Menu Region

Bartosz Kapustka: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wyjazd na...

Bartosz Kapustka: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wyjazd na euro nie jest nierealny

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Sebastian Staszewski, Polsatsport.pl

Prześlij Drukuj
Kapustka: Przed meczem z Gibraltarem nie ustalałem jak będę cieszył się z gola, bo nawet nie pomyślałem, że mógłbym go zdobyć Kapustka: Przed meczem z Gibraltarem nie ustalałem jak będę cieszył się z gola, bo nawet nie pomyślałem, że mógłbym go zdobyć

Kapustka: Przed meczem z Gibraltarem nie ustalałem jak będę cieszył się z gola, bo nawet nie pomyślałem, że mógłbym go zdobyć (© Bartek Syta)

Gdzieś z tyłu głowy tkwi myśl, że mogę pojechać na Euro. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Muszę skupić się na grze w klubie i jeśli dam radę, to wyjazd do Francji jest możliwy - mówi Bartosz Kapustka.

gazetakrakowska.pl


Kim Pan jest, Panie Kapustka?
Chłopakiem z małej miejscowości niedaleko Tarnowa, który spełnia swoje marzenia z dzieciństwa. Jego życie bardzo się zmieniło, ale próbuje się w tym wszystkim jakoś odnaleźć.

I jak mu idzie?
Chyba daje radę. Ludzie, którzy go znają, pewnie nie zgodzą się z twierdzeniem, że odbiła mu sodówka. Zdaję sobie jednak sprawę, że inni mogą tak właśnie uważać. Przecież sam dał ku temu kilka powodów.

Zawsze był Pan urwisem, ale jednocześnie uczył się Pan bardzo dobrze. Tak słyszałem.
W szkole podstawowej czy gimnazjum miałem naprawdę dobre oceny. W liceum byłem już tylko na papierze. Nigdy nie miałem kłopotów z nauką, zawsze słuchałem co mówią nauczyciele, ale mieszkając w internacie rzadko siedziałem nad książkami. Może czasami, przed jakimiś dużymi sprawdzianami. Zawsze miałem jednak dobrą pamięć. To wystarczyło. Jestem humanistą.

W tym roku zdaje Pan maturę?
Tak. Wiadomo, że będę pisał z języka polskiego i matematyki. Zastanawiam się jeszcze między angielskim i niemieckim oraz ewentualnie biologią.

Pewnie Pan żałuje, że matury nie można zdawać z… hip-hopu!
Muzykę kocham i faktycznie jestem fanem polskiego hip-hopu. Ostatnio na bieżąco jestem z O.S.T.R., którego poznałem nawet osobiście. Zrobił na mnie duże wrażenie. Lubię też Molestę, Kękęgo. Dobra muza działa na mnie pozytywnie. Kiedy mieszkałem w ośrodku treningowym Cracovii to w pokoju z kolegą czasami puszczaliśmy jakiś bit i nawijaliśmy rymy. Freestyle pełną gębą.

BARTOSZ KAPUSTKA: MAM NADZIEJĘ, ŻE KŁOPOTY SĄ JUŻ ZA MNĄ. JEDNA NAUCZKA MI WYSTARCZY


W Krakowie jest Pan dziś rozpoznawalny?
Myślę, że tak. Da się to zauważyć. Ludzie do mnie podchodzą, gratulują, proszą o zdjęcie. Jako dzieciak o tym marzyłem. Chciałem być sławnym piłkarzem. Sławny jeszcze nie jestem, ale marzenia pomału stają się faktem. To miłe. Czasami co prawda uciążliwe, ale narzekać nie będę. Poza tym przy ziemi trzymają mnie moi przyjaciele. Od lat mam tych samych. Nie jestem samotnikiem, lubię ludzi i często wychodzę z nimi na gokarty, albo do kina. Przecież nie zaszyję się w mieszkaniu. Po prostu muszę się teraz bardziej pilnować.

Szczególnie na dyskotekach…
Oj, dostałem tam dobrą lekcję życia.

Proszę opowiedzieć co stało się w krakowskim klubie „Frantic”.
Wokół całej akcji zrobił się duży szum, a tak naprawdę nie była to wielka sprawa. Ktoś pisał, że miałem złamany nos. A ja dostałem w tył głowy! To nawet nie była bójka. Znalazłem się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, padło na mnie i tyle. Wiem kto mnie uderzył, choć całego zamieszania prawie nie widziałem. Całe szczęście, że tę naukę odebrałem teraz. Przynajmniej zrozumiałem, żeby nie pchać się w pewne miejsca.
1 3 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się