Menu Region

Tusk pragnie sukcesu w Unii

Tusk pragnie sukcesu w Unii

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mariusz Staniszewski

Prześlij Drukuj
Radosław Sikorski nadal jest w grze o stanowisko sekretarza generalnego NATO - stwierdził wczoraj prezydent Lech Kaczyński.
Była to odpowiedź na informacje niemieckich mediów, które podały, że decyzja w tej sprawie już zapadła. Przywódcy najważniejszych państw Europy mieli uzgodnić, że szefem paktu zostanie premier Danii Anders Fogh Rassmussen.

Wsparcie dla Sikorskiego

Nawet jeśli szanse szefa polskiej dyplomacji na fotel szefa NATO są niewielkie, to jednak nasz rząd nadal będzie prowadził ofensywę dyplomatyczną w tej sprawie.
Stąd przecież wzięła się nominacja byłej pisowskiej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi na ambasadora Polski przy ONZ. W zamian za to Lech Kaczyński ma zabiegać o poparcie dla kandydatury Sikorskiego wśród krajów nadbałtyckich. Zgodna na wysłanie Fotygi do ONZ zapadła, gdy jasne było, że szanse Sikorskiego są nikłe. Demokratyczny prezydent USA nie zaakceptuje na stanowisku przewodniczącego NATO polityka kojarzonego z Republikanami. A tak jest z obecnym szefem MSZ.

Cimoszewicz na rozbicie lewicy
Ale Sikorski jest tylko jednym elementem gry o najwyższe stanowiska w Europie oraz otwierania się na nowe środowiska w kraju. Donald Tusk chce być premierem wszystkich Polaków.
Sygnałem potwierdzającym nową strategię Tuska jest namówienie Włodzimierza Cimoszewicza do kandydowania na szefa Rady Europy.

- Cieszę się, że premier otwiera się na nowe środowiska - mówi Dariusz Rosati, lider ruchu Porozumienie dla Przyszłości. Robi jednak dobrą minę do złej gry. Bo popierając Cimoszewicza, premier zadał ciężki cios dwóm blokom lewicowym, które startują w wyborach do europarlamentu. Biorąc pod swoje skrzydła jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy lewicy, Tusk wykonuje ten sam manewr, jaki zrobił w czasie ostatniej kampanii wyborczej. Wówczas w debacie z Aleksandrem Kwaśniewskim zwrócił się do wyborców SLD i SdPl, mówiąc, że nie warto marnować głosów na małe partie. Teraz przekaz jest podobny.

Promując Cimoszewicza, premier zmywa z siebie także plamę powstałą w czasie wyborów prezydenckich sprzed czterech lat. Wówczas ludzie Tuska za pomocą nieprawdziwych oskarżeń przez Annę Jarucką wyeliminowali Cimoszewicza z gry o fotel prezydenta. Jarucka zarzuciła, że kandydat lewicy złożył nieprawdziwe oświadczenie majątkowe.

Teraz Tusk podkreśla kwalifikacje Cimoszewicza i wysyła go za granicę. Dzięki temu wykorzystuje politykę zewnętrzną do gry w kraju.

Silna pozycja Buzka
Jego celem jest przecież sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a potem prezydenckich i parlamentarnych. Zwycięstwo w czerwcowych wyborach do europarlamentu może otworzyć drogę do najwyższego stanowiska w tej instytucji. Spośród Polaków największe szanse na zostanie przewodniczącym PE ma Jerzy Buzek.

Jego pozycja jest tak silna, że nie musi się nawet zapisywać do Platformy, by wystartować w wyborach. Mimo że wcześniej premier zapowiadał, że tylko członkowie partii będę mieli wstęp na listy. - Już dawno rozmawiałem na ten temat z Donaldem Tuskiem i decyzję zostawiłem kierownictwu PO - mówi Buzek. - Jeśli jest taka reguła, to mogą być od niej wyjątki. I wygląda na to, że ja nim jestem - dodaje.

Ale w grę wchodzą jeszcze fotele szefa europejskiej dyplomacji - kandydatem jest Jacek Saruysz-Wolski - oraz wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej ds. gospodarki lub finansów - tu rząd promuje Janusza Lewandowskiego.

Polska ofensywa na stanowiska

- Polska już tyle razy pokazała swoje kwalifikacje, że nadszedł czas, by obejmować kluczowe stanowiska w Europie - tłumaczy Andrzej Olechowski, były minister spraw zagranicznych.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się