Menu Region

Marek Kondrat: Nie potrzebuję pieczątki z napisem "Polska"

Marek Kondrat: Nie potrzebuję pieczątki z napisem "Polska"

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anita Czupryn

25Komentarzy Prześlij Drukuj
Od dawna pilnuję się, aby nie mówić w imieniu Polaków, albo w imieniu większości. Zgłaszam tylko swoje zdanie Od dawna pilnuję się, aby nie mówić w imieniu Polaków, albo w imieniu większości. Zgłaszam tylko swoje zdanie

Od dawna pilnuję się, aby nie mówić w imieniu Polaków, albo w imieniu większości. Zgłaszam tylko swoje zdanie (© Arkadiusz Ławrywianiec)

Kiedy wszedłem na podest, by przeczytać preambułę konstytucji, nie mówiłem: „PiS - nie! Platforma - tak!” Dziś nie mam partii, którą miałbym wskazać - mówi Marek Kondrat
Historia świata, ale też historia literatury pokazuje, że wino zmieniło niejedno życie. Pisze Pan o tym w swojej książce, pt. „Winne strony. Opowieść o pasji, która zmienia życie”, jaka niedawno ukazała się w księgarniach. Czy w Pana przypadku można powiedzieć, że dla wina rzucił Pan aktorstwo?
Chyba nie. Jakby nie patrzeć, te dwa wydarzenia się zbiegają, ale jedno nie warunkuje drugiego. To znaczy - nie spotkałem wina po to, żeby rzucić aktorstwo, ani nie rzuciłem aktorstwa po to, żeby się zająć winem.
Te dwie rzeczy zazębiają się ze sobą, bo dzieje się to mniej więcej, aczkolwiek nie radykalnie, w tym samym czasie. Winem zająłem się wcześniej, w ostatnich latach trwania pierwszego projektu, który się nazywał Prohibicja.

Czyli sieć barów w stylu amerykańskim, jaką otworzył Pan razem z Wojciechem Malajkatem, Zbigniewem Zamachowskim, Bogusławem Lindą w latach 90.
Razem z kolegami, tak. W ostatnich latach życia tego projektu zajęliśmy się także importem wina. A żeby go importować, postanowiłem się trochę nauczyć, więc pojechałem na kurs do Bordeaux.

I pierwszy raz zobaczył Pan winnicę.
Usłyszałem słowa dookoła wina, zobaczyłem ład, porządek, spokój, nie mówiąc o urodzie, która jednym się podoba, drugich nudzi. Stwierdziłem, że jest w tym coś niesłychanie powabnego i bardzo różniącego się od tego, co robię, w związku z tym pewnie zostało tknięte jakieś naczynie, które sygnalizowało mi, że to, co robię, w jakimś sensie jest wypełnione, albo się wypełnia. Gdybym nie spotkał tej winnej krainy, to i tak to naczynie by się dopełniło i pewnie, w naturalny sposób wyszedłbym z zawodu aktora. Twierdzę bowiem, że zawód ten związany jest z jakąś epoką, estetyką tej epoki, z której, krotko mówiąc, wyrastam. A że w dorobku, jakby tego nie nazwać szumnie, jest strasznie dużo, bo, jak Pani wie, zacząłem swoją pracę artystyczną...

… wiem. Był Pan dzieckiem.
(Śmiech). Miałem dziesięć lat.

I zagrał Pan w „Historii żółtej ciżemki”. Cudowny był ten film.
Proszę nie mówić, że go Pani pamięta.

Niestety, pamiętam (śmiech). Powtarzali go w latach 80. w telewizji. Ale teraz, gdy wzięłam do ręki Pana książkę, przywołała mi ona inną urokliwą historię, jaką opisał John Steinbeck w „Tortilla Flat” - kalifornijskie miasteczko Monterey i grupa przyjaciół, która wszystkie pieniądze, jakie zdoła uciułać, czasem ukraść, przeznacza na wino. Tam się piło to wino galonami! I w trakcie picia tego wina, z tymi ludźmi dzieją się niesłychane rzeczy. O tym też Pan pisze w swojej książce. Zjechał Pan cały świat za winem. Jest takie miejsce, do którego Pan wraca najchętniej?
Nie ma takich miejsc, tak jak nie wskazałbym butelki wina, którą preferuję. Dlaego, że ich smaki się zmieniają nie tylko w zależności od tego, co jemy do tego wina, ale z kim je pijemy i od naszej kondycji, która też jest zmienna. Często opowiadam o tym, jak w Chile przeżyłem trzęsienie ziemi. Przed trzęsieniem odbyliśmy kolację degustacyjną, do której podano nam wina. Wszystko się zgadzało: jedzenie było świetne, nastrój doskonały, wina piekielnie mi smakowały. W nocy było silne trzęsienie, które odcięło mi drogę powrotną. Wracać mogłem tylko przez Andy, z powrotem do Argentyny. W oczekiwaniu na rozwiązanie tej trudnej sytuacji, moi gospodarze urządzili degustację tych samych win. Żadne mi nie smakowało. Żadne z tych, które dzień wcześniej, wieczorem wzbudziły szczery zachwyt.

