Menu Region

Kallstadt. Niemiecka wieś, z której dziadek Donalda Trumpa...

Kallstadt. Niemiecka wieś, z której dziadek Donalda Trumpa wyruszył na podbój USA [PRAWYBORY 2016]

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Sylwia Arlak (AIP)

1Komentarz Prześlij Drukuj
Szefowie Partii Republikańskiej nie przepadają za Donaldem Trumpem z powodu jego skrajnych wypowiedzi Szefowie Partii Republikańskiej nie przepadają za Donaldem Trumpem z powodu jego skrajnych wypowiedzi

Szefowie Partii Republikańskiej nie przepadają za Donaldem Trumpem z powodu jego skrajnych wypowiedzi (© John Bazemore/AP)

Donald Trump nie przejął się przegraną w prawyborach w Iowa. Wciąż jest liderem sondaży wśród zwykłych Amerykanów w walce o nominację Republikanów na urząd prezydenta.
Niemiecka wieś Kallstadt. Spokojna osada słynie ze swojej lokalnej specjalności - nadziewanego boczku. Co ciekawsze - to właśnie stąd pochodzi rodzina kontrowersyjnego polityka, Donalda Trumpa. Jego dziadek w 1885 roku wyemigrował do Ameryki. Mieszkańcy wsi nie kierują się sentymentami, a do Trumpa mają ambiwalentny stosunek. Niechętnie też komentują jego poczynania - czytamy w „Der Spiegel”.

CZYTAJ TEŻ | CZY PREZYDENTEM USA ZOSTANIE SYN EMIGRANTA ZE SŁOPNIC? Z WIZYTĄ W RODZINNEJ WSI OJCA BERNIEGO SANDERSA


Gdyby nie podróż dziadka Donalda Trumpa do Ameryki ten wielki kraj nie miałby dziś tego kontrowersyjnego polityka. Idylliczna osada przywołuje najlepsze skojarzenia - spokój, romantyczne wzgórza, pełno zieleni. W centrum kościół, w jego otoczeniu kilka pubów i chałupa za chałupą. Mieszkańcy są dumni i przy każdej okazji wspominają o swojej specjalności- nadziewanym boczku. Jak mówią, to ulubione danie byłego kanclerza Helmuta Kohla. Podobno polityk przyjeżdżał tu na zakupy. Wieś znana jest z jeszcze innego powodu - to rodzinny dom Trumpów.

- Mój ojciec to trzeci kuzyn Donalda Trumpa - mówi z szerokim uśmiechem 54-letni Bernd Weisenborn stojąc na dziedzińcu swojej restauracji. Lodowaty wiatr, który w styczniu dla nikogo nie powinien być niespodzianką, wieje przez wąskie uliczki Kallstadt. Weisenborn ubrany jest w T-shirt z krótkim rękawem. Ma blond włosy, silne ręce, z jego szyi zwisają okulary. - Ojciec nie wie zbyt dużo o swoich przodkach - przyznaje Weisenborn. Jak dodaje mężczyzna, wspominał on co prawda o starym Friedrichu, ale nie zdarzało mu się to często. Przyznaje też, że osobiście nie obchodzi go jak mocno spokrewniony jest z członkiem Partii Republikańskiej. - Oczywiście to niecodzienna sytuacja, że tak sławny człowiek pochodzi z tego samego miejsca co ja. Gdyby nadarzyła się taka okazja, uciąłbym sobie z nim pogawędkę. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby wpadł do Kallstadt - mówi. Pytany o obecną kampanię prezydencką Trumpa, mężczyzna jest mniej entuzjastyczny. Szybko ucina temat.
Dziadek Donalda Trumpa Fredrich przyjechał do Ameryki w 1885 roku. Odniósł tam spore sukcesy w biznesie
Paradoksalnie, Trump, który - łagodnie mówiąc - nie darzy specjalną sympatią cudzoziemców w USA, sam ma z imigracją więcej wspólnego niż chciałby przyznać. Dziadek Donalda, Friedrich w 1885 roku spakował walizki i odjechał do Ameryki. Miał wówczas 16 lat. Po przyjeździe do Nowego Jorku imał się różnych zajęć. Pracował jako fryzjer, a na Zachodnim Wybrzeżu założył kilka restauracji. Z pieniędzy, które zarobił udało mu się nabyć nieruchomość na Manhattanie. Wrócił do Niemiec, gdzie ożenił się ze swoją dawną sąsiadką Elisabeth, po czym zabrał ją do USA. Mężczyzna był zachwycony, jednak jego żona tęskniła za domem. Para zdecydowała więc wrócić w rodzinne strony, a Friedrich odzyskał utracone przez emigrację obywatelstwo. Niemieckie władze nie chciały mu jednak pójść na rękę, deportowały go tam skąd przyjechał - do Stanów. Kilka lat później mężczyzna zmarł, a Elisabeth oddała się pracy. Założyła firmę E. Trump & Son, która z czasem stała się prawdziwym imperium.

CZYTAJ TEŻ | WYBORY PREZYDENCKIE W USA. TYLKO MARCO RUBIO MOŻE WYGRAĆ Z HILLARY CLINTON


- To jest ten dom - powiedziała Romy Feuerbach, wskazując na niewielki budynek, w którym mieszkali przodkowie Trumpa. Niebieski znak przy bramie wjazdowej ostrzega: - Bóg widzi wszystko, ale mój sąsiad widzi jeszcze więcej. Feuerbach jest wyższym urzędnikiem w mieście. Jej fioletowe oprawki okularów nieco ciemnieją w słońcu. Gdy mówi o Kallstadt, uśmiecha się. - To taka typowa wieś, gdzie wszyscy patrzą na poczynania sąsiadów - mówi Feuerbach. Zapytana o Donalda Trumpa milknie. Podkreśla, że nie chce zabierać głosu w sprawach politycznych. - Nie chodzi o to, że nie interesują nas celebryci, po prostu nie robimy wokół tego tematu zamieszania - podkreśla kobieta.
1 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

znowu

0 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

znowu wyciągają jakiemuś kandydatowi na prezydenta dziadka?

odpowiedzi (0)

skomentuj