Dalajlama: Pół wieku piekła w Tybecie

    Dalajlama: Pół wieku piekła w Tybecie

    Zdjęcie autora materiału

    Polska

    Tybet stał się piekłem na ziemi. Jesteśmy traktowani jak przestępcy, którzy zasłużyli na śmierć - mówił wczoraj XIV Dalajlama do swoich rodaków na wygnaniu w Indiach.
    We wtorek Tybetańczycy na całym świecie modlitwami i manifestacjami uczcili 50. rocznicę krwawego antychińskiego powstania.

    Dalajlama, który dokładnie pół wieku temu wraz z 80. tys. rodaków zbiegł do Indii, wziął udział w ceremoniach w mieście Dharamsala, gdzie mieści się emigracyjna stolica Tybetu. Wygłosił tam mowę do 2 tys. zebranych. - Nasza sprawa nie zginie, jeśli wyrzeczemy się przemocy - przekonywał laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

    Demokratyczne zniewolenie
    Te słowa nie pojawiły się jednak w chińskiej prasie, która od kilku dni świętuje... "50. rocznicę demokratycznej rewolucji w Tybecie". Z tej okazji chińskie media powtórzyły tradycyjne oskarżenia wobec Dalajlamy uważanego przez Pekin za separatystę.

    Szeroko opisywano też niedzielne spotkanie prezydenta Hu Jintao z delegacją tybetańskich działaczy. Hu zachęcał ich m.in. do budowy socjalizmu i ochrony środowiska.

    Z kolei chińska agencja Xinhua cytowała niejaką panią Yan, która w 1959 r. brała udział w "demokratycznej rewolucji". - Miałam wtedy 32 lata i służyłam w pionie politycznym Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Tybetańczycy zawsze witali nas z radością - zapewnia niemłoda rezerwistka.

    Tybetańczycy pamiętają jednak te stosunki zupełnie inaczej. Po wybuchu powstania w Lhasie 10 marca 1959 r., w walkach z Chińczykami zginęło bowiem 86 tys. osób. Artyleria bez litości rujnowała największe tybetańskie klasztory i pałace, a plutony egzekucyjne publicznie rozstrzeliwały mnichów oraz osoby, u których znaleziono broń.

    W oczach tybetańskiej diaspory od tego czasu niewiele się zmieniło. Dlatego uchodźcy z Dachu Świata od kilku dni znów protestują przeciw okupacji. W sobotę pół tysiąca osób przemaszerowało ulicami Londynu, a wczoraj tysiąc osób krzyczało "Wstyd!" pod chińską ambasadą w Delhi. Podobne manifestacje odbyły się m.in. w Seulu i Canberze.
    W samym Tybecie chińskie władze panicznie obawiają się powtórki ubiegłorocznych zamieszek, kiedy przed igrzyskami w Pekinie Tybetańczycy postanowili zwrócić uwagę świata na swoją niedolę. Dlatego już 12 lutego Tybet został zamknięty dla turystów i dziennikarzy z zagranicy, a ulice Lhasy i innych miast patrolują wzmocnione siły Ludowej Policji Zbrojnej - chińskiego odpowiednika ZOMO.

    Dalajlama chce negocjować
    Tybetańczycy nie dali się jednak zastraszyć i do protestów doszło m.in. w prowincji Syczuan. W jednym z najbardziej wstrząsających incydentów, 27 lutego, zastrzelono mnicha, który podpalił się w proteście, trzymając narodową flagę Tybetu.

    Mimo bezmiaru cierpienia, którego przyniosły jego narodowi chińskie rządy, Dalajlama powtórzył wczoraj, że jest gotów podjąć negocjacje z władzami w Pekinie. Ale rzecznik chińskiego MSZ powiedział, że nie będzie komentował słów Dalajlamy, bo to "kłamstwa".
    W rocznicę narodowego zrywu dla Tybetańczyków bolesny jest fakt, że najwięksi tego świata niewiele robią, by wywrzeć na Chiny nacisk w ich sprawie.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo