Menu Region

Niech rząd nie walczy ze Steinbach

Niech rząd nie walczy ze Steinbach

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mariusz Staniszewski

5Komentarzy Prześlij Drukuj
W polityce zagranicznej Niemcy nie odpuszczają. Czasem odkładają tylko sprawy na później. Bo tu chodzi o ich interesy.
Naiwnością było sądzić, że sprawa zasiadania Eriki Steinbach w radzie fundacji Widoczny Znak została zakończona. Szefowa Związku Wypędzonych wcale nie zamierza odpuszczać. Odczeka chwilę i swój plan zrealizuje. Wcześniej czy później. Zadaniem naszych władz jest przygotować się do tego.

Przekonywać Niemców już nie ma sensu. Oni mają na temat Steinbach i Widocznego znaku wyrobioną opinię. Nie dotrze do nich to, że mówienie o polskich zbrodniach wobec Niemców, jest - delikatnie mówiąc - bezczelnością. Część obywateli Niemiec nigdy nie przyjmie do wiadomości, że jeśli przywódcy ich kraju kiedyś podpalili całą Europę, to nie mogą mieć pretensji, że zapalił się także ich kraj.

Oni nie uznają, że cierpienia Polaków, Żydów, Czechów, Francuzów, Brytyjczyków, Holendrów, Greków, Serbów czy nawet Rosjan - przez dwa lata sojuszników Hitlera - nie równoważą się z cierpieniami Niemców. Nie rozumieją czegoś, co jak się wydaje, nie potrzebuje żadnych uzasadnień.
Polacy powinni mówić teraz do innych krajów Europy. Tych, które pamiętają jeszcze, kto w ostatniej wojnie był oprawcą, a kto ofiarą.

Powinniśmy pokazać Europejczykom dom, z którego została "wypędzona" rodzina Eriki Steinbach. Także polską rodzinę wyrzuconą z domu, by mała Erika miała, gdzie mieszkać. Zróbmy tam konferencję o wypędzeniach i zaprośmy szefową Związku Wypędzonych. Ciekawe, co będzie chciała powiedzieć ludziom, których jej bliscy traktowali jak podludzi. Naszym zadaniem musi być obnażenie niemieckiej hipokryzji w sprawie wypędzeń. Tu przecież nie chodzi o żadne pojednanie, ale o interesy.

Jeśli dziś uda się wykazać, że Polacy dokonali zbrodni przeciwko ludzkości - jak mówi Steinbach - jutro będzie można żądać od Polski odszkodowań. I choć dziś wydaje się to wizją niewiarygodną, to jutro nie musi być to tak oczywiste. Przecież gdy premier Tadeusz Mazowiecki przekazywał znak pokoju kanclerzowi Helmutowi Kohlowi, nikt nie sądził, że kilkanaście lat później grupa Niemców będzie domagała się zwrotu majątków pozostawionych na obecnych ziemiach polskich.

W polityce zagranicznej nie ma spraw, które Niemcy odpuszczają. Czasem odkładają je tylko na później. Sprawa wraca, gdy zmienia się atmosfera. Tak było z Widocznym Znakiem. Poprzedni rząd kwestionował projekt w całości. Ekipa PO-PSL zgodziła się na projekt pod warunkiem, że nie będzie fałszował historii. To wystarczyło, by promować wersję historii Eriki Steinbach. Polski rząd nie powinien tracić energii na walkę z szefową Związku Wypędzonych. W ten sposób buduje jej popularność.

Tu chodzi raczej o wykazanie, że projekt pod nazwą "Widoczny znak" jest historycznym oszustwem.


Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

5

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Panie Mariuszu jest pan mocno zwazony na tym zdjeciu

+2 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

fanka (gość)  •

co Pan jadł dzien wczesniej?

odpowiedzi (0)

skomentuj

Niemcy? Jacy "Niemcy"?

+3 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

W artykule jest szereg skrótów charakterystycznych dla traktowania Niemiec z naszej polskiej strony. Np. „Niemcy nie odpuszczają”, „Przekonywać Niemców już nie ma sensu”, „Oni mają na temat Steinbach i Widocznego znaku wyrobioną opinię”, Niemcy to i Niemcy tamto. A ja pytam: jacy Niemcy? Nazwiska poproszę. Wszyscy? Bo tam mieszka 80 milionów ludzi.

