Menu Region

Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem [ZDJĘCIA]

Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem [ZDJĘCIA]

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Zachodni Zdjęcie autora materiału

Bartosz Wojsa

1Komentarz Prześlij Drukuj
Dzisiaj w sądzie w Rybniku odbyła się jedenasta rozprawa w procesie Dariusza P. z Jastrzębia-Zdroju, który jest oskarżony o celowe podpalenie rodzinnego domu i w efekcie doprowadzenie do śmierci jego żony oraz czwórki dzieci. Tym razem przed sądem zeznania składał pracownik firmy ochroniarskiej, a także kolejna "znajoma" oskarżonego.
1/10

Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem

(© Bartosz Wojsa)

  • Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem
  • Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem
  • Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem
  • Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem
  • Proces Dariusza P.: Nie jestem zagorzałym katolem
Jako pierwszy przed sądem w Rybniku stanął 59-letni Zbigniew W., pracownik firmy ochroniarskiej, który feralnego dnia z 9 na 10 maja 2013 roku chronił w nocy obiekty, znajdujące się w sąsiedztwie stolarni, w której miał pracować Dariusz P. Jego zeznania nie były jednak sądu zbyt przydatne, bo nie potrafił określić, czy w stolarni rzeczywiście ktoś pracował.

- Mógłbym zauważyć, że w tym warsztacie odbywała się praca tylko wtedy, gdybym celowo tam poszedł na obchód.
Zakładając, że tam nie poszedłem, nie wiedziałbym, czy cokolwiek się tam działo. W ogóle nie kojarzę, żeby była tam wykonywana praca, moi współpracownicy też raczej nie mówili o tym, by w nocy ktoś w tym warsztacie pracował. Z miejsca mojej pracy nie widziałem, by jakiś samochód tam podjeżdżał. Ogrodzenie dzielące nas ma dwa metry, jest za wysokie i zasłania widok - zeznawał Zbigniew W.

O wiele ciekawsze okazały się zeznania 40-letniej Arlety M., kolejnej "znajomej" oskarżonego. Ich dzieci chodziły razem do gimnazjum, więc początkowo ich znajomość polegała na spotykaniu się w szkole. - Nasze dzieci się lubiły, a później, gdy wybuchł ten pierwszy pożar, bardziej zwróciłam na tę rodzinę uwagę. Trzeba było im pomóc. Moja córka przekazała wówczas dla tej malutkiej Agnieszki ubrania, kiedyś zaniosłam też do szkoły dywan - mówiła świadek.

Jej relacja z oskarżonym zaczęła się jednak z czasem pogłębiać. Poznali się bliżej - według jej zeznań - na spotkaniu oazy dla dorosłych. - To było jesienią 2013 roku, nie pamiętam dokładnej daty, ale to było już po drugim, tym tragicznym pożarze. Zapoznała nas bliżej Elżbieta F. [świadek z poprzedniej rozprawy, której oskarżony proponował związek - red.], a później byliśmy razem na rekolekcjach - mówiła Arleta M.

Świadek nie przypomina sobie, by Dariusz P. opowiadał jej o samym pożarze. Wiedziała jedynie, że był na pielgrzymce do Ziemi Świętej. Znali się jednak wcześniej, bo oskarżony pisał do niej stamtąd SMSy. Mieli także kontakt mailowy. - Postrzegałam go jako osobę skrytą, choć dużo mówił o dzieciach - podkreślała świadek.

W zeznaniach wyszło również na jaw, że kobieta spotykała się z oskarżonym także poza oazą. Nie potrafiła jednak określić, jak często miało to miejsce. Wydawało się jej jednak, że Dariusz P. opowiadał o wypadkach, w wyniku których tracił pamięć, ale nie była w stanie podać szczegółów. - Tak naprawdę już sama nie wiem, czy wiem to od niego, czy z mediów. Wiedziałam jednak, że miał ubezpieczenie na życie przed tym drugim pożarem. Mówił, że żona i dzieci były ubezpieczone, że to wynikało z inicjatywy żony. Gdyby się komuś coś stało, to dzieci miały być uposażone - zeznawała 40-letnia kobieta.

Okazuje się, że oskarżony miał również opowiadać Arlecie M. o tajemniczych SMSach, które dostawał od rzekomego podpalacza. - Przyjechał kiedyś do mnie i powiedział, że dostaje jakieś idiotyczne SMSy. Nie wiedział, od kogo, ale z rozmowy wynikało, że od podpalacza, szantażysty. Nie jestem teraz pewna. Nie pytałam o treść tych wiadomości, nie przywiązywałam jakoś do tego uwagi - kontynuowała świadek.

