Menu Region

Wreszcie mamy sukces w Unii Europejskiej

Wreszcie mamy sukces w Unii Europejskiej

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Trzaskowski, Centrum Europejskie Natolin

Prześlij Drukuj
Unia przyjęła inicjatywę wschodnią, bo potraktowała pomysł polskiej dyplomacji jako swój. Przyjęcie polsko-szwedzkiej inicjatywy przez Radę Europejską to bez wątpienia sukces naszej dyplomacji.
Jaki naprawdę będzie jego rozmiar, zależy od dalszych losów całego pomysłu.

Czy nasi partnerzy potraktują go poważnie - jako pierwszy krok na drodze do prawdziwego zacieśniania stosunków Unii Europejskiej z naszymi wschodnimi sąsiadami? Czy raczej jako zgrabną, papierową deklarację, która posłuży jako alibi do wykonywania ruchów jedynie pozorowanych?

Można sobie nawet wyobrazić scenariusz jeszcze gorszy, niektórzy mogą bowiem poczuć pokusę potraktowania partnerstwa jako ersatzu pełnoprawnego członkostwa w Unii. Miejmy nadzieję, że przyczyni się on do pomocy naszym najbliższym sąsiadom.

Bardzo pozytywne skutki niesie sam sposób przygotowania inicjatywy. Pokazuje, iż Polska doszła do przekonania, że w niektórych obszarach warto w Unii przejmować inicjatywę, współkształtując unijną politykę, a nie tylko nerwowo reagować na posunięcia innych. W Brukseli nawet najlepsza inicjatywa może spalić na panewce, jeżeli nie ma szerokiego poparcia państw członkowskich oraz unijnych instytucji. Nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze umieć przekonać do niej swoich partnerów.

W tak dużym i zróżnicowanym gronie to nigdy nie jest proste, zwłaszcza w polityce zagranicznej, gdzie państwa członkowskie powoli dopiero się uczą myślenia kategoriami wspólnego interesu. Proces przekonywania partnerów do swojego punktu widzenia bywa frustrujący, bo najczęściej w jego toku trzeba rezygnować z najbardziej ambitnych aspektów promowanej koncepcji.

Wymaga on żmudnej pracy, cierpliwości, chęci zrozumienia najbardziej nawet idiosynkratycznej specyfiki każdego z państw członkowskich, a przede wszystkim elastycznego umysłu i szybkości reagowania. Sam czar osobisty, niestety, nie wystarcza, o czym boleśnie przekonał się prezydent Francji Nicolas Sarkozy, kiedy w Berlinie próbował forsować swoje plany powołania do życia Unii Śródziemnomorskiej, które jak wiemy, spotkały się z bardzo chłodnym przyjęciem.

Polsko-szwedzka koncepcja spotkała się z poparciem z trzech powodów. Po pierwsze, Polska po raz pierwszy występuje z dobrze przemyślaną, pozytywną propozycją, zrzucając z siebie odium trudnego partnera. W Unii niekiedy trzeba twardo bronić swoich interesów, ale nie można cały czas pozostawać w defensywie, bo jest to oznaka strukturalnej słabości. Wiedzą o tym wszyscy skuteczni unijni politycy.

Kiedyś zmuszony do przeciwstawiania się swoim partnerom w tak różnych kwestiach jak harmonizacja podatków, wprowadzanie euro czy wejście do obszaru Schengen Tony Blair podobno powiedział do swoich doradców: "Znajdźcie mi obszar, w którym będę mógł być w europejskiej awangardzie", i tak narodziła się idea brytyjsko-francuskiego szczytu w Saint Malo, a wraz z nim znacznie bardziej konstruktywne stanowisko Wielkiej Brytanii co do kwestii budowania europejskiej polityki bezpieczeństwa i obronności. Podobnie zachowywał się jego poprzednik John Major.

Widząc listę zastrzeżeń, jaką jego urzędnicy przedstawili w czasie negocjowania traktatu z Maastricht, premier postukał się w czoło i powiedział: "Ja mogę się przeciwstawić moim partnerom w kilku najbardziej istotnych sprawach, ale nie mogę kwestionować wszystkich zapisów traktatu, bo stracę całą wiarygodność".

Po drugie, zamiast uparcie powtarzać, że UE powinna przyjąć w poczet swoich członków Ukrainę w czasach, kiedy, łagodnie mówiąc, idea poszerzenia nie jest specjalnie popularna w wielu państwach członkowskich, umieliśmy zamiast tego zaproponować konkretny plan zacieśniania stosunków z naszymi sąsiadami. Po trzecie, byliśmy w stanie zrezygnować z najbardziej kontrowersyjnych aspektów nowego projektu.

Na początku chcieliśmy zaproponować naszym partnerom, aby nowe partnerstwo wiązało się z konkretnymi środkami finansowymi. Widząc nerwowe reakcje partnerów, umieliśmy z tego postulatu zrezygnować, zachowując nadzieję, że dodatkowe pieniądze uda się wynegocjować w przyszłym unijnym budżecie. Niemniej istotne było to, że nie straciliśmy także z pola widzenia unijnych instytucji.

Polska wstrzeliła się w dobry moment. W Unii od dawna bowiem mówi się o konieczności przeglądu, a nawet zdynamizowania polityki sąsiedztwa. Ponadto Niemcy pozytywnie zareagowały na konkretny projekt będący przeciwwagą dla pomysłów Paryża. W końcu od paru miesięcy w sekretariacie Rady dojrzewał już pomysł, aby zrewidować unijne stanowisko względem Białorusi, na co polskoszwedzka inicjatywa daje szansę.

Pojawiły się głosy, że nic to poparcie naszych partnerów nie kosztuje, a cały plan pozostanie na papierze. Zależeć to będzie od nas samych i państw naszego wschodniego sąsiedztwa.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się