Menu Region

Niemcy nie czują się winni

Niemcy nie czują się winni

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Basil Kerski, Magazyn "Dialog"

2Komentarze Prześlij Drukuj
Thomas Urban w swoim tekście opublikowanym na łamach dziennika "Polska" próbował przekonać czytelników, że tradycje polityczne zaproponowane przez Steinbach są nieproblematyczne. Coś źle funkcjonuje między Polakami a Niemcami, ale ten problem nie leży w postawie prezentowanej przez Związek Wypędzonych.
Żeby ustosunkować się do tego poglądu, trzeba cofnąć się w czasie.

Pod koniec lat 90. pani Steinbach wysunęła propozycję zbudowania nowej instytucji, która upamiętniać miała los "wypędzonych", czyli niemieckich uciekinierów z Europy Środkowej i Wschodniej. Ta propozycja nie wywołała wówczas większego echa w opinii publicznej w Niemczech.

Szybko spotkała się z rzeczową reakcją środowisk fachowych. Propozycja była dziwna, bo państwo niemieckie od lat 50. na podstawie ustawy o integracji wypędzonych nie tylko finansowało ich integrację socjalną, ale też wspierała różne instytucje upamietniające niemieckie dziedzictwo kulturowe na wschodzie oraz los niemieckich uciekinierow.

Po co więc nowa instytucja wypędzonych? - z taką reakcją spotkała się początkowo propozycja Steinbach. Czy nie jest to przypadkiem próba wprowadzenia starych modeli interpretacyjnych w nowo powstający pejzaż pamięci w Berlinie? Po zjednoczeniu Niemiec nad Szprewą powstawały nowe instytucje i muzea historyczne: muzeum Żydów Niemieckich, pomnik ofiar Holocaustu Topografia Terroru na byłym terenie Gestapo czy Muzeum Historii Niemiec.

Nieufność wobec Eriki Steinbach nie wynikała tylko z jej krytycznej postawy wobec powojennych granic czy do warunków przystąpienia Polski do Unii. Podejrzenia wzbudzały tradycje polityczne i interpretacje historyczne prowadzonego przez nią związku. W latach 50. i 60. Związek Wypędzonych reprezentował wszystkie opcje polityczne Republiki Federalnej. Mimo tego pluralizmu jego interpretacje Trzeciej Rzeszy oraz wojny były kontorwersyjne. Wystarczy spojrzeć na zapisy z Karty wypędzonych, dokumentu założycielskiego z 1950 r., na który Erika Steinbach często się powołuje.

Dla Związku Wypędzonych ten dokument był gestem pojednania porównywalnym wręcz z listem polskich biskupów z 1965 r. O czym się nie mówi? W Karcie nie ma ani słowa o zbrodniach niemieckich czy o Zagładzie. Nie ma w Karcie też żadnego problemu politycznej odpowiedzialności narodu niemieckiego za zbrodnie Trzeciej Rzeszy, autokrytycznej refleksji, ktora pobudziłaby 5 lat po wojnie zaufanie sąsiadów.

Odpowiedzialność polityczna wspólnoty to myśl zaczerpnięta ze słynnych wykładów Karla Jaspersa z 1946 r. Ten niemiecki filozof twierdził, że wobec historii istnieją różne wymiary winy. Mamy winę kryminalną, czyli bezpośrednią odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w służbie nazizmu. Ale jeśli jesteśmy częścią narodu i utożsamiamy się z nim, to przecież naród ponosi odpowiedzialność polityczną za swoje państwo.

Wykład Jaspersa pokazuje, że rozliczenie z przeszłością nie kończy się na pytaniu o własną odpowiedzialność. Będąc częścią narodu czy większej zbiorowości, trzeba zadać sobie kolejne pytania. Ten złożony sposób myślenia najlepiej wcielił w życie Willy Brandt. On - ofiara III Rzeszy, emigrant, uciekinier i antynazista - uklęknął przed warszawskim pomnikiem ofiar getta. Był to nie tylko gest szefa rządu, ale też gest niemieckiego patrioty, który dobrze rozumiał problem odpowiedzialności politycznej narodu.

W Karcie wypędzonych tej wysokiej kultury refleksji historycznej, która budzi zaufanie sąsiadów brakuje. Co więcej w Karcie wypędzeni Niemcy obwołują się jedną z największych grup ofiar, proszą o pomoc, przebaczają innym za niezidentyfikowane zbrodnie. To bardzo dziwny dokument i mało wiarygodny krok pojednania.
1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

kto stworzył p. Steinbach?

+4 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

przełącznik (gość)  •

Zgadzam się z autorem, że (byli?) polscy politycy dali się przez p. Steinbach zapędzić w ośli zaułek. I że ma to nie tylko charakter incydentalny, ale jest procesem wieloletnim. Jaki z tego wniosek?
Dla mnie brzmi on, że politykę z Niemcami kształtują niewłaściwe osoby. Mieszanie ambicji i uprzedzeń osobistych (a może i stopniowy zanik lub utrata szerszego rozeznania i zdolności strategicznego myślenia) ze dalekosiężnym interesem kraju jest wyraźnym uchybieniem i nadużyciem. Ale to tylko jedna strona medalu.

