Menu Region

Idę do PE, bo chcę...

Idę do PE, bo chcę być nie tylko ornitologiem, ale także zacząć latać

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

rozmawia Wiktor Świetlik

2Komentarze Prześlij Drukuj
Z doktorem Markiem Migalskim, znanym politologiem, kandydatem PiS do PE, rozmawia Wiktor Świetlik
Czuje się Pan gwiazdorem PiS-owskich list?
Gwiazdorem nie. Choć mam nadzieję, że będę jednym z tych, którzy pozwolą PiS-owi zrobić dobry wynik ze względu na moją rozpoznawalność telewizyjną.

Do tej pory naukowcy, którzy szli do polityki, byli przerażeni jej brutalnością. Różnica między teorią a praktyką zrobiła na Pawle Śpiewaku takie wrażenie, że później zastrzegał się: nigdy więcej.

Bardzo cenię memento profesora Śpiewaka. Jednak jeśli jemu się nie udało, to nie znaczy, że wszyscy inni ludzie, którzy chcą zamienić opisywanie rzeczywistości na jej kształtowanie, są z góry na straconej pozycji.

Może więc podąży Pan drogą Jarosława Gowina. Ten pokochał politykę. Wycinanki, koalicje, wewnątrzpartyjną kopaninę.
Jakoś trudno mi sobie wyobrazić Jarosława Gowina kopiącego po kostkach. Polityka ma swoje wymogi i wiem o tym. Ale nie wierzę, że to taka sfera rodem z Nietzschego - pomiędzy dobrem i złem. Raczej wierzę w wersję Weberowską - że to też miejsce realizacji dobra. Jeśli byłaby to bijatyka dla bijatyki, tobym się w to nie pchał. Ani, jak przypuszczam, Gowin.

A może po prostu ucieka Pan z uniwersytetu? Nie mógł Pan rozpocząć habilitacji ze względu na swoje prolustracyjne poglądy...
Nie uciekam z uczelni i nie schodzę z pola bitwy. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to nie w moim zwyczaju. Powiem panu więcej: zrobię w końcu tę cholerną habilitację. Ja tu jeszcze wrócę. Tymczasem w Parlamencie Europejskim chcę się zajmować uczelniami.

A co, jak sprawny analityk sceny politycznej okaże się miernym politykiem?
Nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie każdy ornitolog potrafi latać i nie każdy politolog - być politykiem. Ale, zacytuję Waldemara Pawlaka, jak się w coś gra, to trzeba wierzyć, że się wygra.

Zapisze się Pan do PiS-u?

Nie wykluczam. Nie chcę udawać dziewicy. Jeśli ta partia wystawia mnie na swojej liście, jeśli czuję się z nią związany, jeśli daje kasę na kampanię, to udawanie, że jestem poza nią, byłoby hipokryzją. Szczególnie jeśli mam poczucie, że to formacja bliska mi ideowo.

Właściwie można powiedzieć, że jako publicysta polityczny jedną nogą był Pan dziennikarzem. Wie Pan, że ludzie mediów nie zawsze litościwie traktują kolegów, którzy przeszli na drugą stronę?
Nie, pan mi to uświadomił. Kto taki jest źle traktowany?

Choćby Jacek Kurski.
On jest twardym graczem, więc budzi ostre reakcje. Ale przyjąłem pana ostrzeżenie. Nie liczę na to, że popłynę na dawnych znajomościach. Polityk w demokracji musi znaleźć dobry język, by docierać i do mediów, i do wyborców. Najlepiej także przez to, co uda mu się zrealizować.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

tylko PIS ma takich DARMOZJADOW PARTYJNYCH

+7 / -7

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

STUDENT (gość)  •

Za moje pieniadze LUDZIE TAKIE ZERO CALUJACE GOLA D*** KACZOROW MA BYC NASZYM PARLAMENTARZYSTA. TO SKANAL ZEBY TAKIE KUNDLE ZAKLAMANE JAK MIGALSKI ZIOBRO WYSMIANI W KRAJU ZYLI PONAD STAN I NIC TAM NIE ZROBIA BO Z TAKIMI W UNII NIKT SIE LICZY . KACZE SZCZURY DO NORY SCHOWAC SWOJE PARSZYWE MORDY.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Koryto wyborcze nowe

+7 / -10

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

August (gość)  •

Marzeniem chyba każdego polskiego warchlaka jest dorwanie się do koryta. Aż uszy się trzęsą ze szczęścia na samą myśl, że lada dzień nowe żarło pojawi się w opustoszałym, podłużnym naczyniu.
Miliony głodnych szczeniaków zaś patrzą i zazdroszczą tym, dla których znalazło się choć trochę miejsca przy cudownym, ukochanym korytku. One nigdy się do niego nie dorwą, mogą jedynie... dać głos.

Podobne zdania można usłyszeć od dużej części społeczeństwa, reagującej w sposób alergiczny na samą myśl o politykach. Ileż to razy dziennie słyszymy o korycie, prosiakach, kaczkach, psach, kartoflach, błocie i gnoju - słowach rodem wyjętych z wyimaginowanego gospodarstwa na prowincji. I choć przypadkiem jest, iż gmach naszego Sejmu znajduje się na ulicy Wiejskiej, to stwarza to dodatkowy, zaściankowy klimat tych opowieści.

Większość Polaków jest zdania, że politycy odznaczają się wyjątkowym brakiem inteligencji i wiedzy. W połączeniu z ogromną pazernością i dużymi zarobkami, posłowie i senatorowie otrzymują mało chlubne miano "świń", ale nie brakuje też pospolitych warchlaków, wieprzów, macior, knurów i tuczników. Wszystkie one pragną zjeść jak najwięcej paszy z koryta. A żeby to zrobić, trzeba głośno kwiczeć. Zasada jest prosta - im więcej kwiczenia, tym więcej żarła.

Ale czy tak jest naprawdę? Skąd ów najgorszy margines społeczeństwa wziąłby się w tak atrakcyjnym finansowo miejscu, jakim jest posada w parlamencie? I skąd wzięło się tak liczne poparcie dla prosiaków przez zwykłych "zjadaczy chleba"? Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - Ci znienawidzeni przez nas osobnicy - złodzieje, komuchy , POpaprańcy i kaczyści to najzwyklejsi MY. Sejm jest jedynie idealnie pomniejszoną kopią naszego społeczeństwa. Bo to ono składa się z tych czerwonych, zielonych, czarnych i białych. Przykre, ale prawdziwe. Publicysta, Andrzej Majewski powiedział kiedyś: "daj człowiekowi koryto, a momentalnie zamieni się w świnię”

odpowiedzi (0)

skomentuj