Najczęściej spotykała się z Dariuszem P. u siebie w domu. Określa, że może miało to miejsce raz w tygodniu, jednak nie potrafiła powiedzieć, kto wychodził z inicjatywą tych spotkań. Po raz kolejny podkreśliła, że oskarżony nie mówił wprost, że chciałby sobie ułożyć życie z jakąś kobietą. - Nie mówił też, że wiązałby ze mną taką przyszłość, choć wiedziałam o istnieniu kobiety z Oświęcimia [mowa o Renacie P., która zeznawała na poprzedniej rozprawie i której oskarżony się oświadczył pierścionkiem po zmarłej żonie - red.], bo opowiadał o niej. Mówił, że to znajoma, że jej pomaga - opowiadała Arleta M.

W tym momencie sąd przerwał jej zeznania i wskazał, że pojawia się tutaj rozbieżność, bo w zeznaniach z 2014 r. kobieta mówiła, że choć "nigdy nie padały propozycje matrymonialne ani seksualne z jego strony", to jednak "pojawił się kiedyś na moich urodzinach i powiedział, że specjalnie dla mnie przyjechał". - Darek powiedział, że bierze taką ewentualność, że możemy być kiedyś razem. Że pokochał moje dzieci, ale to dla niego jeszcze za wcześnie - odczytywał sąd na rozprawie.

Arleta M. przyznała, że taka sytuacja miała rzeczywiście miejsce, ale nie wie, z czego wynikała ta rozmowa. - Mówił, że nie myśli jeszcze o przyszłości, bo jest dla niego za wcześnie. Nie proponował mi jednak zamieszkania w domu, tylko pytał, czy po takiej tragedii w ogóle ktoś będzie chciał tam zamieszkać. Zastanawiał się, czy ktoś dom kupi. Ale o tym, że pokochał moje dzieci - tak, była o tym mowa. Mówił też, że możemy kiedyś być razem - wyjaśniała świadek.

Jednocześnie zaznaczyła, że nie odebrała słów oskarżonego jako wyznanie. - Starałem się patrzeć na niego przez pryzmat jego cierpienia i sytuacji, w jakiej się znalazł. Kiedyś wyznałam mu, że czuję się z nim bardzo związana emocjonalnie, ale to były raczej siostrzane uczucia - wyjaśniała Arleta M.

Przypomnijmy, że wszystko działo się w podobnym czasie - jego relacje z Elżbietą F., Renatą P. oraz Arletą M., choć ta ostatnia nie zdawała sobie sprawy, że podobne stwierdzenia padały też w kierunku innych kobiet. - Nigdy o tym nie mówił. Jak już mówiłam, znałam tylko kobietę z Oświęcimia z jego opowiadań, ale on ją przedstawiał jako znajomą. Nie mówił, że chce z nią wiązać przyszłości - precyzuje Arleta M.

A później dodała, że gdy pewnego razu Dariusz P. wyjeżdżał nad morze, to jej córki narysowały dla niego jakieś rysunki. Podziwiała go za jego "siłę wewnętrzną" i fakt, że "przeżywał tragedię z wiarą". - Mówił, że tego nie rozumie, ale ufa Bogu - dodaje.

Po tym, jak Arleta M. złożyła przed sądem wyjaśnienia, oskarżony poprosił o możliwość wygłoszenia oświadczenia w związku nie tylko z jej zeznaniami, ale także zeznaniami świadków z poprzedniej rozprawy, która odbyła się 22 stycznia. Sąd przystał na tę prośbę. - Moje spotkania z Arletą poza wspólnotą kościoła odbywały się sporadycznie, nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Ja rzeczywiście pokochałem jej dzieci, zresztą kocham wiele dzieci moich przyjaciół. W wielu miejscach, gdzie przychodziłem do przyjaciół, byłem najlepszym wujkiem Darkiem - mówił Dariusz P.

I zaczął tłumaczyć, że jego wyznanie względem świadek wynikało z faktu, że Arleta M. miała "przeżywać trwający proces unieważnienia małżeństwa". - Mówiła tak, jakby nie doceniała swojej wartości, była tym bardzo przygnębiona. A jest kobietą wartościową, dba o swoje dzieci, ja nie widzę u niej żadnych uchybień, jest ciepła i miła. Mówiłem jej o tym nie na zasadzie propozycji matrymonialnej, chciałem ją tylko podnieść na duchu, podbudować. Ja nawet nie myślałem w tym okresie, by się z kimś wiązać - tłumaczył oskarżony.

