Menu Region

Krwawa środa w Europie i Stanach Zjednoczonych

Krwawa środa w Europie i Stanach Zjednoczonych

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anna Przybyll, Ann Barrowelough "The Times"

1Komentarz Prześlij Drukuj
Najpierw Ameryka, potem Niemcy - w tych krajach młodzi ludzie strzelają na oślep do niewinnych. Psychologowie ostrzegają: w dobie kryzysu takich dramatów może być niestety więcej.
W Winnenden na przedmieściach Stuttgartu nastolatek w czarnym wojskowym stroju wdarł się wczoraj rano do szkoły średniej Albertville Realschule. Uczy się w niej tysiąc uczniów. W klasach i na korytarzu dokonał masakry, zabijając w sumie 16 osób, w tym dziesięciu nastolatków, trzech nauczycieli i jednego pracownika pobliskiej kliniki

- Chłopak strzelał na oślep. Nie widziałam takiej jatki - mówił Erwin Hetger, szef policji Badenii Wirtembergii .

Po kilku godzinach napastnik zginął od policyjnej kuli, gdy chciał się zabarykadować w supermarkecie 40 km od miejsca zbrodni. Wtedy, w czasie strzelaniny, zabił dwóch przechodniów i ciężko ranił dwóch policjantów.

17-letni Tim Kretschsmer, sprawca tragedii, pochodził z sąsiedniej miejscowości Leutenbach. W 2008 r. ukończył szkołę Albertville. W przeszłości dopuścił się kilku drobnych przestępstw. Jego rodzice są myśliwymi, a w ich mieszkaniu policja znalazła 18 sztuk legalnej broni. Tim, jak się podejrzewa, sięgnął po ten arsenał.

Morderczy fan opery
Nauczyciele mówią, że chłopak był średniakiem. Skończył szkołę średnią i rozpoczął praktykę zawodową. Podobnie ocenia go kolega z klasy.

- Tim nosił okulary i był zawsze porządnie ubrany. Miał problemy z matematyką. Choć nie miał przyjaciół, to nie był agresywny. Lubił słuchać muzyki klasycznej i oper - mówił dziennikarzom "Sterna" znajomy Tima.

Tuż po strzałach szkołę ewakuowano, a teren otoczyła policja. Uczniowie i nauczyciele nadal są pod opieką lekarzy i psychologów .

- Sytuacja była dramatyczna, bo rodzice długi czas nie wiedzieli, co się działo z ich pociechami - mówi "Polsce" Urszula Olszowska, od 22 lat mieszkająca w Stuttgarcie.

Chwile grozy przeżył też Marek Sycha, którego 14-letni syn Amadeusz w chwili ataku 17-latka był w szkole.

- Byłem akurat u znajomego w sąsiedniej miejscowości, gdy zadzwoniła żona i mówi, że coś złego dzieje się w szkole Amadeusza. A ten jak na złość akurat wczoraj zapomniał komórki i nie mieliśmy z nim kontaktu. Z trudem przebiłem się do Winnenden, bo teren otaczała policja, i dopiero jeden z gliniarzy uspokoił mnie, że budynek, w którym uczy się Amadeusz, jest bezpieczny - opowiada "Polsce" Sycha, od pięciu lat mieszkający w Winnenden.

Jego młodszy syn Marcin chodzi do innej szkoły w Winnenden. Mówił, że kiedy nauczyciele usłyszeli o strzelaninie, kazali uczniom skryć się od razu pod ławkami. Ta procedura działa po masakrze w 2002 r. w szkole w Erfurcie, gdy 19-latek zabił 14 nauczycieli, dwóch uczniów i policjanta.

Sycha dodaje, że dzień wcześniej był na wywiadówce w szkole Amadeusza i dowiedział się o złych ocenach syna. Teraz mu to wybaczy. - Najważniejsze, że Amadeusz żyje - mówi szczęśliwy Polak.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Naszym dzieciom pozwalamy

+10 / -7

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

Naszym dzieciom pozwalamy godzinami strzelać do ludzi na komputerowych ekranach dziwiąc się, że potem ktoś powiela te wzorce na żywo w Ameryce czy Europie.

W przeliczeniu na mieszkańca największe problemy w ostatnich latach zanotowała tu Finlandia. Mały kraj okrzyknięty niedawno ideałem edukacyjnym.

odpowiedzi (0)

skomentuj