Menu Region

Polacy muszą mówić o Stalinie i komunistycznym zniewoleniu

Polacy muszą mówić o Stalinie i komunistycznym zniewoleniu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Andrzej Godlewski

15Komentarzy Prześlij Drukuj
Z dr. hab. Bogdanem Musiałem, historykiem, pracownikiem IPN, rozmawia Andrzej Godlewski
Dlaczego spór o Erikę Steinbach okazał się tak gorący?
Polska strona niepotrzebnie zaogniła tę polemikę. Przecież przy planowanym układzie Fundacji "Ucieczka Wypędzenie Pojednanie" Steinbach nie będzie miała decydującego wpływu na kształt wystawy, która powstanie. Jej Związek Wypędzonych ma przecież tylko trzy miejsca w 13-osobowej radzie.

Takie są też argumenty niemieckiej strony, zawinili więc Polacy? Czy może przyczyna była zupełnie inna? Ten spór pokazał, że dyskutując o historii, Polacy i Niemcy nie rozumieją siebie nawzajem.
O wiele ważniejszy niż ten skład personalny jest klimat w stosunkach polsko-niemieckich oraz poglądy, jakie dominują w dyskusjach o wspólnej przeszłości.
W tych kwestiach Erika Steinbach nie różni się wiele od innych polityków niemieckich. Ona jedynie mówi bardziej otwarcie i zaostrza to, co myślą inni, np. o polskim nacjonalizmie.

Steinbach uważa, że to nie Adolf Hitler był bezpośrednią przyczyną wypędzeń. Według niej już przed wojną Polacy chcieli wypędzić Niemców ze wschodu, a Hitler i wojna, którą wywołał, dała im ku temu możliwość. Tak myślą inni Niemcy?
Takie twierdzenia są dość rozpowszechnione w Niemczech. Steinbach i inni powołują się przy tym na jakieś niszowe polskie publikacje z lat dwudziestych.
Polska - Niemcy: bez pojednania? Polska źle prowadziła spór o Steinbach. Dała sobie narzucić formułę debaty, której nie uda się wygrać

M.in. na pocztówkę z mapą Polski, gdzie Berlin znajdował się w polskich granicach. Ale czy to jest poważny argument?
To oczywiście nonsens. To tak, jakbyśmy teraz mówili, że Niemcy chcą mieć wschodnią granicę sięgającą aż do rzeki Niemen i powoływali się przy tym na neonazistowską NPD, która jest partią niszową, a takie hasła głosi.

Rzeczywiście nie było przed wojną w Polsce wpływowych środowisk, które chciały ekspansji na Zachód?
Nawet gdyby one istniały, Polska nie miała dość sił, by realizować takie plany. Jakaś możliwość istniała hipotetycznie może do 1933 r., kiedy Niemcy były jeszcze słabe, a Reichswehra liczyła tylko 50 tys. żołnierzy.

Erika Steinbach powołuje się także na plany gen. Władysława Sikorskiego i rządu londyńskiego, którzy chcieli włączyć po wojnie do Polski także Prusy Wschodnie, zachodnią część Pomorza oraz Śląsk.
To akurat się częściowo zgadza. W czasie wojny polski rząd na emigracji wychodził z założenia, że granica z Niemcami powinna zostać zrewidowana na korzyść Polski. Z przyczyn geopolitycznych zależało mu na przejęciu Prus Wschodnich. Chodziło o to, by w ten sposób wreszcie skończyły się spory o tzw. polski korytarz, który dzielił Niemcy na dwie części. Poza tym gen. Sikorski wiedział, że nie uda się utrzymać przedwojennej granicy z Sowietami i jakieś przesunięcie Polski na Zachód będzie nieuniknione.
1 3 4 5 »
Reklama
10

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

WW

+12 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

WW (gość)  •

JÓZEF STALIN KCIAŁ ZNISZCZYĆ POLSKĘ I POLSKI JĘZYK I KULTURE I NUKI POLSKĄ

odpowiedzi (0)

skomentuj

DJABEŁ

+11 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

PP (gość)  •

JÓZEF STALIN KCIAŁ ZNISZCZYĆ POLSKE POLSKI JĘZYK ZNISZCZYĆ

odpowiedzi (0)

skomentuj

w moim poście

+14 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

wyraźnie pokazałem, że argumentacja "naród niemiecki demokratycznie wybrał Hjtlera" i "naród polski nie popierał komunizmu" jest uproszczona. Naród polski? Naród niemiecki? Czy może tylko część narodu polskiego, część narodu niemieckiego? Różnica istotna.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Argumenty ciekawsze niż zdjęcia...