Potem chciał ustosunkować się do zeznań świadków z poprzedniej rozprawy, Elżbiety F. i Renaty P., które zeznały między innymi, że oskarżony proponował im wspólną przyszłość. - Byłbym tchórzliwy i niemęski, gdybym zaprzeczył temu, co mówiła Elżbieta. Chciałem zacieśnić z nią relację, ale o żadnym kobiercu ślubnym nie było mowy. Ela chciała mieć faceta, jej przyjaciel Franek zażartował, że przecież ja jestem wolny. I zaproponowałem jej przyjaźń w kontekście pary, nie myślałem jednak o ślubie. Powiedziałem jednak wprost, że chcę z nią być - mówił Dariusz P.

Zaczął też stanowczo wymieniać: "Pani Arlecie nie obiecywałem nic, Elżbiecie obiecywałem przyjaźń w kontekście partnerstwa pod wpływem rozmów z przyjaciółmi, natomiast Renacie ewidentnie się oświadczyłem". - Oświadczyłem się jej końcem lutego 2014 roku i myślałem o tym, żeby połączyć nasze rodziny. Pierścionek, który jej wręczyłem był oświadczynowy. Zdaję sobie sprawę z tego, że już nic z tego nie będzie, lecz wszyscy nam gratulowali następnego dnia. Szwagier wprost ją ucałował w ten pierścionek, akceptowały to nie tylko jej córki i rodzice, ale także rodzeństwo, dosłownie każdy - tłumaczył oskarżony.

Nie zgodził się także z tym, że był przez Renatę P. przyjmowany tylko z powodu tragedii, jaka go dotknęła. - Ta znajomość rozwijała się stopniowo z obu stron. Nie jestem radykalnym katolem, ale mieszkanie z kimś przed ślubem uważam za nie w porządku i miałem z tego tytułu wyrzuty sumienia. Renata mówiła jednak, żeby się nie przejmować, bo ludzie gadają, gadali i będą gadać. Miałem oddzielny pokój, nigdy nie doszło między nami do zbliżenia - twierdził Dariusz P.

Na koniec dodał, że pokochał Renatę P. szczerze i "choć wie, że nic z tego nie będzie, to nie ma do niej nienawiści, tylko pretensje do siebie, że nie wyjaśnili sobie tej sytuacji wcześniej". - Kiedyś jedna z jej młodszych córek, Karolina, wróciła z zielonej szkoły i wręczyła mi porcelanowy kubek z napisem: "Dla najfajniejszego taty na świecie". Jej dzieci mnie akceptowały, starsze również, rozmawiałem z nimi o tym. To był dla mnie bardzo wzruszający moment. Czerpaliśmy z tego związku prawdziwą radość i szczęście. Nie planowaliśmy konkretnej daty ślubu i może ja się teraz oszukuję, lecz odczuwałem to tak, że nikt mnie przy niej nie trzymał z litości. To było prawdziwe - puentował Dariusz P.

Zważywszy na to, że kończył się termin tymczasowego aresztu dla oskarżonego, sąd po wysłuchaniu argumentacji obu stron podjął decyzję o przedłużeniu tego środka zapobiegawczego. Dariusz P. zostanie więc w areszcie do 25 marca 2016 roku.

Kolejna rozprawa czeka nas już w najbliższy piątek, 29 stycznia. Rozpocznie się wówczas o godz. 9.30 w sądzie w Rybniku.


*Studniówki 2016 Szalona zabawa maturzystów. Zobaczcie, co się dzieje ZDJĘCIA + WIDEO
*Abonament RTV na 2016: Ile kosztuje, kto nie musi płacić SPRAWDŹ
*Horoskop 2016 dla wszystkich znaków Zodiaku? Dowiedz się, co Cię czeka
*Jesteś Ślązakiem, czy Zagłębiakiem? Rozwiąż quiz
*1000 zł na dziecko: JAK DOSTAĆ BECIKOWE? ZOBACZ KROK PO KROKU
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

za dlugo...

+4 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ula (gość)  •

Ten proces (podobnie jak wiekszosc) trwa za dlugo. To wcale nie jest korzystne dla wyniku. Nic dziwnego, ze swiadkowie zapominaja lub nie sa pewni pewnych faktow... po kilku m-cach, latach mozna nie pamietac dokladnie. Procesy trwac krocej. Moze nie znam sie na tym dobrze, ale nie rozumiem , dlaczego to wszystko jest tak rozciagniete w czasie...?!

odpowiedzi (0)

skomentuj