Nie zgadzam się z pozostałymi interpretacjami autora: równie dobrze można by stwierdzić, że doświadczenia z "neue Ostpolitik" nie dały się przenieść w rzeczywistość zjednoczonych Niemiec. Wszak lata 70-te i 80-te były politycznie - a szczególnie intelektualnie i medialnie - zdominowane przez "burzycieli", ową "generację 68", która "musiała" robić własnym rodzicom na opak. Stąd też naiwność tej generacji wobec Układu Sowieckiego (starsza generacja była zdecydowanie antykomunistyczna).
Znanymi wciąż exponentami tej polityki są G. Schröder i Joschka Fischer i H. Kohl, który faktycznie nie wierzył już w zjednoczenie Niemiec. Ta generacja poniosła ideologicznie klęskę. Widać to wyraźnie np w postawie G. Grassa.

P. Steinbach wykorzystała swoje 5 minut optymalnie: dzięki jej niewątpliwym zdolnościom politycznym (przy wykorzystaniu całej gamy "instrumentów" politycznych) stała się wręcz autorytetem moralnym (parę lat temu była laudatorką nagrody im. Lewa Kopelewa). Swoją wizją wypełnia lukę interpretacycjną. Same bycie przeciw niej, jak robi to obecnie SPD (Steinmeier, M.Meckel, G. Schwan etc) nie stwarza żadnej alternatywy interpretacyjnej. Te środowiska (również Towarzystwa Polsko-Niemieckie) de facto widziały przez lata jedynie Polskę interpretowaną im przez środowisko GW. Wszystko poza SLD, UW a obecnie PO to był "ciemnogród". Z tym że ten "ciemnogród" w międzyczasie rządził i wzrastał na sile. Smiem więc twierdzić, że GW w decydujący sposób wywarła wpływ na obecne postrzeganie Polski przez p. Steinbach. Ona posługuje się jedynie obrazami i stereotypami (vide Kaczynscy), które są jej wygodne i odziedziczone od przeciwnika politycznego.

Dlatego przyjął bym za akt postnej pokory, gdyby autor uderzył się najpierw we własne piersi. W znacznym stopniu kszałtował on w ostatnich latach zarówno obraz Polski w Niemczech, jak i poprzez GW (i postronne) obraz Niemiec w Polsce.

Nie robię sobie nadziei, że obecna ekipa Tuska będzie już w stanie dokonać pozytywnego zwrotu w stosunkach z Niemcami. Za bardzo dali się oni wmanewrować przez ekspertów z kręgów autora, a sam Tusk staracił ostatecznie resztki wiarygodności. Jego ekipa nie jest już chyba w stanie, uwolnić się od tych ludzi, którzy przycznili się do i jego osobistej klęski (to widać zresztą w każdym resorcie).

W takiej sytucji tylko PiS ma prawdziwe szanse na wypracowanie i realizację nowych stosunków z Niemcami. Ważne jest dla PiSu wypracowanie nowej koncepcji koegzystencji z Niemcami ale z nowymi ludźmi. Szkoda Sikorskiego, bo zmarnował się przy Tusku.

Nową politykę z Niemcami mogą dobrze opracować ludzie z doświadczeniami z W. Brytanii czy Francji. Najważniejszym jej wyznacznikiem powinna być symetryczność i jednoznacność we wzajemnych stosunkach.

Stękanie środowisk GW nt lustracji słychać aż w Niemczech. I dlatego można obecnie rozgrywać "polską kartę", bo zawsze znajdą się łasi na zrozumienie z powodu "prześladowań kaczyzmu". Dopiero wiarygone posprzątanie podwórka lustracyjnego nada polskiej polityce zagranicznej autorytetu i siły. Obecna sytuacja jest porównywalna chyba już tylko z węgierską, która stawia kraj na skraju zapaści.

Trudno mieć wątpliwości, że ta obecna wojenka werbalna jest już przegrana. I mam wrażenie, że każdy z polityków, który jeszcze zabierze głos w tej pyskówce, traci jedynie szanse na przyszłość.

Ta wojenka służy jedynie krótkoterminowym celom wyborczym w Niemczech. A ponieważ przyniosła dla CDU już wymierne efekty (zabezpieczenie i rozszerzenie zasięgu prawego skrzydła) należy spodziewać się zmiany koalicjanta. Od pażdziernika można oczekiwać więcej racjonalności, a do tego czasu szkoda tracić nerwów.

NB: Ciekawym zjawiskiem jest przenikanie środowiska GW (pan Kierski z nim się identyfikuje/-ował) do pozostałej prasy.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Tekst idzie trochę po "łebkach"

+7 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Gość (gość)  •

Brakuje mi takich rzeczy:
1. Do około 1968 nie było historii jako przedmiotu szkolnego. Co wie o historii pani S.?
2. Kanclerz Brandt uklęknął przed pomnikiem żydowskich ofiar. Istnieje taki "do uklęknięcia" pomnik polskich ofiar? Są to podstawowe sprawy zawsze jakoś pomijane.
3. Układy pokojowe Polska-Niemcy są niesymetryczne. Dlaczego?
4. Całkowita niezdolność polskich elit politycznych do wyartykułowania jednoznacznego stanowiska. Wygląda to na osobistą amatorszczyznę starszego już acz zasłużonego prof. Bartoszewskiego. Potem tylko pada pytanie: kto za, kto przeciw. Jednak czasem nikt nie pyta... A co ma zrobić komentator?
5. ...

odpowiedzi (0)

skomentuj