziej rolę celebrycką, podporządkowując się regułom rynkowym. Każdy z nas funkcjonuje w życiu w wielu rolach. Problem polega na przemieszaniu porządków i kontekstów, co dotyczy również mediów. Skończył się podział na media opiniotwórcze, poważne i te rozrywkowe. Treści infotainmentowe możemy znaleźć w poważnej prasie, a polityczne komentarze również na tabloidalnych, uważanych za plotkarskie, portalach. Zgodnie z tą zasadą wpływowi dziennikarze zapraszają do swoich programów celebrytów. I tak na przykład Jacek Żakowski w ramach swoich rozmów na łamach "Polityki", do których zapraszał - jak dotąd - naukowców, noblistów, ekspertów, przeprowadził wywiad z Dodą. Również Monika Olejnik zaprosiła Dodę do swojego telewizyjnego programu. Elementem infotainmentu są również wulgaryzmy. I tu obserwujemy pewien paradoks. "Polityka" i "Gazeta Wyborcza" używają ich w swoich publikacjach w pełnym brzmieniu, a portal Pudelek czasami wykropkowuje.

Czy to oznacza, że tradycyjne dziennikarstwo odchodzi do lamusa?
Dziennikarstwo na pewno się zmienia. Sami dziennikarze również. Mamy wśród nich zwykłych pracowników mediów (media workers), showmanów, dziennikarskich celebrytów, komentujących poczynania swoich kolegów. Dzisiaj dziennikarze łączą różne aktywności zawodowe. Można, jak robi to Bartosz Węglarczyk, komentować sprawy międzynarodowe, a jednocześnie prowadzić program w telewizji śniadaniowej i rozmawiać z celebrytami. Czasami mamy kłopot z jednoznaczną klasyfikacją działań zawodowych. Czy Kuba Wojewódzki jest dziennikarzem, showmanem, aktorem, czy po prostu celebrytą? Prowadzi program telewizyjny, program radiowy, równocześnie ma swoją rubrykę w tygodniku "Polityka", współreżyserował koncert inaugurujący prezydencję Polski w Radzie Unii Europejskiej, zadebiutował jako aktor, wcielając się w postać Woody'ego Allena w teatrze 6. Piętro. Typowa ponowoczesna wielozadaniowość czy dyskontowanie kapitału celebryty? Media zostały podporządkowane głównie kategoriom ekonomicznym, przede wszystkim zyskowi. Przyciągnięcie reklamodawców decyduje o żywocie gazety. Gorszy pieniądz wypiera lepszy. Im głębiej wchodzimy w internetowy świat, tym bardziej widać, że potrzebujemy przewodników po świecie informacji. Informacji jest za dużo, jesteśmy nią przytłaczani, pojawia się stres informacyjny. Odbiorcy muszą znaleźć własne strategie selekcji informacji, jak i obrony przed jej nadmiarem. W tradycyjnym świecie to było prostsze, teraz mamy do czynienia z chmurą informacji. W takim natłoku brakuje czasu na refleksję, na nabranie dystansu, nie wiemy, co jest ważne. Dlatego jest też większe ryzyko wpadki i błędu. Łatwiej stracić czujność. Tym większe zatem wyzwanie dla tradycyjnego dziennikarstwa i dziennikarzy, które staje się coraz bardziej elitarne.

Rozmawiała Anna J. Dudek
3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

a ĆIOto JESS dO ĆEgoo ŚLUżY?

+12 / -12

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

777 (gość)  •

ĆeLEbrYT iT0 P0tszeBnE KOmu ?

odpowiedzi (0)

skomentuj

Policzmy liczbę bestii!

+10 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

NorvidNH (gość)  •

Nasz celebryta żyje na poziomie żula co kopie rowy i dziury pod WC.
PEŁO to dziady nad dziadami. Ich idole to Ułomny Donek i jego szuje, poszczane pajace. Pasożyty i tasiemiec szyderca podpuszcza ferajnę takich samych cieniasów.

skomentuj

idiota

+17 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ggg (gość)  •

chcesz być celebrytą cieniasie?

odpowiedzi (0)

skomentuj