Menu Region

Dr Bożena Zasępa: Większe pieniądze dla rodzin z dziećmi to...

Dr Bożena Zasępa: Większe pieniądze dla rodzin z dziećmi to nie panaceum na problemy demograficzne

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Zachodni

Agata Pustułka

4Komentarze Prześlij Drukuj
Dr Zasępa: Polityka rodzinna wymaga wyższych nakładów Dr Zasępa: Polityka rodzinna wymaga wyższych nakładów

Dr Zasępa: Polityka rodzinna wymaga wyższych nakładów (© arc prywatne)

Dziecko trzeba postrzegać nie tylko jako dobro prywatne, ale też społeczne - twierdzi dr Bożena Zasępa, politolog i polityk społeczny z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Wszyscy mówią: Polacy muszą mieć więcej dzieci! Ale nie chcą mieć? Dlaczego?
Do pytania „muszą/powinni” jeszcze zapewne wrócimy, ale na początek warto powiedzieć, że znajdujemy się obecnie w Polsce w pułapce niskiej dzietności. By jednak zdiagnozować problem, musimy się cofnąć do początku lat 90., wielkiej transformacji politycznej, gospodarczej i społecznej, w której upatruję przyczyn dzisiejszych problemów demograficznych. W tym okresie pojawiły się pierwsze symptomy kryzysu demograficznego, a jego skutki cały czas się pogłębiają. Już wtedy, głównie z powodów ekonomicznych, rodzice zaczęli podejmować decyzję o posiadaniu potomstwa w oparciu o kalkulację kosztów i korzyści.
Korzyści każdy określa indywidualnie, ale jeśli chodzi o koszty, to państwo może i powinno minimalizować lub usuwać bariery wskazywane przez obywateli. Jednym słowem chodzi o większy wkład finansowy państwa w sferę polityki rodzinnej, bowiem dziecko, posługując się językiem ekonomii, należy postrzegać także jako „dobro społeczne”, a nie tylko prywatne. Prowadzimy w Polsce szereg badań pokazujących, gdzie znajdują się słabe punkty. To przede wszystkim rynek pracy: mała stabilność zatrudnienia, relatywnie niskie płace, duża elastyczność przy jednocześnie niskim wsparciu osób „wypadających” z niego. Musimy też zdać sobie sprawę z tego, że coraz więcej osób będzie pełniło nie tylko funkcje wychowawczo-opiekuńcze w stosunku do swoich dzieci, ale równolegle funkcje opiekuńcze wobec swoich coraz dłużej żyjących rodziców. Godzenie pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi, a szerzej z życiem prywatnym, to jedno z największych wyzwań polityki rodzinnej i polityki rynku pracy. Kolejną sprawą są problemy mieszkaniowe, brak możliwości usamodzielnienia się, ale też późniejszego utrzymania mieszkania, bo charakter zatrudnienia nie jest np. wiarygodny dla banków i nie daje możliwości kredytowych. Nie odkrywamy zatem Ameryki tworząc listę przyczyn. Niestety, nadal nie rozwiązujemy problemów. Mam wrażenie, że w latach 90. w ogóle nie była prowadzona w Polsce przemyślana, systemowa i długofalowa polityka rodzinna.

Ale było już „becikowe”, teraz ma być 500 plus?
Od kilku lat pojawia się wiele inicjatyw nakierowanych na poprawę proporcji demograficznych, głównie mających stymulować liczbę urodzeń. Na ile inicjatywy te przełożą się na wzrost liczby urodzeń i wzrost wskaźnika dzietności? Nie wiem. Jestem w tej kwestii realistką i nie upatrywałam panaceum na problemy demograficzne tylko we wzroście transferów pieniężnych kierowanych do rodzin z dziećmi. Nie mniej ważna jest rozbudowa sieci usług opiekuńczych czy świadczenia rzeczowe, w które włączyć mogą się przecież pracodawcy.

Jak Polska wypada na tle Europy?
W Europie funkcjonują różne modele polityki rodzinnej. Jedne są oparte głównie na transferach pieniężnych, a inne na świadczeniu usług. Nie ma jednak wyraźnej zależności pomiędzy dominującą formą wsparcia a współczynnikami dzietności. We Francji, Wielkiej Brytanii i Irlandii dominuje - z bardzo dobrym skutkiem - wsparcie finansowe. Z drugiej strony mamy kraje nordyckie, takie jak Szwecja i Islandia, gdzie funkcjonuje głównie system wsparcia niepieniężnego. Tam nie tylko były, są i będą najlepsze perspektywy demograficzne. Jest tylko jedno „ale”, w tych wszystkich państwach na politykę rodzinną przeznacza się znacznie więcej PKB niż w Polsce. Np. w Wielkiej Brytanii to 4,4 proc., a w Polsce 1,8 proc. i jest to jeden z najniższych wskaźników w Europie, nie licząc krajów takich jak Hiszpania, Portugalia, Grecja, gdzie nakłady na politykę rodzinną są bardzo małe, ale też dzietność w tych krajach jest skrajnie niska, co stawia je w gronie najszybciej starzejących się społeczeństw. Według prognoz, Polska też znajduje się na tej drodze, ale prowadząc odpowiedzialną politykę rodzinną możemy niekorzystne trendy spowolnić. Nie możemy jednak działać akcyjnie, skokowo, np. od jednej kampanii politycznej do drugiej. To kwestia wyboru priorytetów. Wiadomo, że nie możemy sobie na wszystko pozwolić, należy wybrać najważniejsze cele. Moim zdaniem, tym jednym z najważniejszych jest zahamowanie niekorzystnych procesów demograficznych. Polityka rodzinna w Polsce jest uboga i schematyczna. Pomoc rodzinie stale - od momentu ustrojowych przemian - ograniczało zarówno państwo, jak i pracodawcy, którzy cięli koszty. Problemy demograficzne mają dziś charakter ogólnoeuropejski. Nie znam unijnego dokumentu, który nie widziałby w nich kluczowego problemu przyszłości.

