Menu Region

Astronautów wojny orbitalne ze śmieciami

Astronautów wojny orbitalne ze śmieciami

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Adam Synowiec

4Komentarze Prześlij Drukuj
Prawie 20 tysięcy co większych śmieci lata nam nad głową, zderzając się ze sobą. Dla astronautów i satelitów orbita Ziemi zamienia się w niebezpieczny tor przeszkód.
Mimo tego zagrożenia prom Discovery nie powinien mieć problemów z zacumowaniem do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Ogłoszony na niej w niedzielę alarm śmieciowy odwołano wczoraj. Okazało się, że kawałek wojskowego satelity sowieckiego przejdzie obok ISS w odległości kilkuset metrów, szczęśliwie nie stanowiąc zagrożenia dla astronautów na stacji i w zbliżającym się do niej promie.

14-centymetrowy odłamek metalu mknący przez przestrzeń kosmiczną z prędkością ponad 30 tys. km na godzinę przebiłby na wylot ściany każdego pojazdu kosmicznego.

W zeszłym miesiącu trzech rezydentów ISS spędziło w ratunkowym module Sojuz dziesięć minut, zapobiegawczo chroniąc się tam przed innym śmieciem technologicznym krążącym wokół Ziemi.
W dziejach Międzynarodowej Stacji Kosmicznej NASA ośmiokrotnie zmieniała jej położenie (ostatnio w sierpniu zeszłego roku), by uniknąć zderzenia z niebezpiecznymi odłamkami. Tym razem także zapowiadano ewentualność korekty orbity stacji, co mocno skomplikowałoby dotarcie do niej wahadłowca Discovery. Ostatecznie manewr bezpieczeństwa okazał się niepotrzebny.

Do tej pory w dziejach zdobywania i eksploracji kosmosu w najbliższej Ziemi przestrzeni wydarzyło się około 200 eksplozji i pięć kosmicznych kolizji. Pierwsza znacząca miała miejsce w 1996 roku, gdy satelita Cerise zderzył się z fragmentem rakiety nośnej Ariane.

Wczorajszego zagrożenia dla stacji kosmicznej wcale nie spowodował jeden z kilkuset fragmentów pozostałych po spektakularnym zderzeniu się w zeszłym miesiącu satelitów USA i Rosji. Sowiecki Kosmos 1275 zamienił się w złom dawno temu, w 1981 roku. Prawdopodobnie po kraksie z innym satelitą lub śmieciem orbitalnym. Strażnicy nieba z NASA nadal śledzą 310 kawałków Kosmosa 1275, które lewitują nadal na niskiej orbicie Ziemi.

Incydent z 10 lutego był pierwszym potwierdzonym zderzeniem dwóch satelitów w kosmosie. Zdaniem gen. Leonida Szerszenowa, byłego szefa rosyjskiego wywiadu wojskowego, katastrofa wcale nie była przypadkowa. Szerszenow sugeruje, że zniszczenie militarnego próbnika rosyjskiego przez satelitę telekomunikacyjnego systemu Iridium to test nowej amerykańskiej broni kosmicznej.

Generał twierdzi, że tak naprawdę amerykański wehikuł był jednym z dwóch satelitów użytych w 2007 r. w eksperymencie Orbital Express. Nadzorowały go wspólnie NASA i Pentagon. Oficjalnie sprawdzano wtedy możliwość cumowania jednego satelity do drugiego i przepompowywania paliwa.

Szerszenow uważa, że programu wcale nie zakończono i testy trwają. A ich celem jest opracowanie zautomatyzowanych próbników, które kontrolowałyby wszystko, co lata wokół Ziemi, wykorzystując elektronikę i automatyczne ramiona. Generał uważa, że USA już teraz mogą kontrolować "wrogie" satelity, a nawet niszczyć je jedną komendą z Ziemi.

Zdaniem ekspertów kosmicznych ONZ szczątki powstałe w katastrofie satelitów w zeszłym miesiącu będą stanowić zagrożenie dla astronautów i kosmicznych aparatów bezzałogowych przez następne 10 tys. lat.

Szacuje się, że obecnie lata wokół naszej planety około 19 tys. śmieci o wielkości ponad 10 cm i mrowie mniejszych. Dlatego przewiduje się, że liczba kosmicznych kolizji do roku 2050 znacząco wzrośnie.

W styczniu Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) rozpoczęła program stałego monitorowania orbity Ziemi, pozycji satelitów i większości większych śmieci. Koszt systemu to 50 mln euro.


Pomysły na sprzątanie kosmosu

Dział NASA kierowany przez Nicholasa L. Johnsona próbuje od dawna wymyślać sposoby usuwania kosmicznych śmieci z orbity Ziemi.

Jednym z pomysłów jest doczepianie do szczątków wielkich balonów, które ściągałyby szybciej złom w atmosferę. Tam śmieci uległyby spopieleniu. Rozważa się wykorzystanie też wielkich bąbli z klejącego żelu, który wyłapywałby śmieci na orbicie. Według Johnsona ekologicznie byłoby wypychać śmieci na bardzo wysokie orbity albo spalać je w kosmosie promieniem lasera.
Brytyjczyk Richard Crow-ther z programu NEO uważa, że wszelkie metody na sprzątanie kosmosu są drogie i ryzykowne. Łatwiej dokładnie śledzić każdy niebezpieczny śmieć na orbicie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

smieci

+3 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kajtek (gość)  •

Najlepiej zbierac smieci w kosmiczna smieciarkie,i po sprasowaniu kopnac ja na orbite sloneczka KAJTEK

odpowiedzi (0)

skomentuj

PW-Sat

+2 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Maciej Urbanowicz (gość)  •

Witam,

cieszy mnie, że został poruszony temat "śmieci kosmicznych".
Obecnie Polacy budują pierwszego polskiego satelitę, który ma za zadanie przetestowania taniego, bezsilnikowego systemu deorbitacji satelitów. Tym satelitą będzie PW-Sat - mały studencki satelita tworzony na Politechnice Warszawskiej.

Zapraszam wszystkich na drzwi otwarte PW, które odbędą się w dniach 21-22 marca 2009 roku w Gmachu Głównym PW. Samego satelitę będzie można obejrzeć w Gmachu Głównym (stoisko Studenckiego Koła Astronautycznego) oraz w gmachu Instytutu Techniki Cieplnej PW (stoisko Studenckiego Koła Astronautycznego).

Pozdrawiam,

Maciej Urbanowicz

odpowiedzi (0)

skomentuj