Menu Region

Zapomnieliśmy, że nie może być tanich pieniędzy

Zapomnieliśmy, że nie może być tanich pieniędzy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Ivan Mikloš

Prześlij Drukuj
O Ivanie Miklošu nie mówi się inaczej niż "słowacki Balcerowicz". W pełni zasłużenie. W1998 roku ówczesny 38-latek po studiach na London School of Economics został wicepremierem słowackiego rządu
Sytuacja jego kraju była wtedy fatalna. Słowacja w powszechnej opinii uchodziła za najgorzej zarządzane państwo w Europie Środkowej. Kraj nie przeprowadził u siebie wolnorynkowych reform, które miały miejse u sąsiadów. To dlatego nie został on przyjęty do NATO w 1999 roku wraz z Czechami, Polską i Węgrami.

Madleine Albright nazwała go "czarną dziurą w sercu Europy". Mikloš to zmienił. Nigdy nie ukrywał, że w zaproponowany przez niego program wolnorynkowych reform był mocno wzorowany na "planie Balcerowicza". Wpierwszych latach swych rządów ustabilizował sytuację ekonomiczną Słowacji, co pomogło opanować inflację i zmniejszyć bezrobocie.
Następnie zaczął wcielać swoje reformatorskie pomysły. Jego okrętem flagowym stało się wprowadzenie podatku liniowego dla przedsiębiorstw i osób fizycznych. Poza tym obniżył i uprościł sposób naliczania podatku VAT, a także zreformował system zdrowotny i emerytalny. Jednocześnie skupił się na przyciąganiu do Słowacji zagranicznych inwestorów głównie poprzez niższe podatki.

Te reformy okazały się sukcesem: właściwie od początku tego wieku Słowacja rozwijała się w tempie 7-8 proc. rocznie. Te sukcesy sprawiły, że Słowacja została przyjęta do NATO, Unii Europejskiej, a na początku tego roku przyjęła euro. Mikloš tego nie doczekał. Rządząca przez osiem lat czteropartyjna koalicja, na której czele stał premier Mikulas Dzurinda, przegrała w 2006 roku wybory i przeszła do opozycji. Ich następcy nie odeszli jednak od wolnorynkowej polityki gospodarczej.

Kiedy skończy się kryzys?
Za dwa-trzy lata.

Naprawdę musimy czekać aż tak długo?
W ostatnich 50 latach żaden kryzys nie trwał dłużej niż rok. Ale ten jest od nich dużo głębszy. Wyrosła nam duża bańka spekulacyjna, przede wszystkim na rynku nieruchomości, która jakiś czas temu pękła. Skończymy po niej sprzątać najwcześniej za dwa lata.

Dzięki Pana reformom Słowacja od początku roku ma euro. Czy ta waluta pomaga w walce z kryzysem czy przeszkadza?
Euro może być szansą, ale też zagrożeniem - wszystko zależy od polityki, jaką prowadzi rząd. Wspólna waluta ułatwia walkę z zapaścią gospodarczą, bo dzięki niej unikamy rozchwiania rynku finansowego. Ale z drugiej strony kurs euro jest bardzo wysoki, przez co nasza gospodarka traci.

W jaki sposób?
Jesteśmy mniej atrakcyjni. Dziś na przykład Polska jest krajem dużo od nas tańszym. Wielu Słowaków to widzi i przyjeżdża do waszych sklepów, kupują u was nawet tak drogie produkty jak samochody. My na tym tracimy - bo w ten sposób pieniądze wypływają poza nasze granice.

Czyli jednak nie warto było przyłączać się do strefy euro.
Tego nie powiedziałem. Gdybym miał podejmować decyzję jeszcze raz, nic bym nie zmienił.

W Polsce toczymy teraz dyskusje o tym, czy warto przyjmować euro. Rozumiem, że Pan by nas do tego namawiał.
Nie chcę niczego doradzać waszym władzom. Jak wspomniałem wcześniej, euro ma plusy i minusy. Sami musicie sobie odpowiedzieć, co jest dla was lepsze.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się