Menu Region

Fritzl przyznał się do swoich zbrodni i dziś usłyszy wyrok

Fritzl przyznał się do swoich zbrodni i dziś usłyszy wyrok

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anna Przybyll

Prześlij Drukuj
Cała Austria czeka na wyrok, który dziś zapadnie w Sankt Pölten. Sąd zdecyduje o losie Josefa Fritzla, który przez 24 lata więził i gwałcił własną córkę.
W trwającym od początku tygodnia procesie wczoraj nastąpił przełom. Oskarżony przyznał się wszystkich zarzutów, w tym do zabójstwa jednego z dzieci, które miał ze swą córką Elisabeth.

Środowa rozprawa była przełomowa zarówno dla dziennikarzy, jak i dla prawników oraz ławy przysięgłych. Żurnaliści zostali wreszcie wpuszczeni na salę rozpraw. Eksperci uznali bowiem, iż wyrok w utajnionym procesie mógłby zostać podważony przed sądem najwyższym.

Dla obrony, oskarżenia i przysięgłych wielkim przełomem było oświadczenie Fritzla, który wczoraj przyznał się do wszystkich sześciu stawianych mu zarzutów. Jego łzawe wystąpienie śledziło 95 reporterów z całego świata.

Gdy prowadząca proces sędzia Andrea Humer zapytała oskarżonego, co było powodem zmiany zeznań, Fritzl odparł: - Widok cierpienia na twarzy mojej córki. Tak mi przykro.

We wtorek mężczyzna ujrzał bowiem na monitorze swą ofiarę - po raz pierwszy od kwietnia ubiegłego roku, kiedy jego odrażający czyn wyszedł na jaw i gdy zamknięto go w areszcie.

Elisabeth, uwolniona wówczas z lochu po 24 latach niewoli, zgodziła się nagrać swe zeznania przed kamerą pod warunkiem, że resztę życia będzie mogła spędzić incognito razem z szóstką dzieci, które spłodził z nią ojciec. 43-letnia dziś kobieta nie bierze udziału w procesie.

Zarzuty, do których niespodziewanie przyznał się wczoraj Fritzl, dotyczą m.in. spowodowania śmierci małego Michaela zmarłego na koklusz dwa dni po urodzeniu w 1996 r.

- Nie wiem, dlaczego nie pomogłem. Miałem nadzieję, że dziecko jakoś wytrzyma - tłumaczył wczoraj oskarżony. Ściszonym głosem opowiadał, jak odbierał poród. Od razu zauważył, że noworodek ma problemy z oddychaniem.

Sędzia skomentowała, że dziecko zmarło dopiero 66 godzin po przyjściu na świat, więc Fritzl miał dużo czasu, aby zawieźć je do szpitala. Wolał jednak pozostawić niemowlę razem z matką w wilgotnej piwnicy pozbawione dostępu do świeżego powietrza.

W środę ważnym momentem było także odczytanie ekspertyzy o stanie zdrowia psychicznego Josefa Fritzla. By ją opracować, psychiatra Heidi Kastner przeprowadziła z nim sześć kilkugodzinnych rozmów. Ostatecznie uznała, że kazirodca cierpi na narcystyczne zaburzenie osobowości i emocjonalną niedojrzałość, ale jest w pełni poczytalny.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się