Ponure wieści o tym kryzysie są zawsze blisko - dbają o to media
Data dodania: Ostatnia aktualizacja:
Dziennikarze na falach eteru od świtu przesłuchują polityków i finansowych ekspertów, próbując dowiedzieć się czegoś nowego na temat opcji pogrążających nasze firmy, kursu waluty, przestraszonych inwestorów i krążących wokół naszych oszczędności międzynarodowych szajek spekulantów.
Obrazu nadciągającej apokalipsy dopełnia lektura dziennika porzuconego w porannym metrze przez udręczonego współpasażera. Katastrofa finansowa, dno kryzysu, deficyt i spadki inwestycji to frazy, które od kilku miesięcy nie schodzą z czołówek gazet. Jak w tym wszystkim zdobyć się na optymizm?
Czy ten kryzys byłby równie straszny w świecie bez mediów, które stale nam o nim przypominają? Czy myślelibyśmy o tym, że Europejski Bank Centralny tnie stopy, a bank angielski przekracza kolejny Rubikon, decydując się na dodrukowanie pieniędzy dla "podpompowania" kulejącej gospodarki?
Czy rozpaczalibyśmy nad chwiejnym budżetem, gdyby nie przypominały nam o tym stale serwisy informacyjne, które osaczyły nas z wielu stron? Nie. Pewno wstalibyśmy rano, wypili kawę i odwieźli dzieci do szkoły.
Może więc czas przestać się przejmować czarnowidztwem i zacząć wyglądać wiosny. Tym bardziej że zgodnie z opiniami socjologów mamy predyspozycje do tego, by przetrwać ten kryzys lepiej niż obywatele Stanów Zjednoczonych czy zwykle sytych gospodarek Europy Zachodnich.
Profesor Janusz Czapiński tłumaczył w tym tygodniu naszej koleżance Paulinie Nowosielskiej, że kryzys to dla nas żadna nowość i dzięki temu mieliśmy jako naród już wielokrotnie okazję wyprodukować przeciwciała na ten rodzaj choroby.
Przeżyliśmy już fatalny początek lat 90., gwałtowny spadek poziomu życia i masowe bezrobocie, potem kolejne spowolnienie gospodarcze, gdy rząd Jerzego Buzka wprowadził cztery reformy społeczne. Wzrost naszego PKB wynosił wtedy tylko 1 proc.! I jakoś sobie daliśmy z tym radę. Nie było masowej depresji i wielkiej smuty. Po pogorszeniu przyszło polepszenie - i pewno tak będzie i teraz.