Buduje się teorię relacji polsko-niemieckich na takich uogólnieniach a jak wygląda prawda? Czy to „Niemcy” domagają się zwrotu polskich majątków czy też może „grupa Niemców”. Różnica istotna. Może warto powiedzieć co to za „grupa”. Okaże się wtedy, że jest bez znaczenia prawnego, politycznego, bez wsparcia w niemieckim rządzie, parlamencie, w Polsce i Europie (Unia). Owszem, nie powinno się mieszać ofiar z oprawcami ale ta reguła musi obowiązywać wszystkich. Nie można jej sprowadzić do czarno-białego twierdzenia: wszyscy Niemcy byli sprawcami a wszyscy Polacy ofiarami. Koniec kropka. Czy się nam podoba czy nie, fakty wyglądają inaczej.

Weźmy taką panię Steinbah. Od razu dodaję, że nie jest dla mnie postacią sympatyczną. Więcej: nie lubię jej. Mam prawo kogoś nie lubić, bo uczucia nie podlegają kontroli czy nakazaom prawnym, po prostu są. Ale nie mam prawa mówić: dwuletnia niemiecka dziewczynka (bo tyle miała ta pani w 1945 roku) to był „sprawca”. Otóż nie. To było dziecko, które musiało opuścić swój rodzinny dom i tyle. Inaczej mówiąc: czy mamy prawo od dwuletniego dziecka wymagać aby powiedziało: słusznie cierpiałam, bo moi rodzice napadli na Polskę. Oczywiście możnaby zbyć całą sprawę w tym konkretnym przypadku i powiedzieć: a co tam może dwuletnie dziecko wiedzieć. A gdyby miało osiem lat? A były i takie. Gdzie jest granica?

Czy o każdej zamordowanej czy zgwałconej przez Rosjan niemieckiej dziewczynie mamy powiedzieć „dobrze ci, bo to za karę”? Jeśli tak to za jaką karę, jeśli niczego złego nie zrobiła? Czy mamy pochwalać zasadę odpowiedzialności zbiorowej? Jeśli tak to pochwalamy barbarzyństwo i stawiamy się na równi z barbarzyńcami. A może lepiej zakazać o tym mówić i pozostać przy wygodnym czarno-białym obrazie historii? I znowu wątpię.

Bo tylko prawda wyzwala. A prawda jest niepodzielna. Trzeba pokazywać cały ogrom zbrodni hitleryzmu i podkreślać kto zaczął wojnę ale czy mamy np. usprawiedliwiać wszystko co robią Amerykanie w Iraku albo Izraelczycy w Libanie, bo to „nie oni zaczęli”?


odpowiedzi (0)

skomentuj

Drobne sprostowanie

+2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

A (gość)  •

Pisze Pan: "Przecież gdy premier Tadeusz Mazowiecki przekazywał znak pokoju kanclerzowi Helmutowi Kohlowi, nikt nie sądził, że kilkanaście lat później grupa Niemców będzie domagała się zwrotu majątków pozostawionych na obecnych ziemiach polskich".
Chyba nie do końca tak; byli tacy, którzy o tym i mówili, i pisali tylko wówczas - podobnie zresztą jak i obecnie - nazywano ich oszołomami, ciemnogrodem, eurofobami itp.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Sami kreaujemy

+3 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Borys (gość)  •

to wszystko i wyolbrzymiamy to wszystko. W Niemczech Stainbach nie jest wogole znana a to ze Merkel spotkala sie z nia to tak samo jak Tusk spotka sie z Chojarska, ktora rowniez jest osoba publiczna. Nie mamy o czym rozmawiac czy pisac to znajdujemy taka Stainbach i spin doctorujemy wszystko no i przede wszystkim gramy tych biednych, upokorzonych Polaczkow. Zajmijmy ise Darfurem, zrobmy cos dobrego dla innych a przede wszystkim zajmijmy sie dniem dzisiejszym

odpowiedzi (0)

skomentuj

Cała prawda

+3 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Sławol64 (gość)  •

W sprawie Eriki Steinbach napisano już wiele,ale ten artykuł w treści dopiero jest zrozumiały,w nim zawarta jest prawda oczywista.Rzeczywiście Niemcy w polityce zagranicznej nie odpuszczają,czasem tylko pewne sprawy odkładają na póżniej.Brawo panie Mariuszu,trafił pan w sedno sprawy.

odpowiedzi (0)

skomentuj