+9 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

niespokojny (gość)  •

« ...Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam ten nasz największy wróg! (...) A mury rosną rosną rosną Łańcuch kołysze się u nóg...  » (Jacek Kaczmarski - Mury)

odpowiedzi (0)

skomentuj

Musial - niemiecki historyk

+9 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Victor (gość)  •

Jak na niemieckiego historyka Herr Musial ma bardzo propolskie poglady.
skad taka wolta? Jescze niedawno Herr Musial fotografowal sie z Erica Steinbach.
Jesli ktos nie wierzy niech sprawdzi czy pisze prawde.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Nieznajomość sytuacji prawnej

+14 / -12

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

niespokojny (gość)  •

Nie mogę się pozbyć wrażenia, ze reprezetnanci interesów Polski, nie byli w przeszłości i, nie są nadal wstanie rozwiązać skomplikowanych stosunków polsko-niemieckich. Ich główną obecnie przyczyną jest nieznajomość lub ignorancja sytuacji prawnej:

« Traktat dwa plus cztery » nie został nazwany traktatem pokojowym, aby uniknać roszczeń reparacyjnych przewidzianych w umowie Londynskiej z 27 lutego 1953 roku...

W polsko-niemieckim traktacie granicznym z 14-go listopada 1990 roku i w umowie z 17-go czerwca 1991 roku « zapomniano » uregulować polsko-niemieckie roszczenia materialne...

Oficjalni reprezentanci Niemiec zawsze oświadczali, że nie roszczą i nie będą wspierać roszczeń materialnych obywateli niemieckich wobec Polski, lecz dotychczas « zapomnieli » zmienić sytuację prawną w Niemczech, aby to uniemożliwić...

Władającym niemieckim polecam artykuł w niemieckim FAZ « Deutschland und Polen
Frau Steinbachs Vergehen » (http://www.faz.net/s/RubDDBDABBATpl~Ecommon~Scontent.html?rss_googlefeed)


odpowiedzi (0)

skomentuj

falszywa niemiecka retoryka

+15 / -13

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Miroslaw Kraszewski (gość)  •

typowa zaklamana niemiecka argumentacja brzmi: „To były zbrodnie reżimu komunistycznego, za które Polacy jako naród nie mogą ponosić odpowiedzialności.”. W porządku ale reguła, że naród nie ponosi odpowiedzialności za zbrodnie reżimu odnosi się do każdego narodu a zatem także do niemieckiego."

Ta fałszywa niemiecka argumentacja bazuje na porównaniu demokratycznie wybranego niemieckiego Hitleryzmu z sowieckim reżimem narzuconym Polakom i nie tylko Polakom ale również Niemcom w DDR.

Dlatego reżim w powojennej Polsce można porównywać z reżimem w DDR a nie tym demokratycznym , Hitlerowskim, panie spokojny.

Cały Pański wywod panie spokojny jest falszywy

odpowiedzi (0)

skomentuj

Wojna polsko bolszewicka

+18 / -16

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

W Polsce lubimy skrótowo mówić „w 1920 roku bolszewicy zdradziecko napadli na Polskę a my cudownie obroniliśmy nasz kraj i całą Europę przed komunizmem”. Potem dodajemy, że była to jedna z ważniejszych bite w historii ludzkości (to nie żart, to częste opinie) i że należy nam się dozgonna europejska wdzięczność za naszą wspaniałą postawę i jednoznacznie antykomunistyczną politykę. Z kolei dziwimy się, że „Europa nas nie rozumie”. Ale czy zadajemy sobie trudu aby dokładnie przypomnieć sobie jaka była kolejność wypadków? Choćby skrótowo.