Z jednej strony mamy teraz znów krócej pracować, ale za chwilę nie będzie miał kto zarobić na nasze emerytury. Dzieci pójdą później do szkoły i później wejdą na rynek pracy. Rynek pracy nie zachęca. Błędne koło.
I właśnie wracamy w pewnym sensie do pani pierwszego pytania. Zrozumienie istoty problemu starzenia się populacji, a tego procesu doświadcza i będzie coraz intensywniej doświadczała Polska, to wędrówka przez labirynt polityk publicznych, które powinny brać pod uwagę uwarunkowania demograficzne, czyli prawie wszystkich. System zabezpieczania na starość, usługi opiekuńcze, świadczenia zdrowotne, dostosowanie przestrzeni mieszkalnej i infrastrukturalnej do potrzeb populacji starzejącej się, aktywizacja seniorów - to tylko niektóre wyzwania. Ale wyzwaniem jest także społeczne, ekonomiczne i polityczne „zagospodarowanie” społeczeństwa, w którym wg prognoz w 2050 roku ponad 32 proc. obywateli stanowić będą osoby w wieku 65 plus. To warto sobie powtarzać i przemyśleć kierunki zaangażowania pieniędzy publicznych. Nie upatruję jednak „tragedii” w tym, że zgodnie z obietnicami wyborczymi partii rządzącej, obniżymy wiek emerytalny. Jestem przykładem w pełni świadomego uczestnika reformy emerytalnej z 1999 roku. I jestem pewna, że prawie każdy, kto zobaczy kwotę należnego świadczenia w wieku poniżej 67 lat, dobrowolnie wróci na rynek pracy - jeżeli będzie mógł. I regulacje minimalnego wieku emerytalnego coraz bardziej tracą na znaczeniu. Podstawowy błąd w myśleniu o przyszłych emerytach to ujmowanie ich we współczesnych kategoriach. Jestem pewna, że mój czas na emeryturze, o ile dotrwam, nie będzie identyczny z tym spędzanym przez obecne pokolenie. A co do edukacji szkolnej 6-latków w kontekście rynku pracy... Cały czas mam nadzieję, że nie chodzi tylko o wcześniejsze wejście na rynek pracy. Moja córka poszła do I klasy w wieku 7 lat, bo miałam taki wybór. I powodem nie było myślenie, że za 60 lat to zaważy na demografii. I taki wybór, jako rodzic, popieram. Między 6 a 7 lat jest „tylko” 12 miesięcy... Dla dziecka w tym wieku to być może jeszcze kosmos, dla polityków tylko rachunek. Reasumując, nie widzę w Polsce popartej konsensusem politycznym i rozsądkiem wizji polityki społecznej. Jedna opcja polityczna robi X, druga odwraca X. Mam wrażenie, że nic nie zyskujemy.

W Polsce dajemy jednak rodzinom częściej rybę zamiast wędki...
Jestem zwolenniczką opcji, aby stwarzać szansę, by Polacy mogli samodzielnie ponosić odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Wielu moich studentów chce mieć po prostu godnie płatną pracę i nie chcą oglądać się tylko na państwo, nie chcą wyciągać ręki po zasiłek. Myślę tak samo. W obecnych warunkach nie stać ich na dzieci - jak mówią. Dlatego m.in. nie wchodzą w stałe związki, nie usamodzielniają się, bo łatwiej z rodzicami podzielić się kosztami za czynsz czy jedzenie. Dochodzi do patologii, gdy para posiadająca dziecko celowo nie formalizuje związku, by mieć pierwszeństwo w zapisie do żłobka. To nie zmienia faktu, że dostrzegam wielki postęp w rozwoju instytucjonalnych form opieki nad dziećmi najmłodszymi. Znacząco wzrosła liczba miejsc w żłobkach, ale wciąż w sposób niewystarczający. Zdecydowanie należy inwestować środki na te działania, ponieważ zapewnienie świadczeń opiekuńczych przez dziadków staje się coraz częściej towarem deficytowym. Wspomnieć należy, że w ciągu dalszym niemożność zapewnienia opieki jest sygnalizowana jako jedna z podstawowych barier dzietności w Polsce.

