Menu Region

Damian Grabowski: To dobry czas na debiut w UFC. Ważna...

Damian Grabowski: To dobry czas na debiut w UFC. Ważna będzie spokojna głowa

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Dębek, AIP

Prześlij Drukuj
Damian Grabowski w sobotę zadebiutuje w najlepszej organizacji MMA na świecie, UFC Damian Grabowski w sobotę zadebiutuje w najlepszej organizacji MMA na świecie, UFC

Damian Grabowski w sobotę zadebiutuje w najlepszej organizacji MMA na świecie, UFC (© Sławomir Jakubowski/ Polska Press)

Damian Grabowski zadebiutuje w największej federacji MMA świata na sobotniej gali w Las Vegas. Podczas UFC Fight Night 82 zmierzy się z mocno bijącym Amerykaninem Derrickiem Lewisem. - Czuję się świetnie. Trener też uważa, że moja forma jest wysoka. Plan jest taki, żeby przewrócić rywala i zrobić swoje w parterze. Ale w stójce też może odczuć moje ciosy - zapowiada "Polski Pitbull" z Opola, który wygrał 20 z 22 zawodowych walk w MMA, w tym 17 przed czasem (sześć nokautów i 11 poddań).
Jak się Pan czuje kilka dni przed walką z Lewisem?

Całkiem nieźle. W Las Vegas jestem od tygodnia [rozmawialiśmy we wtorek – red.], zdążyłem się już przystosować do zmiany czasu. Codziennie robimy jeden trening, dobrze się odżywiam, czuję się świetnie. Jeśli w sobotę głowa będzie spokojna, a nastawienie takie jak teraz, wszystko powinno pójść zgodnie z planem.

Debiut w UFC to chyba spełnienie marzeń każdego zawodnika?


Nie dla mnie. Od dawna wiedziałem, że prędzej czy później będę walczył dla UFC. Pierwszą propozycję miałem w 2009 roku, kolejną przed podpisaniem kontraktu z M-1 Global w 2013. Teraz uznałem, że nie ma już na co czekać. To kolejny etap mojej kariery, choć oczywiście najbardziej prestiżowy. Ale debiut w UFC był celem, nie marzeniem. Spełnieniem marzeń będzie dopiero walka o pas UFC wagi ciężkiej. I chwila, kiedy zawiśnie na moich biodrach.

Nie żałuje Pan, że do UFC trafił dopiero w wieku 35 lat?

Kiedy dostałem pierwszą propozycję, miałem kontrakt z organizacją Beast of the East i zaplanowaną walkę z Valentijnem Overeemem, bratem słynnego Alistaira. Ostatecznie do niej nie doszło, ale UFC musiałem odmówić. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, ale troszkę żałuję drugiego podejścia. Gdybym zamiast do M-1 poszedł do UFC, miałbym już tu mocną pozycję. A teraz zaczynam od początku. Ale jestem doświadczony, silny, walczyłem praktycznie na całym świecie i wiem jak wygląda MMA. Myślę, że to dobry moment na debiut w UFC. Chcę dać dobrą walkę i wspinać się po kolejnych szczeblach.

Przygotowania do walki poszły zgodnie z planem?

Przygotowania mają to do siebie, że zwykle nie idą zgodnie z planem. (śmiech) Albo przynajmniej ich część jest zakłócana przez kontuzje, to że coś cię boli, a sparingpartnerzy nie dają żadnej taryfy ulgowej. Tak było też tym razem. W międzyczasie otwierałem klub fitness, poświęciłem temu dużo czasu. Okres przygotowawczy przebiegł trochę inaczej niż przed poprzednimi walkami, ale myślę że wyjdzie mi to na zdrowie. Zawsze trenowałem dwa razy dziennie i czułem się mocno zmęczony. Badania krwi pokazywały, że byłem na skraju przetrenowania. Dlatego teraz robiłem jeden mocny trening plus spacer czy rozciąganie jako druga jednostka. Po 24 godzinach od intensywnych ćwiczeń organizm zdążył zregenerować się na kolejne. Treningi były bardziej efektywne, czułem się lepiej fizycznie i psychicznie. Zobaczymy, jak to zaprocentuje w walce. Ja uważam że jest dobrze, trener też twierdzi że forma jest wysoka. Trenowaliśmy ostatnio w gymie Michała Chudeckiego, boksera, który od roku przebywa w Vegas. On też był pod wrażeniem tego co zobaczył. Ale twardo stąpam po ziemi, najpierw chcę wygrać walkę, a dopiero później mówić, że przygotowania były super.

Nie jest tajemnicą, że Pana rywal to wielki i silny facet z bardzo dobrą stójką i nokautującym ciosem, ale niewiele poza tym. Plan taktyczny narzuca się więc chyba sam.

Plan jest taki, żeby go przewrócić i zrobić swoje w parterze. Ale chwilę w stójce trzeba będzie powalczyć. Wiem na co mam uważać, gdzie szukać szansy. To waga ciężka, kiedy ja go trafię, też może to odczuć. Walczyłem już z kilkoma zawodnikami z mocnym ciosem, choćby Konstantin Głuchow według wielu miał mnie pożreć w stójce, a biłem się z nim i uważam że było dobrze.

Lewis to idealny rywal na debiut w UFC? Jest słaby tam, gdzie Pan króluje, czyli w parterze.

Ale on też zna moje silne i słabsze strony, na pewno ciężko przepracował okres przygotowawczy. Idealnych rywali nie ma. W UFC każdy jest dobry i chce zaistnieć. Ta organizacja daje szansę rozwoju. W M-1 podpisujesz kontrakt, ale po kolejnych wygranych nie zmienia się nic, finansowo i marketingowo. Przez rok byłem tam mistrzem, a nie udzieliłem żadnego wywiadu dla rosyjskiego portalu. W UFC jest zupełnie inaczej. Nie stoczyłem jeszcze walki, a rozmawiałem już z kilkoma amerykańskimi dziennikarzami. A kiedy zawodnik wygrywa tu kilka walk z rzędu, ustawia się finansowo i zaczyna być rozpoznawalny na całym świecie. Wystarczy spojrzeć na Aśkę Jędrzejczyk, która w ciągu roku z nieznanej szerzej dziewczyny stała się mistrzynią świata i wielką gwiazdą UFC. Jeśli walczysz dobrze, kariera rozpędza się lawinowo. Wszyscy o tym marzą, nikt nie odda tego bez walki. Do każdego rywala trzeba się solidnie przygotować i zostawić w klatce mnóstwo zdrowia, potu, a często krwi.

1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się