Erika Steinbach przechodzi do kontrataku
Data dodania: Ostatnia aktualizacja:
Kiedy? Za "trzy tygodnie, za trzy miesiące, a może trzy lata" - oświadczyła Steinbach w rozmowie z tygodnikiem "Der Spiegel". I dodała: "To wspaniały miecz Damoklesa". Tymi słowami posłanka CDU na nowo rozjątrzyła polsko-niemieckie spory. Zamiast wylać oliwę na wzburzone fale - dolała oliwy do przygasającego ognia.
Wypowiedzi posłanki CDU to riposta wymierzona w polski rząd, przede wszystkim we Władysława Bartoszewskiego. To właśnie pełnomocnik premiera Tuska ds. relacji międzynarodowych przekonał kanclerz Merkel, że dla Steinbach nie może być miejsca w radzie, która zarządzać będzie Widocznym Znakiem - placówką poświęconą wypędzeniom Niemców u schyłku i po zakończeniu wojny.
Na dodatek po powrocie z Berlina profesor Bartoszewski nazwał szefową Związku Wypędzonych "anty-Polką". Stein-bach "tak się nadaje do pertraktacji z Polską jak zdecydowany antysemita do pertraktacji z Jerozolimą" - ironizował.
Steinbach odpowiada, że Polska nie ma prawa mieszać się w wewnętrzne sprawy Niemiec. Oskarża, że Polacy zapomnieli o przesłaniu swoich biskupów: "Przebaczamy i prosimy o wybaczenie". Steinbach powołuje się przy tym na osobiste doświadczenia: "Mój ojciec w 1939 r. wkroczył do Polski. Potem był lotnikiem. Moja rodzina ze strony ojca pochodzi zresztą ze Śląska i wielu moich wujów i ciotek zostało stamtąd wypędzonych w 1946 r. Ale to Polaków naturalnie nie interesuje". Twierdzi, że jej ojciec jako żołnierz nie miał "wyboru. Tym bardziej nie miały go kobiety i dzieci".
To nie koniec wymiany ciosów i polemik.
Prof. Bartoszewski w środę opublikuje odpowiedź na list przewodniczącego Bundestagu Norberta Lammerta, który zaapelował do niego o ostrożniejszy dobór "słów i tonu" .
Jednak już wczoraj, przy okazji wykładu w Sopocie, prof. Bartoszewski odniósł się do ataków posłanki CDU: - Prawda jest taka, że rodzina Steinbach żadnych krzywd od Polaków nie doznała. Czy gdyby feldwebel Steinbach został w latach 40. ubiegłego wieku skierowany do Lyonu, zamiast do Gdyni, to jego córka miałaby dziś pretensje do rządu francuskiego, że nie mieszka w Lyonie?
Prof. Bartoszewski zapowiedział też, że w odpowiedzi dla Lammerta przytoczy wypowiedzi Steinbach, które podważą przekonanie przewodniczącego Bundestagu, jakoby szefowa Związku Wypędzonych była zaangażowana "na rzecz pamięci i pojednania, zwłaszcza w stosunkach polsko-niemieckich". Doradca premiera Tuska podał jeden przykład: "Nie trzeba wysyłać bombowców, wystarczy nie przyjąć Polski do UE i NATO" - miała dowodzić Steinbach.
Steinbach powtarzała również, że wypędzenie Niemców było zbrodnią obciążającą m.in. Polaków. W 1991 r. głosowała przeciwko uznaniu granicy na Odrze i Nysie, a także krytycznie wypowiadała się o przyjęciu Polski do Unii.
Nawet w ostatnim wywiadzie dla "Spiegla" Steinbach zanotowała bulwersującą wpadkę. Stwierdziła, że już przed drugą wojną w Polsce "wysyłano kartki, na których granica tego kraju przebiegała obok Berlina".
Kłopot w tym, że dokładnie tego samego argumentu używała podczas II wojny hitlerowska propaganda.
Historycy potwierdzają, że kartki z tak wykreśloną granicą zachodnią rzeczywiście istniały. Jedną z najsłynniejszych - przedstawiającą Rzeczpospolitą ze Szczecinem i Wrocławiem - wydał ks. Karol Milik, który zresztą w 1945 r. został pierwszym polskim administratorem apostolskim archidiecezji wrocławskiej.