Trzeba jednak przyznać, że zima demograficzna dotknęła też bogatych, a nie tylko takie kraje jak Polskę. Przyczyna leży chyba nie tylko w pieniądzach, ale i zmianie stylu życia.
Kraje Europy Zachodniej doświadczyły identycznych problemów jak kraje Europy Środkowej i Wschodniej, ale te zjawiska miały tam charakter ewolucyjny, a nie rewolucyjny, jak np. w Polsce, i nastąpiły zdecydowanie wcześniej. Rządy tych państw zyskały więcej czasu, by poradzić sobie z ich rozwiązaniem w sposób mniej (Niemcy) lub bardziej doskonały (Szwecja). Należ też wziąć pod uwagę, że łatwiej było i jest krajom atrakcyjnym ekonomicznie, gdzie w pierwszej kolejności popłynęły fale emigrantów, zwłaszcza po 2004 roku, gdy otwarto m.in. dla Polaków tamtejsze rynki pracy. Do państw Europy Środkowej i Wschodniej prądy kulturowe, przynoszące nowe ideologie i propagujące alternatywne niż dotychczas style życia, zbiegły się właśnie z transformacją. Trudno oceniać ten fakt, należy przyjąć go po prostu jako oczywisty kontekst zmian i jedną z przyczyn transformacji demograficznej.

Migranci „uratowali” starą Europę, a czy nas „uratują” Ukraińcy?
Saldo emigracyjne jest wciąż ujemne, bo jednak więcej osób wyjeżdża. Z danych GUS wynika - co pocieszające - że sytuacja w niewielkim stopniu, ale będzie się zmieniać na lepsze. Niestety, jak podają prognozy, w 2050 roku Polaków w ogóle będzie mniej o prawie 4 mln. Imigranci odmładzają populację, ponieważ migrują głównie ludzie młodzi. Ci zaś albo ściągają rodziny, albo je na miejscu zakładają. Problemem w przypadku Polski jest to, iż nadal jesteśmy krajem tranzytowym. Pewna część przybywających zostanie, ale większość uda się dalej. Oferta socjalna nie skłania ich do pozostania w Polsce, o czym świadczy ujemne saldo migracji zagranicznych.


*Sylwester w Katowicach 2015 z Polsatem PROGRAM + ZDJĘCIA + WIDEO
*Najlepsze życzenia noworoczne 2016 KRÓTKIE SMS I ZABAWNE
*Rolnik szuka żony ODCINEK ŚWIĄTECZNY 26 GRUDNIA
*Quiz o Gwiezdnych wojnach: Sprawdź, czy znasz i zdasz i pochwal się wynikiem
*Najpiękniejszy mural 3D w Katowicach ZOBACZ ZDJĘCIA Poznaj historię
4

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

LIBER ELITY UCITYELE EU PO SLD pzPR ZSL=ich POcieHI UCZ ONE w oxFORDZIE

+1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

777 POLACTWO TYN LEPSI CO BARDZI DRUGI EGO WYRUCHA PO POLACKU ZOOroBI W UJA (gość)  •

PO SZKOLE DYPLOM POtrzebmy u HIND USA w UK na ZMYWAKU JAK RODZINA BEZ FYRMY I UKłADUF BUSSNE SOWYh.KAPYTOLIZ RUFNYCH I ELYT RÓWNIejSZYCH PRzED URODZENIEM.

skomentuj

...zabawne...

+2 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Bożena Zasępa (gość)  •

Ktoś, kto pisze o mnie (do mnie) POLACTWO, nie zasługuje na merytoryczną odpowiedź...A najzabawniejsze jest to, że moja mama pracowała jako włókniarka a tato jako dekarz...I każdy, kto wrzuca mi ,,gadkę" o biznesach i układach, o równych i równiejszych przed urodzeniem ma u mnie czerwoną kartkę! Pozdrawiam sfrustrowanych malkontentów. Nie oglądajcie się za siebie, czerpcie ile się da z kapitału, tego dobrego, przekazanego przez rodziców. Dokładajcie coś od siebie i za kilka lat Wasze dzieci będą mogły powiedzieć: ,,Najwięcej zawdzięczam sobie, ale NAJWIĘCEJ rodzicom, dziadkom, pradziadkom...rodzinie..."

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dzietność w kapitalistycznym raju i wg świetlanego feministycznego światopoglądu

+2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

POdPIS (gość)  •

Wygląda tak

1,3 katastrofa demograficzna ! Czterolatki do szkoły, faceci do zawodówek i jak najszybciej zarabiać na pańskie ośmiorniczki, żadne tam ideologie o pragnącym i chłonącym wiedzę dziecięcym mózgu.

skomentuj

Re: Dzietność w kapitalistycznym raju i wg świetlanego feministycznego światopoglądu

+1 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Bożena Zasępa (gość)  •

Zastanawiam się, gdzie i kiedy powiedział to, co powiedziałam wg POdPIS???

odpowiedzi (0)

skomentuj