Otóż podpisanie pokoju i wycofanie się Rosji z wojny było jednym ze sztandarowych postulatów bolszewików przed rewolucją październikową. 21 listopada 1917 rząd RFSRR wystosował do ambasadorów i posłów państw biorących udział w wojnie notę wzywającą do wszczęcia rokowań pokojowych. Tylko Niemcy na notę odpowiedziały pozytywnie. W efekcie podpisano traktat brzeski – traktat pokojowy podpisany w Brześciu 3 marca 1918 między Niemcami i Austro-Węgrami oraz ich sojusznikami Bułgarią i Turcją, a bolszewicką Rosją. Delegacja polska z uwagi na w rozmowach udziału nie brała. Traktat stanowił wycofanie się Rosji z wojny i zerwanie sojuszu z Ententą. Oznaczało to utratę przez Rosję terenów m.in. Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi i Finlandii. Bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny była natomiast rozpoczęta w konsekwencji zawieszenia broni w Compiègne 11 listopada 1918 ewakuacja niemieckiej armii.

Ponieważ w listopadzie 1918 w Niemczech wybuchła też rewolucja, która proklamowała republikę, bolszewicy pragnęli czynnie wpływać na wydarzenia polityczne w zrewolucjonizowanych Niemczech. Marsz Armii Czerwonej na zachód i zajmowanie kolejnych miejscowości opuszczanych przez wojsko niemieckie odbywał się zanim jeszcze Wojsko Polskie zdążyło się sformować i podjąć jakiekolwiek działania. Pomiędzy odradzającą się po 123 latach niewoli niepodległą Polską a Rosją nie istniała żadna uznawana przez strony granica państwowa. W konsekwencji starcie pomiędzy Polską a Rosją o wzajemne granice było prawdopodobne. Ponieważ niemiecka armia okupacyjna, stanowiąca bufor bezpieczeństwa na tych terytoriach pomiędzy siłami polskimi a bolszewickimi, wycofywała się w szybkim tempie, mogło dojść do bezpośredniego spotkania wojsk polskich i bolszewickich i do określenia statusu politycznego ziem przedrozbiorowej Rzeczypospolitej w drodze faktów dokonanych.

Ale dwa miesiące wcześniej, w połowie września 1919 Józef Piłsudski wysłał do kwatery gen. Antona Denikina misję, która potwierdziła negatywny stosunek białych do kwestii wschodnich granic Polski. Biali gotowi byli jedynie uznać niepodległość Polski w granicach Królestwa Kongresowego z 1815. To skłoniło Piłsudskiego do odmówienia białym wszelkiej pomocy wojskowej. Pragnął klęski Denikina, by mieć do czynienia jedynie ze słabą i osamotnioną na arenie międzynarodowej Rosją bolszewicką. Wojskom polskim przebywającym w głębi spornego terytorium wydano rozkaz niepodejmowania przeciwko Armii Czerwonej żadnych działań, które mogłyby przynieść korzyść Denikinowi. W odpowiedzi na zmianę polityki polskiej, bolszewicy zaoferowali bezwarunkowe uznanie niepodległości Polski i praktycznie każdy kształt jej granicy wschodniej odpowiadający Polakom. W lipcu 1919 rozpoczęto formalne negocjacje polsko-bolszewickie, kontynuowane do grudnia tego roku. W czasie ich trwania strona polska wysunęła postulat przywrócenia wschodniej granicy z 1772, a Julian Marchlewski zapewnił Polaków, że Rosja bolszewicka gotowa jest odstąpić im Litwę i Białoruś. 26 października 1919 wysłannik Piłsudskiego kapitan Ignacy Boerner przekonał Marchlewskiego, że Polakom zależy na pokonaniu białych przez bolszewików. Obiecał też, że Wojsko Polskie nie uderzy w okolicach Mozyrza na Armię Czerwoną, gdy ta przerzuci swoje jednostki dla zlikwidowania oporu białych generałów.

Tak też się stało i Piłsudski mawiał potem, że ta celowa bezczynność wojsk polskich mogła przesądzić o wyniku wojny domowej w Rosji. Powtórzmy wyraźnie za Marszałkiem: Polska istotnie przyczyniła się do zwycięstwa komunizmu w Rosji. Ale tym nie lubimy się już przed Europą chwalić. Wolimy ładną historię o Szwajcarii, z której przerzucony do Rosji Lenin zapewnił zwycięstwo komunistom. My jak zwykle czyści i niewinni, wyłącznie w roli ofiar. Tyle, że w takiej Szwajcarii też mają dostęp do źródeł historycznych.

