Menu Region

Real umrze, by wygrać

Real umrze, by wygrać

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Hubert Zdankiewicz

Prześlij Drukuj
Jeśli będzie trzeba umrzeć na boisku, to jesteśmy gotowi, by to zrobić. Na Anfield Road też można wygrać - zapowiada przed dzisiejszym meczem 1/8 finału Ligi Mistrzów obrońca Realu Madryt Sergio Ramos.
Jego zespół wciąż ma szanse na to, aby pokonać Liverpool i awansować do ćwierćfinału. Wszyscy w Madrycie zdają sobie jednak sprawę, że będzie to piekielnie trudne, po tym jak dwa tygodnie temu The Reds zwyciężyli nieoczekiwanie na Santiago Bernabeu 1:0. I to grając bez swojego kapitana i lidera drugiej linii Stevena Gerrarda (pojawił się na boisku dopiero w ostatnich minutach).

W trakcie tamtego meczu kontuzji doznał też Fernando Torres.
Wydawało się, że najlepszy strzelec zespołu Rafaela Beniteza nie zdoła się wyleczyć (od tamtej pory nie grał) i zabraknie go w spotkaniu rewanżowym. W niedzielę okazało się jednak, że jest na to szansa.

- Wygląda na to, że niewiele już brakuje mu do odzyskania pełnej sprawności. Pewność będę miał dopiero po kilku pełnych treningach, ale jestem optymistą. Fernando zrobi wszystko, żeby zagrać w tym meczu. Wiem, jak bardzo mu zależy, by strzelić gola Realowi - zapowiada Benitez (Torres jest wychowankiem lokalnego rywala Królewskich Atletico).

Brak Torresa to niejedyny problem hiszpańskiego menedżera Liverpoolu. Pod znakiem zapytania stoi też występ Alvaro Arbeloy, Daniela Aggera i Yossiego Benayouna.

Goście zagrają w prawie najsilniejszym składzie. Zabraknie tylko Michela Salgado, Roystona Drenthe i niezgłoszonego zimą do Ligi Mistrzów Klaasa-Jana Huntelaara.

- Obawiamy się Liverpoolu. To świetnie poukładany taktycznie zespół, w którym wszyscy rozumieją się niemal bez słów. Moim zdaniem rewanż będzie jednak zupełnie inny niż pierwszy mecz, bo The Reds, grając przed własną publicznością, nie skupią się tak bardzo na obronie własnej bramki. Postaramy się to wykorzystać - zapowiada portugalski stoper Realu Pepe.

Ranieri liczy na kibiców, Hiddink naprawił Drogbę

Ciekawie zapowiada się również inne wtorkowe spotkanie, w którym Juventus Turyn zmierzy się z Chelsea Londyn. W pierwszym meczu The Blues wygrali u siebie 1:0 po golu Didiera Drogby, ale nie jest to zaliczka, która pozwala im myśleć ze spokojem o rewanżu.

- Liczę na naszych kibiców. Ich doping powinien dodać nam skrzydeł - mówi trener Juventusu Claudio Ranieri.

Były szkoleniowiec Chelsea (w latach 2000-2004) liczy również na skuteczność Alessandro Del Piero i Davida Trezegueta. Obaj nie zagrali w ostatnim meczu ligowym z Torino (1:0). We wtorek powinni jednak wybiec w podstawowym składzie.

Zabraknie natomiast Mohameda Sissoko (złamał nogę w meczu z Torino) i prawdopodobnie Marco Marchionniego. Do zdrowia wrócili za to Nicola Legrottaglie i Zdenek Grygera.

Pewni siebie są również goście, którzy wygrali wszystkie pięć meczów, odkąd prowadzi ich Holender Guus Hiddink. Humory psuje im tylko kontuzja Nicolasa Anelki, która najprawdopodobniej uniemożliwi Francuzowi występ w dzisiejszym meczu.

- Na szczęście mamy Drogbę - mówi jednak Hiddink.

Nieprzypadkowo, bo wraz z jego pojawieniem się w Londynie napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej odzyskał formę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Drogba strzelił trzy gole w pięciu ostatnich meczach The Blues.

- Nie wiem, jakie problemy mieli z nim moi poprzednicy, bo ja nie mam żadnych. Didier ciężko pracuje na treningach, a to, co pokazuje na boisku, jest naprawdę imponujące - dodaje menedżer Chelsea.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się