Menu Region

Adam Małysz do muzeum? Ależ nie, do Vancouver!

Adam Małysz do muzeum? Ależ nie, do Vancouver!

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Wojciech Koerber

Prześlij Drukuj
Stanął na pudle, nie będąc w formie. A jak już będzie? Młode wilki kontra stare psy. Oto obecne skoki.
Z formą Adama Małysza było ostatnio jak z żoną porucznika Columbo. Wszyscy o niej słyszeli, ale nikt jej nie widział. W końcu jednak zobaczyliśmy mistrza na podium Pucharu Świata. Po dwóch latach przerwy, bo przecież po raz ostatni machał nam z podwyższenia w Planicy, 25 marca 2007 roku. Później jakoś wiało głównie w oczy.

A propos. Wiatr ma znaczący wpływ nie tylko na formę skoczków. Dziennikarze również piszą, jak im zawieje.
Po jednym udanym skoku treningowym czytamy z reguły, że mistrz właśnie odzyskał błysk. Później, w czasie konkursu, okazuje się, że właśnie go stracił. I tak w kółko. No więc, czy w Kuopio Małysz rzeczywiście wrócił do formy? Spokojnie. Poczekajmy na jutrzejsze rozdanie w Lillehammer. Póki co, wydaje się, że u schyłku sezonu nie ma już kozaków. Że to forma Gregora Schlierenzauera czy Wolfganga Loitzla to już przeszłość. A miejsca na podium nadal są trzy. Ktoś musi je obstawić.

W Kupio padło na Takanobu Okabe, Simona Ammanna i Adama Małysza. Ot, ciekawostka. Innymi słowy na pudle stanęło 99 lat doświadczenia, biorąc pod uwagę rok urodzenia wspomnianej trójki. Średnia wieku - ni mniej, ni więcej, 33 lata. Czy to oznacza, że życie skoczka zaczyna się po trzydziestce? Niekoniecznie. Ale z pewnością nie musi się w tym wieku kończyć. Bo jeśli Małysz w średniej formie staje na podium, to co będzie wtedy, gdy formę osiągnie? Pewnie znów małyszomania. - Ja też bym Małysza nie skreślał - mówi nam prof. Marek Zatoń z wrocławskiej AWF, fizjolog o światowej renomie.

Z jego zdaniem warto się liczyć. Dwie dekady temu, jako 16-latek, trafił do gabinetu prof. Zatonia nasz biathlonista Tomasz Sikora. Na karcie sportowca znalazła się wówczas adnotacja, że trudno będzie nie zrobić z niego mistrza świata. Sprawdziło się. Co więc czeka Małysza?
- W przypadku skoczków chodzi o program umysłowy tych czynności, które zawodnik musi wykonać w ciągu 0,2 sek. Tyle właśnie trwa ostatni kawałek najazdu i moment odbicia. Strasznie krótko. W tym czasie trzeba napiąć większość mięśni w odpowiedniej kolejności i skoordynować jeszcze z siłą, której nie da się niczym zastąpić. A ma to być siła eksplozywna. Problem w tym, że po pewnym czasie zawodnicy gubią ten automat. Dlaczego? Porównajmy skoczków wzwyż ze skoczkami narciarskimi. Ci pierwsi oddają w ciągu roku 30 tysięcy prób. Pewien algorytm wbity w głowę mają więc utrwalony. Ci drudzy oddają tych prób około dwustu. Zatem nie ma nawet skali porównawczej. Stąd Małysz i inni zaczynają kombinować, wdrażać coś w ten program umysłowy. Po kolejnych zawodach będziemy wiedzieli więcej. Czy u Małysza wrócił automat, czy może po prostu jakimś cudem udało mu się zgrać w miarę poprawnie wszystkie elementy - konstatuje naukowiec.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się