Bo co się dzieje dalej? Piłsudski zakładał, że po pokonaniu "Białych" bolszewicy będą mogli skoncentrować wszystkie siły na jednym froncie - froncie z Polską, wykorzystując również zdobyty na białych sprzęt wojskowy. Celem politycznym Piłsudskiego było zatem stworzenie federacji państw narodowych w Międzymorzu Bałtycko-Czarnomorskim od Estonii po Ukrainę oddzielających etniczną Polskę od Rosji i uniemożliwiających ekspansję terytorialną Rosji na Zachód. Warunkiem działania było osiągnięcie porozumienia z Ukraińską Republiką Ludową - Ukraina była bowiem geostrategicznym kluczem rozwiązania federacyjnego. 21 IV 1920, Piłsudski zawarł z przewodniczącym Dyrektoriatu URL Symonem Petlurą sojusz polityczny i wojskowy. Polska uznawała w nim suwerenność Ukraińskiej Republiki Ludowej, zrzekała się terytoriów Rzeczypospolitej przedrozbiorowej na wschód od ustalonej linii granicy z Ukrainą i zobowiązywała się do wspólnej walki z bolszewikami.

Ostatnie siedem wyrazów poprzedniego zdania jest istotne i pokazuje, że Polska najpierw negocjowała z bolszewikami, biernie ich wspomagając, a potem postanawia na nich uderzyć. I rzeczywiście: ofensywę na Ukrainie Piłsudski rozpoczął 25 kwietnia 1920. Powtórzmy: rozpoczął Piłsudski. Dalszy ciąg jest znany. Wojska polskie stanęły u bram Kijowa i 7 maja 1920 oddziały 3 Armii gen. Rydza Śmigłego zajęły miasto. Ofensywa polska na Kijów wywołała oburzenie we Francji ze względu na to, że Piłsudski mógł zaatakować Ukrainę z lepszym skutkiem militarnym razem z Denikinem.

Rzeczpospolita Polska nie miała interesu państwowego w sukcesie Białych Rosjan i w konsekwencji uchyliła się od wsparcia Denikina (pomimo nacisków Francji i Wielkiej Brytanii w tej sprawie). Równolegle były prowadzone w Mikaszewiczach rokowania polsko-bolszewickie, gdzie warunki strony polskiej były analogiczne do warunków stawianych Denikinowi. A dopiero potem był sierpień 1920. Krótko: twierdzenie, że Rosja napadła na Polskę w 1920 roku jest uproszczeniem tak dużym, że prowadzi do nieporozumień i oburzania się na historyków, którzy słusznie wskazują na złożoność ówczesnej sytuacji. W każdym razie romantyczny obraz Polski składającej się wyłącznie z rycerzy w białych rękawiczkach broniących Europy przed komunizmem jest nieprawdziwy.

odpowiedzi (0)

skomentuj

zbrodnie reżimu?

+18 / -12

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

Arykuł uważam za wyważony i rzeczowy niemniej jego autor w pewnym miejscu sam sobie zaprzecza mówiąc „To były zbrodnie reżimu komunistycznego, za które Polacy jako naród nie mogą ponosić odpowiedzialności.”. W porządku ale reguła, że naród nie ponosi odpowiedzialności za zbrodnie reżimu odnosi się do każdego narodu a zatem także do niemieckiego.

Czy polski chłopak, który dostawał kartę powołania do komunistycznego wojska polskiego i składał przysięgę na wierność Armii Czerwonej (tak było) a potem dostawał rozkaz wymarszu np. żeby strzelać do swoich własnych braci na Wybrzeżu albo żeby maszerować na słowiańskich braci czeskich w 1968 miał wybór? Niewielki. Czy niemiecki chłopak, który dostawał kartę powołania do wermahtu miał wybór? Niewielki. Oczywiście jeśli popełniał zbrodnie to musi być za to negatywnie osądzony ale systuacja przymusu była podobna.

W tym momencie natychmiast pojawia się argument „Hjtler doszedł do władzy z poparciem całego narodu niemieckiego”. Czyżby? Otóż ten człowiek już w 1923 roku próbował zbrojnego zamachu stanu, nie udało mu się i za to ówczesne państwo niemieckie wsadziło go do więzienia. Próbował dalej przez 10 lat były różne wybory, w których nie mógł wygrać i wreszcie w 1933 przejmuje władzę ale nie w czysto demokratycznych wyborach a znowu zamachem stanu, bezprawnie, siłowo i brutalnie rozwiązując parlament. Owszem, w wyborach 1933 większość Niemców głosuje na zupełnie inne partie, niemniej naziści uzyskują stopniowo najwięcej władzy w atmosferze teroru bojówek SA. Na tej zasadzie możnaby „udowodnić”, że większość Polaków poparła komunizm głosując po wojnie „3 x TAK”.

