Menu Region

Naukowiec już nie dorobi na innej uczelni

Naukowiec już nie dorobi na innej uczelni

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Kula

6Komentarzy Prześlij Drukuj
Naukowcy będą mogli pracować tylko na jednym etacie - zapowiada minister nauki Barbara Kudrycka. Nowe prawo ma wejść w życie w 2010 r.
Jeśli profesor zechce dorobić w prywatnej szkole albo komercyjnej firmie, będzie musiał uzyskać zgodę rektora lub szefa instytucji badawczej. Teraz może pracować na dwóch etatach, a dopiero na trzeci musi mieć aprobatę przełożonych.

Rygorystyczne prawo uderzy w prywatne uczelnie, które istnieją tylko dzięki profesorom "wypożyczanym" z państwowych uniwersytetów. Choć niepubliczne uczelnie powstają od końca lat 90., tylko 11 spośród 300 ma uprawnienia do nadawania tytułów doktora.


O wieloetatowcach w nauce krążą już legendy. Jeden z rektorów uczelni ekonomicznych był zatrudniony na ośmiu etatach, w połowie miejsc pracy nie widywano go miesiącami. - Wieloetatowość to choroba polskiej nauki, dotyczy zwłaszcza ekonomistów i prawników - nie kryje prof. Mirosław Handke z krakowskiej AGH i były minister edukacji. Przekonuje, że przez rozdrabnianie na kilku etatach profesorowie zaniedbują badania. - W światowych rankingach polscy fizycy i chemicy są na 13. miejscu, bo nie łapią się każdej komercyjnej oferty. Ekonomiści i prawnicy pojawiają się dopiero w szóstej dziesiątce - dodaje Handke.

Wtóruje mu prof. Tadeusz Szulc, wiceminister nauki w rządzie Marka Belki. - Czas, gdy Polska potrzebowała wielu uczelni niepublicznych, aby wykształcić wszystkich chętnych, mamy za sobą. Idzie niż demograficzny i pora postawić na uczciwą konkurencję. A czy rektor prywatnej uczelni zgodziłby się, by jego profesor dorabiał na prawo i lewo? - pyta Szulc.

Prof. Maciej Żylicz, szef Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, obawia się, że zasada jednego etatu dla profesora nie zaowocuje lepszą jakością badań. - Trzeba raczej stworzyć mechanizm rozliczania naukowców z pracy. Nawet najbardziej znany profesor powinien się liczyć z tym, że straci miejsce na prestiżowej uczelni, jeśli zaniedba obowiązki - uważa. Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, która zrzesza prywatne uczelnie, w komentarzach jest ostrożna.

- Jeśli ograniczenia będą się wiązać z godną zapłatą dla profesorów, nie będziemy protestować - mówi prof. Waldemar Tłokiński, szef KRZSP. Ale o profesorskich podwyżkach resort nauki na razie nie wspomina.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

6

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Kiedy ma wejść w życie prawo podnoszące płace na uczelniach?

+4 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

nieco zorientowany w temacie (gość)  •

wieloetatowość = patologia? Tak, ale w kontekście całego systemu. Także płacowego.
wieloetatowość = pazerność naukowców? Niekoniecznie.
Jestem pracownikiem naukowym w stopniu doktora. Owszem dorabiam na uczelni prywatnej (jednej!). Wcale mnie to nie cieszy, wolałbym ten czas przeznaczyć na badania, lepsze przygotowanie do dydaktyki na uczelni macierzystej, nawet na odpoczynek, itp. Ale praca na drugim etacie to jest smutna konieczność. Trudno jest utrzymać rodzinę z pensji doktorskiej na przeciętnej uczelni państwowej... Można zlikwidować wieloetatowość, ale bez reformy systemu płac ludzie będą dorabiać na umowy zlecenia, korepetycje, pisanie prac na zlecenie, praca fizyczna (znam osobę po doktoracie, który dorabiał jako barman), itp.
W związku z powyższym proszę nie wypisywać bzdur o tym jacy to profesorowie są zdemoralizowani wieloetatowością. Po pierwsze nie wszyscy, po drugie rzeczywistość akademicka to nie tylko profesorowie.