Co za tajemnica tkwi w winie?
To jest to, co staramy się budować wokół siebie, harmonię. Wino idealne musi mieć swoją harmonię. Dotyczy ona kwasowości wina, ekstraktywności owocu, ale i taniny - garbnika, to wszystko razem musi dać człowiekowi wrażenie czegoś zamkniętego, okrągłego, żeby nic z tego nie wystawało.
1 3 4 5 »
25

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Ala

+2 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ala (gość)  •

Sprzedał się za reklamę dla ING. Teraz pewnie s....a w gacie bo nie wiadomo czy kontrakt za tą reklamę był całkowicie na legalu. Jeśli coś było nie tak to ma prawo się obawiać. Bo jakby wyszło że tak jak nasz były prezydent (Bolek) jest takim patryjotą że podatki płaci za granicą to nie ciekawie by wyglądał.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Marek Kondrat

+1 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Oskar (gość)  •

Wielki szacunek za wspaniałe aktorstwo, mądrą, niebanalną postawę życiową, konsekwencję. I wyczuwalną zwykłą LUDZKĄ przyzwoitość. Wszystkiego najlepszego, oby nikt i nic nie przeszkodziło Panu w smakowaniu chwili.

odpowiedzi (0)

skomentuj

i to jest prawidłowa postawa

+3 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

sopel lodu (gość)  •

która powinna być wzorem dla artystów i aktorów...czyli neutralność wobec partii rządzących...skierowanie na sztukę a nie zajmowanie się polityką bo od tego są inni

odpowiedzi (0)

skomentuj

Tow. Kondrat

+11 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

staru komuch (gość)  •

Towarzyszu Kondrat, takie bajki o polityce to opowiadajcie waszej żonie (tej w wieku waszej córki).

odpowiedzi (0)

skomentuj

ten niby koneser

+5 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

(nie)POPRAWNY (gość)  •

Oj stoczyl sie niziutko Ten "ciul" od lepszych "jaboli" !!!

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dlaczego nikt na forum nie zauważa wszem znanego i istotnego zagadnienia, a mianowicie:

+6 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

BiBa (gość)  •

W średniowieczu substytutem na nudy mieszkańców dworów królewskich były objezdne budy z grajkami i aktoreczkami. Budy przywoziły ze sobą radość dla pań i panów, i często tak sobą znudzonych w pozłacanych alkowach. Z kolei lud, zgromadzony u dworu, również miał nieco uciechy w swym szarym i trudnym życiu.
W średniowieczu nigdy nie weszło nikomu do głowy, by z objazdowych grajków i filuternych aktoreczek czynić postaci godne jakiegoś zaszczytu. Ot, grajkowie i aktoreczki przyjeżdżały, po czym odjeżdżały pograć i aktorzyć innym chętnym
Natomiast począwszy od XX wieku, to bolszewicka ideologia - wzorców osobowych potrzebowała dla tych przez siebie uciemiężonych - poczyniła z osób o zawodzie cyrkowym osoby mające niby być tymiż wybitnymi.
Wynalazki John L. Baird, i operatywność bractwa opanowującego wzgórza Hollywood, proces pozerstwa spotęgowały.
Telewizja stała się codziennym nośnikiem licznych zastępów grajków i aktorzyn, a bardzo często alkoholików i ćpunów. Jednakże, nie jest akurat tak, ażeby grajkowie i aktorzyny, do tego z szeregiem dewiacyj, stały się u wszystkich postaci godnymi akurat podziwu. Gdyż te zastępy, grajków i aktorzyn, są prędzej ważne im samym, megalomanom, niż innym.

skomentuj

a to ciekawe

+1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

***** (gość)  •

Nie trzeba być aktorem by ćpać, i chlać jak świnia. Dw lubi dłubać w każdej misce tylko nie swojej, popatrzcie lepiej wszyscy na siebie bo daleko wam do ideału.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Zrobił z siebie idiotę i tak już mu POzostanie na wieki wieków.

+17 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Kiedyś hołubiony przez komunę, dzisiaj przez III RP. (gość)  •

A trzeba było siedzieć cicho i spijać z piwniczki te swoje "francuskie" sikacze.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Obecnie jest to żałosny aktorzyna chciwy na łatwe pieniądze z reklamy !

+12 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

i tyle w temacie tego aktorzyny ! (gość)  •

Żałosny jest ten były aktor a obecnie aktorzyna wygłaszający jeden i ten sam tekst w reklamie banku.
Jak to chciwość na łatwe pieniądze z reklamy potrafiła go zeszmacić i spowodowała, że nie mam dla niego szacunku !!!

odpowiedzi (0)

skomentuj

poskakał na pochodach KOD-u i efekt taki ,że zniknęły z telewizji reklamy banku z tym gościem

+17 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

zadowolony (gość)  •

nie widziałem tych reklam od kilku tygodni ani na polsacie ani na TVN-ie

odpowiedzi (0)

skomentuj

Jednostka osobowa Kondrat nie jest w społeczeństwie nad Wisłą żadnym odosobnionym przypadkiem

+12 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ona w W-wie wieś wielka też nie wyróżnia się czymś wybitnie szczególnym (gość)  •

Jednak już zupełnie odosobnionym zjawiskiem, i absolutnie tymże nie zrozumiałym, są właśnie rozliczni reklamodawcy.
I którzy reklamy produktów zlecają jednostkom społecznym o znikomym poparciu wśród większości społeczeństwa.
Wniosek, konsument, nie utożsamiający się jednostkami „kondrato analogicznymi”, po prostu powinien unikać kupna wszystkich tych wyrobów, które są reklamowane akurat przez jednostki przez niego totalnie nieakceptowalne.
Efekt, sam się pojawi! Reklamodawcy, niezarabiający, zaczną reklamy przekazywać do osób szerzej akceptowalnych.
I innego sposobu nie ma, aby jednostki rodzaju „kondratowych” stały się bardziej akceptowalnymi i mniej nihilistycznymi.

odpowiedzi (0)

skomentuj
1 3 »