W weekend szefowa Związku Wypędzonych zapowiedziała, że jednak zasiądzie w radzie fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie".
. Choć w połowie minionego tygodnia została zmuszona do rezygnacji z miejsca w radzie fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie", już w weekend szefowa Związku Wypędzonych zapowiedziała, że w radzie jednak zasiądzie.. Choć w połowie minionego tygodnia została zmuszona do rezygnacji z miejsca w radzie fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie", już w weekend szefowa Związku Wypędzonych zapowiedziała, że w radzie jednak zasiądzie.
Kiedy? Za "trzy tygodnie, za trzy miesiące, a może trzy lata" - oświadczyła Steinbach w rozmowie z tygodnikiem "Der Spiegel". I dodała: "To wspaniały miecz Damoklesa". Tymi słowami posłanka CDU na nowo rozjątrzyła polsko-niemieckie spory.
Zamiast wylać oliwę na wzburzone fale - dolała oliwy do przygasającego ognia.
Wypowiedzi posłanki CDU to riposta wymierzona w polski rząd, przede wszystkim we Władysława Bartoszewskiego. To właśnie pełnomocnik premiera Tuska ds. relacji międzynarodowych przekonał kanclerz Merkel, że dla Steinbach nie może być miejsca w radzie, która zarządzać będzie Widocznym Znakiem - placówką poświęconą wypędzeniom Niemców u schyłku i po zakończeniu wojny.
Na dodatek po powrocie z Berlina profesor Bartoszewski nazwał szefową Związku Wypędzonych "anty-Polką". Stein-bach "tak się nadaje do pertraktacji z Polską jak zdecydowany antysemita do pertraktacji z Jerozolimą" - ironizował.
Steinbach odpowiada, że Polska nie ma prawa mieszać się w wewnętrzne sprawy Niemiec. Oskarża, że Polacy zapomnieli o przesłaniu swoich biskupów: "Przebaczamy i prosimy o wybaczenie". Steinbach powołuje się przy tym na osobiste doświadczenia: "Mój ojciec w 1939 r. wkroczył do Polski. Potem był lotnikiem. Moja rodzina ze strony ojca pochodzi zresztą ze Śląska i wielu moich wujów i ciotek zostało stamtąd wypędzonych w 1946 r. Ale to Polaków naturalnie nie interesuje". Twierdzi, że jej ojciec jako żołnierz nie miał "wyboru. Tym bardziej nie miały go kobiety i dzieci".
To nie koniec wymiany ciosów i polemik.
Prof. Bartoszewski w środę opublikuje odpowiedź na list przewodniczącego Bundestagu Norberta Lammerta, który zaapelował do niego o ostrożniejszy dobór "słów i tonu" .
Jednak już wczoraj, przy okazji wykładu w Sopocie, prof. Bartoszewski odniósł się do ataków posłanki CDU: - Prawda jest taka, że rodzina Steinbach żadnych krzywd od Polaków nie doznała. Czy gdyby feldwebel Steinbach został w latach 40. ubiegłego wieku skierowany do Lyonu, zamiast do Gdyni, to jego córka miałaby dziś pretensje do rządu francuskiego, że nie mieszka w Lyonie?
Prof. Bartoszewski zapowiedział też, że w odpowiedzi dla Lammerta przytoczy wypowiedzi Steinbach, które podważą przekonanie przewodniczącego Bundestagu, jakoby szefowa Związku Wypędzonych była zaangażowana "na rzecz pamięci i pojednania, zwłaszcza w stosunkach polsko-niemieckich". Doradca premiera Tuska podał jeden przykład: "Nie trzeba wysyłać bombowców, wystarczy nie przyjąć Polski do UE i NATO" - miała dowodzić Steinbach.
Steinbach powtarzała również, że wypędzenie Niemców było zbrodnią obciążającą m.in. Polaków. W 1991 r. głosowała przeciwko uznaniu granicy na Odrze i Nysie, a także krytycznie wypowiadała się o przyjęciu Polski do Unii.
Nawet w ostatnim wywiadzie dla "Spiegla" Steinbach zanotowała bulwersującą wpadkę. Stwierdziła, że już przed drugą wojną w Polsce "wysyłano kartki, na których granica tego kraju przebiegała obok Berlina".
