Menu Region

W Kuopio znowu pofrunął stary dobry Adam Małysz

W Kuopio znowu pofrunął stary dobry Adam Małysz

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Aktualności

Przemysław Franczak

Prześlij Drukuj
Skoki coraz bardziej stają się loterią - żalił się w niedzielę Adam Małysz po nieudanym dla siebie konkursie w Lahti. Wczoraj w końcu to on wyciągnął szczęśliwy los.
W fińskim Kuopio, w najbardziej szalonym konkursie Pucharu Świata tego sezonu, Polak zajął trzecie miejsce.

Na podium stanął po dwóch latach przerwy. Uśmiechnięty od ucha do ucha. Doprowadził do tego w zapierających dech okolicznościach. Po I serii mało kto byłby gotów postawić złotówkę, że taki wariacki scenariusz ma szansę się spełnić. Orzeł z Wisły skoczył 119 metrów i zajmował dopiero 12.
lokatę. W decydującej próbie szeroko rozłożył jednak skrzydła i pofrunął jak za dawnych lat. 127 metrów. Najdłuższy skok drugiej serii. Potem niecierpliwie obserwował, jak odpadają kolejni rywale. Przeskoczyli go jeszcze tylko niespodziewany zwycięzca Japończyk Takanobu Okabe i Szwajcar Simon Ammann.

Dobra skocznia w Kuopio
- Na tym obiekcie zawsze dobrze skakałem, więc mam nadzieję, że nastąpi tu przełom i zajmę dobre miejsce - mówił przed konkursem Polak, cytowany przez serwis internetowy Skijumping.pl. - Nawet jak nie szło na innych skoczniach, to tutaj wyniki były przyzwoite - przekonywał.

Mimo trudnego początku wiedział, co mówi. Za jego plecami - po raz pierwszy od bardzo dawna - znaleźli się Gregor Schlierenzauer, Wolfgang Loitzl, Thomas Morgenstern i Martin Schmitt. Wróciły stare dobre czasy? Kto wie, choć konkurs w Kuopio w żadnym wypadku nie był wymiernym testem aktualnej formy zawodników.

Dziwny konkurs
Wczoraj na skoczni Puijo działy się rzeczy naprawdę dziwne. W pozornie stabilnych warunkach próby znakomite przeplatały się z zupełnie nieudanymi. Karty rozdawał wiatr. Z jednej strony mieliśmy fenomenalny skok Fina Harriego Olli (130,5 m i pozycja lidera po pierwszej serii), a z drugiej rozczarowane spojrzenia takich tuzów jak Niemiec Schmitt i Austriak Schlierenzauer (po 116,5).

Szybko stało się więc jasne, że ten drugi, lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, nie wyrówna na razie rekordu Janne Ahonena i nie wygra po raz dwunasty w sezonie.

W tych warunkach wynik Małysza z I serii trzeba uznać za niezły rezultat. Tym bardziej że niewiele dalej lądowali Morgenstern i Ammann. To było o tyle niespodziewane, że "Simi" zachwycił wszystkich w serii próbnej, w której niewiele Szwajcarowi zabrakło do poprawienia rekordu obiektu (135). Pierwszy skok w konkursie miał jednak o 16 metrów krótszy.

Tego, co stało się później, nikt się nie spodziewał. I on, i Małysz błysnęli. Reszta miała problem, by przeskoczyć 115 metrów. Dokładnie taką odległość osiągnął prowadzący Olli i rozstał się z marzeniami o sukcesie - był czwarty. Jego rodak Kalle Keituri spadł jeszcze głębiej, bo z miejsca drugiego na piętnaste.

Powrót na podium
A kiedy łkał z żalu za utraconą szansą, Małysz mógł płakać ze szczęścia. Nie było już utyskiwań na pecha i "wiaterek, który kręcił w powietrzu", prowokujących jedynie do ironicznych komentarzy. Był za to szeroki uśmiech starego mistrza.

Pozostali Polacy nie zachwycili. Stefan Hula był 26., a kompletnie zawiódł Kamil Stoch. 21-letni zakopiańczyk skoczył zaledwie 98 metrów i nie zakwalifikował się do drugiej serii.
Do końca sezonu zostały jeszcze cztery konkursy indywidualne i dwa drużynowe. Następne zawody w norweskim Lillehammer. To będzie piątek trzynastego. Jednak Adam Małysz się nie boi. Bo znowu ma szczęście.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się