Menu Region

Zabić człowieka, to nie jest hop-siup! Historia Lucjana...

Zabić człowieka, to nie jest hop-siup! Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z AK

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Michał Wójcik, Emil Marat

3Komentarze Prześlij Drukuj
Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK, Michał Wójcik, Emil Marat, Wydawnictwo Znak literanova Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK, Michał Wójcik, Emil Marat, Wydawnictwo Znak literanova

Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK, Michał Wójcik, Emil Marat, Wydawnictwo Znak literanova

Lucjan „Sęp” Wiśniewski - jeden z ostatnich żyjących likwidatorów z Armii Krajowej. Brał udział w ponad 60 egzekucjach zdrajców i konfidentów. Pierwszej dokonał, gdy miał zaledwie 17 lat. To o nim jest ta książka.
28 listopada w powojennym kalendarzu liturgicznym komunistów był dniem szczególnym, świątecznym. Ale było to raczej smutne święto: tego dnia w 1942 roku wczesnym wieczorem na jednej z ulic robotniczej Woli ktoś zastrzelił Marcelego Nowotkę, pierwszego sekretarza KC PPR.

Mimo że sześćdziesiąt lat później gruchnęła wieść o tym, jakoby zrobili to AK-owcy z Kierownictwa Dywersji, sprawa jest raczej jasna: Nowotko padł ofiarą wewnętrznych porachunków, a mordercą był zapewne Bolesław Mołojec, szef komunistycznej organizacji partyzanc­kiej Gwardia Ludowa. Nie mieli co do tego wątpliwości nawet radzieccy towarzysze. W łonie polskiej filii międzynarodówki wrzało wtedy jak w ulu.
Polscy komuniści zażarcie walczyli o władzę. Między sobą. Do tego stopnia, że szef Kominternu Georgi Dymitrow był przekonany, że wymordują się nawzajem i Niemcy nie będą tu do niczego potrzeb-ni. Dla Nowotki bój to był zatem ostatni. Mołojec zastrzelił go o godzinie 16.20.

Zarówno Kedyw, jak i warszawski oddział wykonawczy AK zajmowały się tego dnia czym innym...

Plac Trzech Krzyży. Niemal samo południe, niedawno minęła dwunasta. W cukierni „Kolorowa” ruch umiarkowany. Przy jednym ze stolików siedzi czterdziestoletni mężczyzna. Rozgląda się czujnie na boki, ale nie dostrzega, że ktoś go obserwuje. Nie wie, że jest „delikwentem”. Jak bracia Bąkowie to robią, że niezauważenie obserwują każdy ruch mężczyzny, trudno dociec. Ta umiejętność to elementarz wszystkich służb specjalnych. W języku likwidatorów z AK „delikwent” lub „klient” to cel. Pod koniec 1942 roku czterech braci Bąków stanowi podporę formującego się właśnie oddziału 993/W.

WYWIAD | ZYCHOWICZ: AK KOLABOROWAŁA Z SOWIETAMI. JEJ DOWÓDCY ZAOSZCZĘDZILI PRACY NKWD


Wysokim, przystojnym czterdziestolatkiem, który rozgląda się nerwowo, jest „Lesz”. We wszystkich opracowaniach dotyczących wywiadu i kontrwywiadu AK występuje jako NN. Ma zostać zlikwidowany jako „niebezpieczny konfident”; jego wiedza o podziemiu jest rozległa, zna wiele adresów, skrzynek kontaktowych, zna dowódców i zwykłych żołnierzy. Niedawno odgrażał się, że będzie sypał.
Byliśmy wreszcie ludźmi, a nie podludźmi. A on człapał noga za nogą. Z tyłu. Sapał. Ale szedł na tę przygodę
Bracia Bąkowie mogliby strzelać, ale czekają na informatora o rozczulającym pseudonimie „Dziadzio”, który ma potwierdzić tożsamość i wskazać „delikwenta”, bo go zna. „Dziadzio” się spóźnia. Po trzydziestu minutach „Lesz”, który również na kogoś czeka (i nie może się doczekać), wstaje i płaci. W cukierni i na zewnątrz robi się mały ruch. Ktoś również wstaje, na zewnątrz od ściany odrywa się inna postać... Wprawne oko potrafi zauważyć takie rzeczy - znaki, że coś może się wydarzyć. I „Lesz” czegoś zaczyna się domyślać.

Raporty z akcji są stosunkowo dokładne. Mówią, że gdy „Lesz” wyszedł z kawiarni, powodowany zapewne przeczuciem niebezpieczeństwa, rusza za nim Bolesław Bąk, „Szlak”. Dalej, w pewnym oddaleniu, idzie reszta obstawy. Dopiero teraz pojawia się spóźnialski „wystawiający”. Wyprzedza „Lesza” i w umówiony sposób wita się z nim - ot, zwykły odruch sympatii, element codziennej kindersztuby. „Dziadzio” zrobił swoje, „Szlak” ma już pewność, że śledzi właściwego człowieka.

„Lesz” zrozumiał, że jest gorąco: że jest śledzony, że te kilka postaci za nim to uczestnicy polowania. Przyspiesza kroku. Idzie ulicą Bracką. Potem zaczyna biec. Dobiega do Alei Jerozolimskich. Cały czas ciągnie za sobą „Szlaka”. Wpada w Marszałkowską i wskakuje do tramwaju numer 5. Przepycha się do środka wagonu. Pewnie myśli, że w tłumie jest bezpieczniej. Ale Bąk jest uparty: uważając, by w biegu nie wypadły mu pistolety, dogania tramwaj i wskakuje na obniżony próg. Pozostali członkowie obstawy próbują zrobić to samo, ale spotyka ich niespodzianka, interweniują granatowi policjanci; wojna, nie wojna - zasady ruchu drogowego są po to, by ich przestrzegać. „Szlak” zostaje sam. Sam na sam z „Leszem” w tłumie pasażerów.

O co chodziło? Przecież ściganym mężczyzną był zaprzysiężony żołnierz AK. „Szlak” ścigał swojego kolegę.
1 3 4 »
3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

WYKONY WALI WYROKI PRAWA

+1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

777 (gość)  •

NA POLACKI JELICIE ZDRAJCÓW I KOLABORANTÓW =PAT RIDIOTY nRAT SNIENTY BO PERDOLNIENTY=PRED rOZBIOREM POLSZCZY SZLAHTA af PRoSIŁA CARYCA O oBRONE niePOdległoSci.

odpowiedzi (0)

skomentuj

To z kim oni walczyli tak naprawdę?

0 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

OO (gość)  •

Bandyci z AK zabili całą rodzinę. Ale walczyli z okupantem.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Po i Komorowski kukiełkami Niemiec!?

0 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Dawid (gość)  •

489Polecam artykuł Max Kolonko, który pokazuje, że Komorowski wraz z PO przez lata okradali Polskę i byli na usługach Niemców!!! Powinni za to wszystko odpowiedzieć przed nami, prawdziwymi POLAKAMI. Nie dajmy sobie dłużej mydlić oczu przez te niemieckie media. CZYTAJCIE JAK BYŁO!! szort.pl/ukladyKomorowski0

odpowiedzi (0)

skomentuj