A tak swoją droga to denerwuje mnie kolejny MINISTER szkolnictwa/edukacji MAJSTERKOWICZ, który chce się wykazać reformując jakiś kawałek systemu, zamiast pomyśleć o całości.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Nie jest tak żle

+6 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

misiek (gość)  •

Mirosław Handke mówi w światowych rankingach polscy fizycy i chemicy są na 13. miejscu.
Biorąc pod uwagę finansowanie polskiej nauki na poziomie Zimbabwe to i tak niezły (rewelacyjny nawet!) wynik.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dziecięca choroba liberalizmu

+2 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Krytyk (gość)  •

Autorka dotyka znanej od lat choroby naszego szkolnictwa wyższego będącej
konsekwencją braku wyobrażni naiwnych liberałów, którzy uznali, że najlepszą z regulacji jest poprostu jej brak.
Niczym nie pohamowana chęć maksymalizacji dochodu wśród profesury zaowocowała karykaturalnymi sytuacjami wieloetatowości:
w tekście jest mowa o ośmiu etatach, ale to nie jest absolutny rekord, którym było odnotowane kiedyś zatrudnienie na 17 etatach! Nieszczęście polega na tym, że owi wieloetatowcy nie byli i nie są
zainteresowani racjonalizacją zatrudnienia.
Efektem tego jest radykalne obniżenie poziomu kształcenie na poziomie wyższym. W istocie to kształcenie tylko z pozoru jest wyższe.
Mimo tego wszyscy są szczęśliwi: profesorowie -
bo mają pełne kieszenie - i studenci bo szybko i łatwo mają dyplom w kieszeni.
Szczęśliwi byli też i politycy, bo niemal 60% absolwentów szkół średnich
może poszczycić się dyplomem szkoły wyższej. To, że ich poziom wykształcenie
nie dorównuje wykształceniu o poziomie średnim w okresie przed 2 Wojną Światową już nikogo nie martwiło.
W czasie nadchodzącego kryzysu poważnie rozważane są zabiegi nacjonalizacyjne. Zabiegi takie należy też zastosować w stosunku do nie samodzielnych prywatnych szkół wyższych, tzn. nie posiadających własnej - zatrudnionej tylko w nich - kadry dydaktycznej. Takie nie samodzielne szkoły wyższe należy wcielić do odpowiednich szkół państwowych.
W szkołach wyższych należy stosownie zwiększyć tzw. pensum dydaktyczne
i związane z tym wynagrodzenie za działalność dydaktyczną.
Działalność naukowa winna być wynagradzana stosownie do jej efektywności ocenianej za pomoca obiektywnych, a nie pozornych mierników.

odpowiedzi (0)

skomentuj

znowelizowac art. 126

+3 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

malgorzata.academicus (gość)  •

Popieram zdanie prof. Zylicza - najlepsza metoda na ograniczenie wieloetatowosci jest rozliczanie WSZYSTKICH pracownikow z wykonywania podstawowych obowiazkow. Pragne tutaj zwrocic uwage dziennikarzy na brzmienie art. 126 obecnie obowiazujacej ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyzszym, ktory wymienia przypadki w jakich mozna zwolnic bez wypowiedzenia pracownika mianowanego. Jest to artykul zapewniajacy praktycznie bezkarnosc za razace naruszenie obowiazkow dydaktycznych (np nieodbywanie wykladow, nieobecnosc na konsultacjach) czy tez przebywanie na terenie uczelni w stanie nietrzezwym (podobnie picie alkoholu). Wystarczy go poszerzyc o ustep 5, w ktorym wprowadzi sie przypadki wyszczegolnione w Kodeksie Pracy - zwlaszcza art. 52. Spoleczenstwu i studentom nalezy sie wyjasnienie dlaczego profesor belwederski (mianowany na stanowisko) ma nie ponosic NATYCHMIASTOWYCH konsekwencji za ciezkie naruszenie podstawowych obowiazkow pracowniczych w przeciwienstwoie do kazdego innego obywatela!! Prof. Handke bardzo sie niestety myli twierdzac, ze na wieloettowosci cierpia glownie badania - moim zdaniem w rownym stopniu, a moze nawet wiekszym cierpi codzienna DYDAKTYKA.