Tu znowu pada często argument „wystacrzy spojrzeć na niemieckie kroniki filmowe tamtych czasów aby zobaczyć jak Niemcy entuzjastycznie popierali nazistów”. Ależ tak! Wystarczy spojrzeć na polskie kroniki filmowe czasów PRL aby zobaczyć jak Polacy entuzjastycznie popierali komunistów. Czyżby? W obu przypadkach mamy do czynienia z propagandowymi materiałami, prawda była inna. Fakt, byli entuzjaści nazizmu w Rzeszy i byli entuzjaści komunizmu w PRL.

I kolejna kwestia. „Wypędzenia Niemców to nie wina Polaków ale efekt wojny rozpętanej przez hjtlerowców”. Słusznie. Ale wówczas musimy konsekwentnie przyznać rację pani Steinbah jeśli mówi „ja nie byłam sprawcą wojny, bo byłam dzieckiem, byłam ofiarą wojny rozpętanej przez hjtlerowców”.

I na koniec uwaga do swego rodzaju propozycji „licytacji” na zyski i straty wojenne: „Należało Niemcom mówić: "To prawda, wy straciliście ojczyznę, ale i my również. My jednak straciliśmy po wojnie także wolność, a przynajmniej większość z was mogła ją zachować".”. Otóż nie zgadzam się. Czy gdyby Polska miała teraz granice z 31.08.1939 i dodatkowo tereny przyznane Polsce po wojnie przez zwycięskie mocarstwa to wówczas mielibyśmy milczeć? Jedna i druga sprawa są rozłączne. Mamy prawo mówić prawdę i nie musimy próbować wzbudzać litości u Niemców twierdzeniami „nas też wypędzono”. Ale czy mamy też prawo mówić „skoro polskie dzieci cierpiały w czasie wojny to niemieckie też słusznie i za karę cierpiały”. Za karę? Za co? Za coś czego nie zrobiły?

Taka postawa budzi też niezrozumienie u naszych partnerów, np. w USA. A kiedy na niedawnym szczycie Unii nasz polski przedstawiciel powiedział „Polska powinna mieć więcej głosów w Unii, bo straciła wielu obywateli w czasie wojny” to Brytyjczycy z BBC niemal spadali z krzeseł z wrażenia. Unia jest organizacją demokratycznych państw, powstałą po wojnie i nie możemy każdej sprawy zaczynać od wojny. Nie możemy też każdej rozmowy z Niemcami zaczynać od wojny. Tusk spotkał się ostatnio z Merkel. Ta chciała rozmawiać o gospodarce, o kryzysie a nasz premier ciągle tylko „porozmawiajmy o wypędzeniach i o wojnie”.

odpowiedzi (0)

skomentuj

i tak trzeba było od razu!

+11 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

przełącznik (gość)  •

pierwszy rozsądny artykuł (z polskiej strony) w tej dyskusji!
Od intelektualistów oczekuje się nieco więcej dystansu do tematu - dlatego krytykowałem Bartoszewskiego.
Skoro piłka już na własnym podwórku i pewna polaryzacja poglądów wśród rodzimych historyków została nazwana (posapały się nazwiska, choć wielu jeszcze brak), więc czas najwyższy zwrócić dokładniej uwagę na to, kto kształtuje (=dominunuje) politykę kulturalną i historyczną w stosunkach polsko-niemickich. Czy te osoby są reprezentatywne dla polskiej racji stanu i świata nauki? Czy jest to relikt przeszłości? Czy ukłon wobec pewnych grup w Niemczech?
Osobiście jestem przekonany, że tego konfliktu można było uniknąć, albo bynajmniej mniej głupawo go rozegrać. Takich dyskusji nie prowadzi się co dwa lata, więc ta przegrana i niesmak zostaną nam na dłużej. I mam nadzieję, że do nowego rozdania zasiądą już inni ludzie.

odpowiedzi (0)

skomentuj
Reklama
Reklama