Menu Region

Kuryłówka, Las Stocki, Kielce. Największe zwycięstwa...

Kuryłówka, Las Stocki, Kielce. Największe zwycięstwa Żołnierzy Wyklętych [NASZA HISTORIA]

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Wojciech Rodak

1Komentarz Prześlij Drukuj
- Zostaliśmy sprzedani przez Zachód. Jeżeli nie dojdzie do konfliktu ze Wschodem, nie mamy żadnych szans. Walec komunistyczny nas rozgniecie. A ponieważ nikt nie wie, co będzie, trzeba się bić - pisał Michał Bierzyński ps. Sęp, żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W tych kilku zdaniach opisał motywacje i dramatyczne położenie ok. 20-30 tys. ludzi, którzy po oficjalnym zakończeniu II wojny światowej nie mieli zamiaru składać broni. Rozproszeni w ponad trzystu oddziałach trwali w oporze wobec sowieckiego okupanta i kolaborujących z nim władz PRL, choć czerwona machina terroru miała przygniatającą przewagę. Wiosną 1945 r. do walki z nimi rzucono 35 tys. żołnierzy z NKWD, 29 tys. z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, 24 tys. ubeków i 56 tys. milicjantów. Do tego trzeba doliczyć jeszcze dziesiątki tysięcy wojskowych z LWP. Mimo to parokrotnie udało się zuchwałym partyzantom pokonać „czerwonego Goliata”.
1/7

Przed szeregiem oddziałów NZW stoją od lewej: Józef Zadzierski „Wołyniak”, Stanisław Pelczar „Majka” i Bronisław Glinka „Radwan”

(© Fot. IPN)

  • Mjr Franciszek Przysiężniak „Ojciec Jan”
  • Józef Zadzierski „Wołyniak”
W 1944 r. podziemie akowskie na Rzeszowszczyźnie zostało mocno zdziesiątkowane przez sowiecki terror i aresztowania. Dlatego też miejscowy komendant zrzeszonej z AK Narodowej Organizacji Wojskowej Kazimierz Mirecki ps. Żmuda postanowił wyprowadzić swoich ludzi z tej formacji i przystąpić do powstającego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW).

W pierwszych miesiącach 1945 r. na Zasaniu, północnej części Podkarpacia, zaczęła powstawać silna partyzantka powiązana z ruchem narodowym.
Komendantami największych oddziałów byli Stanisław Pelczar ps. Majka, Bronisław Gliniak ps. Radwan i Józef Zdzierski ps. Wołyniak. Ten ostatni był szczególnie cięty na komunistów. Latem 1944 r., działając zgodnie z linią AK, pomagał czerwonoarmistom wyzwalać Leżajsk z rąk Niemców. W „nagrodę” został przez NKWD aresztowany i zapakowany do pociągu, którym razem z innymi sobie podobnymi nieszczęśnikami miał zostać wywieziony na wschód. Udało mu się jednak przemycić do wagonu gwóźdź. Przy jego pomocy wydłubał w podłodze dziurę, przez którą wysunął się na tory, pod pędzący pociąg. Szczęśliwie, ostatkami sił, udało mu się wrócić do swoich.

Partyzanci NZW prowadzili akcje głównie przeciwko komunistycznej administracji, milicji i mniejszościom narodowym. Żydów zabijano, ponieważ uznawano, że w większości są oni silnie zaangażowani we wspierani okupanta i nowej władzy. Ukraińców mordowano w ramach odpowiedzialności zbiorowej za zbrodnie UPA. Szczególnie krwawy był kwiecień 1945 r. Siedemnastego oddział Iwana Szpontaka ps. Zalizniak zaatakował nad ranem zamieszkaną przez Polaków Wiązownicę. W rzezi zginęło ok. 80 cywilów. W odwecie 200-osobowa grupa „Wołyniaka” napadła na ukraińską wioskę Piskorowice. Rozstrzelano około stu osób, a wieś puszczono z dymem.

Brutalność i rozprzężenie w szeregach bojowników NZW budziły niepokój Mireckiego. Dlatego też zaproponował dowodzenie swoimi ludźmi Franciszkowi Przysiężniakowi ps. Ojciec Jan - weteranowi NOW, który parę miesięcy wcześniej wycofał się do cywila. Ten, po namyśle, przyjął ofertę „Żmudy”. Nie bez wpływu na jego decyzję miała z pewnością tragiczna śmierć żony Janiny ps. Jaga. W marcu 1945 r. została aresztowana przez UB. Była w siódmym miesiącu ciąży, a mimo to przesłuchiwano ją całą noc i bito. W Wielki Piątek oprawcy odwieźli ją do domu tylko po to, by zastrzelić ją na oczach rodziców.

Na przełomie kwietnia i maja dwa bataliony Wojsk Wewnętrznych uciekły z Biłgoraja do okolicznych lasów. Dezerterzy zabierali ze sobą broń i amunicję, a nawet rusznice przeciwpancerne. Wielu z nich trafiło do oddziałów NZW dowodzonych przez „Ojca Jana”.

Taka wolta żołnierzy, którzy mieli być pretorianami władz PRL, musiała spowodować stanowczą reakcję Sowietów. W teren wysłano pułk NKWD, który miał dopaść dezerterów i rozbić siły narodowców.

UB dowiedziało się, że w Kuryłówce stacjonuje część zgrupowania NZW. 5 maja dwie tankietki zwiadu NKWD dotarły do miejscowości, by zweryfikować te informacje. Doszło do strzelaniny, w której zginął jeden Polak. W obliczu przewagi przeciwnika Rosjanie wycofali się.

Stacjonujący we wsi „Ojciec Jan” chciał się wycofać - obawiał się ataku dużych sił sowieckich. Jednak odwiódł go od tego oficer polityczny Tadeusz Koczarba ps. Tatar, który wyraźnie parł do walnej bitwy. Był pewien, że narodowców jest wystarczająco wielu, by stawić czoło nawet większym jednostkom nieprzyjaciela. Rażące błędy Sowietów sprawiły, że nie pomylił się.
1 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

dzisiaj wnuki morderców Polaków z szeregów MO, NKWD, GZI,

+3 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Cześć i Chwała Bohaterom! (gość)  •

LWP, KBW i ich agentury robią "kariery" w PRLbis. Niektórzy, zostali informatorami np. UOP i dzisiaj razem z emerytami z tej służby wyłudzają setki milionów złotych z VATu. Opłacają się nawet pewnej kurii metropolitalnej, nie tylko sędziom i prokuratorom.
PRLbis to kraj mafijny, eksploatowany przez klany resortowe, TW-kler i obce służby.

odpowiedzi (0)

skomentuj