Niestety myli sie prof. Handke, zed wieloetatowosc prowadzy glownie do zaniedbywania obowiazkow badawczych. Najbardziej na polskich uczelniach sa zaniedbywani STUDENCI i programy studiow. Tudaj bardzo cenne sa inicjatywy ustawodawcze ministerstwa majace na celu podniesienie znaczenia poziomu dydaktyki w ocenie kadry.
Wracajac do wypowiedzi Prof. Zylicza pragne zwrocic uwage dziennikarzy na obecna ustawe

odpowiedzi (0)

skomentuj

To seksistowski atak z zaścianka

+6 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

prof. Jozef Beton (gość)  •

Drodzy Czytelnicy
Z Bólem i goryczą czytam powyższy artykuł. Ponieważ jest on poważnym bluźnierstwem skierowanym, przeciwko naszej „tradycji i specyfice akademickiej” i stanowi xenofobiczno- seksistowski atak z zaścianka na nasz perfekcyjny system akademicki. Opisywane tu problemy biorą się z nieznajomości mojego nauczania w zakresie filozofii i teologii nauki i szkolnictwo wyższego w Polsce. A moje nauczanie mówi ,ze nauka i szkolnictwo wyższe w Polsce jest oparta na 5 niepodważalnych i integralnych podstawach jakimi są: habilitacja, zatrudnieniowa polityka prorodzinna, rodzinne dziedziczenie katedr, wielo-etatowość samodzielnych pracowników nauki oraz zdolność sprawowania stanowisk kierowniczych przez samodzielnych pracowników nauki do momentu dobrowolnego położenia się na katafalk oraz transparentne przyznawanie grantów. A najważniejsza jest habilitacja bo warunkuje istnienie 4 pozostałych wspaniałych podstaw. Czy ci seksici którzy postulują takie zmiany likwidujące wieloetatowość nie wiedzą ,że pomazańcy Wielebnej Komisję do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych którzy są posiadaczami kwitu z czerpanego papieru mającego w warunkach polskich moc Nobla , Pulitzera i Listu Żelaznego w jednym , są zdolni jako nieliczni do multilokacji i superpozycji. Taka zdolność z całęj rzeczy uczonych świata – posiada tylko polska szlachta akademicka . Gmin akademicki , a szczególnie adiunkci którzy są niczym bo nie mają habilitacji takich zdolności już nie powzieli .Czy wy bluźniercy nie rozumiecie po co istnieje unikatowa i nie powtarzalna w skali świtowej, typowa dla naszej „tradycji i specyfiki akademickiej” wieloetatowość . Tłumaczę jak studentom I roku na zajęciach wyrównawczych . Jest one po to by zaspokoić regionalny rynek pracy szlachty akademickiej w postaci posiadaczy habilitacyjnego kwitu z papieru czerpanego , a nie po to jak niektórzy frustraci i bluźniercy sądzą ,by zaspokajać lokalny rynek pracy gminu i motłochu . I proszę skończyć z tymi debatami o tych jakiś pseudo -reformach . Tak jak jest jest dobrze i będzie jeszcze lepiej.
Wasz Jozef Beton. Lokalny Autorytet- Moralno Medialny


odpowiedzi (0)

skomentuj

Nareszcie

+1 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

antek (gość)  •

też znam takich doktorów i profesorów, najgorsze jest to, że zabierają etaty młodym naukowcom, dla których nie ma już miejsca!

odpowiedzi (0)

skomentuj