Menu Region

Nacjonalizacja nie jest taka zła

Nacjonalizacja nie jest taka zła

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

rozmowia Anna Gwozdowska

Prześlij Drukuj
Dużych banków na skraju bankructwa nie można po prostu zamknąć, bo to jeszcze bardziej pogrąży gospodarkę. Lepiej je na jakiś czas znacjonalizować. - przekonuje doradca szwedzkiego banku centralnego, w rozmowie z Anną Gwozdowską.
Według Paula Krugmana, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, prezydent Obama zamiast hamletyzować, powinien pozwolić na przejęcie przez państwo banków bliskich bankructwa. Także inni eksperci doradzają nacjonalizację, powołując się na przykład Szwecji. W1992 r. szwedzki rząd, z powodu kryzysu gospodarczego, zdecydował się na przejściowy wykup udziałów prywatnych banków. Czy to jednak nie jest igranie z ogniem? Tym razem kryzys ma zasięg globalny, a nacjonalizacja to w cywilizacji zachodniej temat tabu.

Zdaję sobie sprawę, że w USA i Wielkiej Brytanii, tak bardzo przywiązanych do zasad wolnego rynku, także w Europie Wschodniej, nacjonalizacja to prawie herezja. Słyszałem, że w USA niektórzy eksperci próbują nawet używać słowa "prereprywatyzacja", tylko po to, aby uniknąć pojęcia nacjonalizacja. To słowo budzi ogromny opór. Według mnie zupełnie niesłusznie.
To proszę mnie przekonać, że nacjonalizacja to nic złego… Zapomnijmy o negatywnych konotacjach słowa nacjonalizacja. Tym bardziej, że niebezpieczeństwo związane z przekazywaniem bankom zwykłych subsydiów, a to się teraz dzieje w wielu krajach, jest o wiele większe. Grozi zepsuciem rynku.

Dlaczego?
Łączne zaangażowanie środków publicznych we wsparcie sektora bankowego w Unii Europejskiej sięga w tej chwili ogromnych sum. A to oznacza, że państwa europejskie wspierają banki, które lekkomyślnie inwestowały w toksyczne papiery i podejmowały największe ryzyko, bez żadnej gwarancji, że nie popełnią tych błędów raz jeszcze. Przecież musi istnieć jakaś kara za doprowadzenie banków na skraj bankructwa. W przypadku nacjonalizacji karą jest właśnie przejęcie przez państwo udziałów banku. Pamiętajmy, że w latach 90. każda korona włożona w bank przez państwo oznaczała utratę jednej korony przez udziałowców. To zabolało.

Dlatego lepiej nacjonalizować?
Jeśli nie ma lepszej alternatywy, a gospodarka jest w dramatycznym stanie, to trzeba nacjonalizować. To może być jedyny sposób, żeby zminimalizować straty. Trzeba oczywiście mieć bardzo jasny plan reprywatyzacji.

Czy trudno było przekonać Szwedów do tego rozwiązania?
Na początku lat 90. znaleźliśmy się w bardzo głębokim kryzysie, i to w trzech odmianach: finansowej, monetarnej, bo trwały ataki spekulacyjne na szwedzką koronę, i budżetowej. Rządziła wtedy, co ciekawe, koalicja partii centro-prawicowych. Nikt nie spodziewał się po nich nacjonalizacji. Zresztą dziś jest podobnie. W Szwecji rządzi koalicja partii liberalno-konserwatywnych.

Jak więc doszło do realizacji pomysłu z arsenału radykalnej lewicy?
Kiedy państwo znajduje się w tak kiepskiej sytuacji jak Szwecja w latach 90. i największe banki w kraju mają poważne kłopoty, nie ma specjalnego wyboru. Oczywiście, można najpierw próbować przekonać udziałowców, żeby dokapitalizowali swoje banki. Ale kiedy nie mogą lub nie chcą tego zrobić, trzeba przejść do planu B. Sęk w tym, że dużego banku nie można tak po prostu zamknąć. Jak mówi się dziś w USA, niektóre banki są zbyt duże, żeby pozwolić im zbankrutować.

Właściwie dlaczego nie?
Bo są zbyt ważne dla systemu finansowego i gospodarczego państwa. Obywatele trzymają w nich swoje oszczędności, a dla firm są źródłem kredytów. Poza tym doświadczenia związane z bankiem Lehman Brothers pokazują, że zamknięcie tak dużej instytucji finansowej powoduje jeszcze większą nerwowość na rynku, a to nie jest dobre dla gospodarki.

Jakie problemy miała Szwecja ze swoimi bankami w latach 90.?

W latach 1991-1992 w Europie panowała recesja. U nas też. Szwedzka gospodarka jest mocno uzależniona od eksportu, dlatego dla nas recesja była szczególnie bolesna. Zresztą dziś jest podobnie. Wtedy problemy zaczęły się paradoksalnie od tego, że w latach 80. Szwecja przechodziła bardzo dobry okres, wartość eksportu rosła. Szybko powiększały się także wynagrodzenia i koszty działania firm, a to niestety doprowadziło do tego, że Szwecja przestała być konkurencyjna na światowym rynku. Kiedy przyszła recesja, trudniej było się nam bronić. Zbankrutowało wtedy sporo prywatnych firm, a ich straty obciążyły system bankowy. Na początku największe problemy miał rynek nieruchomości. W Szwecji mieliśmy wtedy mnóstwo nieruchomości, szczególnie komercyjnych, przeznaczonych na biura i centra handlowe, wybudowanych w tłustych latach 80. I nagle skończył się na nie popyt, a ludzie przestali spłacać kredyty.

Zupełnie jak dziś…
Właśnie tak. Zresztą prawie wszystkie kryzysy zaczynały się od bąbla na rynku nieruchomości. Wystarczy wspomnieć choćby amerykański kryzys kredytowy z lat 80.
1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się