Menu Region

Andrzej G. trafił za kratki

Andrzej G. trafił za kratki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marcin Tybak, Rafał Romaniuk

Prześlij Drukuj
Były właściciel Widzewa Łódź Andrzej G. został wczoraj aresztowany przez wrocławski sąd. Prokuratura zarzuca mu "przywłaszczenie" kilkunastu milionów złotych. Miał ukrywać pieniądze przed wierzycielami Widzewa.
Posiedzenie we wrocławskim sądzie toczyło się wczoraj przez kilka godzin. Andrzej G. nie powiedział ani słowa, kiedy ubrani w kominiarki policjanci z wrocławskiego wydziału Centralnego Biura Śledczego wyprowadzali go z sądu. Prokuratura nie chce ujawniać szczegółów przestępstwa, o które podejrzewa byłego właściciela łódzkiej drużyny. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o rozliczenia finansowe między Polskim Związkiem Piłki Nożnej, Widzewem i należącą do Andrzeja G. firmą JAG.
Według naszych informacji prokuratura kwestionuje umowę miedzy Widzewem a JAG. Na jej podstawie PZPN przekazał firmie Andrzeja G. pieniądze należące się Widzewowi od stacji telewizyjnej Canal Plus za prawa do telewizyjnych transmisji meczów Widzewa.


We wrocławskim sądzie nieoczekiwanie pojawił się wczoraj Jan Tomaszewski. Były bramkarz reprezentacji Polski chciał złożyć zeznania, które miały rzucić inne światło na sprawę. Sąd nie chciał go jednak wysłuchać. Tomaszewski, który przywiózł stos dokumentów, chętnie dzielił się za to swoimi opiniami z dziennikarzami.

- Jestem przerażony. W końcu to ja złożyłem do prokuratury wniosek o zbadanie nieprawidłowości w Widzewie - komentował Tomaszewski. Na pytanie, czy nie obawia się, że w przypadku udowodnienia Andrzejowi G. winy, zostanie mu przypięta łatka człowieka, który broni przestępców, Tomaszewski odparł w rozmowie z "Polską The Times": - A niech mi łatkę przypinają. Jak się dowiedziałem, że głównym winowajcą za to, co działo się w Widzewie, ma zostać Andrzej G., musiałem być w porządku wobec siebie i udałem się do Wrocławia. W końcu byłem przez jakiś czas przewodniczącym Komisji Etyki PZPN. I miałem dostęp do dokumentów. Przecież to nie G. narobił długów.

Tomaszewski początkowo nie chciał przyznać, kogo miał na myśli. Oczywiste było jednak, że ma na myśli Andrzeja Pawelca, współwłaściciela Widzewa w latach dziewięćdziesiątych. - Ten pan już tyle osób opluł, między innymi Zbigniewa Bońka, że nie mam zamiaru mu odpowiadać. To wołanie o zemstę na zasadzie: że skoro koledze powinęła się noga, to i inni powinni oberwać przy okazji. Nie mam zamiaru dać się zaszufladkować - komentuje Pawelec.

Tomaszewski twierdzi, że ma dokumenty wskazujące, iż Pawelec w 2003 r. zobowiązał się spłacać długi Widzewa. Potem się z tego wycofał. - I te długi spłacałem, mimo że z Widzewem nie miałem już wtedy nic wspólnego. A że potem inne osoby, które miały pokrywać zobowiązania, tego nie robiły, to co mogę poradzić? - komentuje Pawelec, który twierdzi, że nie boi się działalności wrocławskiej prokuratury.

- Śpię spokojnie. Jak się kładę do łóżka, to też się nie boję, że rano ktoś w kominiarce zapuka. W ogóle byłem bardzo zaskoczony aresztowaniem Andrzeja. Jestem pewien, że się z tego wytłumaczy - twierdzi Pawelec. Wrocławska prokuratura zarzuca Andrzejowi G. popełnienie przestępstwa, które jednocześnie narusza aż pięć artykułów kodeksu karnego.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się