Kłopot w tym, że dokładnie tego samego argumentu używała podczas II wojny hitlerowska propaganda.
Historycy potwierdzają, że kartki z tak wykreśloną granicą zachodnią rzeczywiście istniały. Jedną z najsłynniejszych - przedstawiającą Rzeczpospolitą ze Szczecinem i Wrocławiem - wydał ks. Karol Milik, który zresztą w 1945 r. został pierwszym polskim administratorem apostolskim archidiecezji wrocławskiej.
- Ale takich argumentów jak Steinbach nie wolno dziś przywoływać. To wyrywanie historycznych faktów z kontekstu - twierdzi prof. Włodzimierz Suleja z wrocławskiego IPN. - To tak, jakbyśmy chcieli wyciągać wnioski z mapy, którą w 1919 r. opracowało litewskie biuro geograficzne. Mapa prezentowała granice Wielkiego Księstwa Litewskiego w najszerszym możliwym wymiarze: niemal całą Ukrainę i Białoruś oraz Pomorze Gdańskie i Prusy Wschodnie. To była po prostu propagandowa gra typowa dla tamtych czasów.
Obrońcy Steinbach twierdzą jednak, że Polacy demonizują szefową Związku Wypędzonych. Thomas Urban, korespondent dziennika "Süddeutsche Zeitung" w Polsce, którego prof.
Bartoszewski nazwał ghost-writerem Steinbach, pyta w rozmowie z "Polską": - Dlaczego Bartoszewski publicznie bronił Steinbach, nazywając ją w 1999 r. na konferencji w Monachium - "kobietą racjonalną"? Dlaczego zmienił zdanie? To prawda, że 18 lat temu głosowała przeciw granicy na Odrze i Nysie - przyznaje niemiecki dziennikarz. - Ale 16 lat temu pogodziła się z tą granicą. To prawda, że wejście Polski do UE chciała uzależnić od symbolicznego odszkodowania dla wypędzonych, ale koniec końców w Bundestagu oddała głos za rozszerzeniem Unii.
Spór o Steinbach i Widoczny Znak zatacza coraz szersze kręgi. Ostatnie mocne wypowiedzi doradcy premiera Tuska poparli w niemal identycznych słowach nawet Lech Kaczyński i jego brat Jarosław.
- Prof. Bartoszewski używa niekiedy języka nazbyt ostrego, ale w tym wypadku go nie użył. Powiedział po prostu prawdę- stwierdził prezes PiS. Prezydent, który podczas różnych spotkań demonstracyjnie nie zauważa byłego szefa dyplomacji, oświadczył: - Podpisałbym się pod tym, co powiedział prof. Bartoszewski.
Ale, jak twierdzą eksperci, Steinbach również zdobywa sojuszników, np. premier Bawarii chce wyróżnić szefową Związku Wypędzonych najwyższym odznaczeniem swego landu.
- Nagle Steinbach uzyskała w Niemczech status bohaterki. Pisano, że stała się ofiarą "polskiego szantażu" - komentuje Marek A. Cichocki, doradca prezydenta Kaczyńskiego i ekspert Centrum Europejskiego Natolin.
Przed polskimi władzami zatem kolejna trudna partia dyplomatycznych szachów: jak sprawić, żeby zmuszenie Steinbach do rezygnacji nie okazało się pyrrusowym zwycięstwem? Jak Niemców przekonać do naszych racji, a nie tylko zmusić ich do ustępstw?
Na razie rząd w Berlinie trzyma się ustaleń z Polską.
- Słowa pani Steinbach o mieczu Damoklesa oceniam jako nieodpowiedzialne. Trzeba tu sobie rzeczywiście zadać pytanie, jak ważne są dla niej stosunki polsko-niemieckie - stwierdził minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier, który ma wkrótce spotkać się z ministrem Radosławem Sikorskim. Spotkanie zaplanowano na Śląsku; z Wrocławia pochodzi rodzina matki Steinmeiera.
Współpraca: Maciej Domagała, Anna Dudek, Anna Przybyll
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.