Menu Region

To pozorny triumf Polski nad Steinbach

To pozorny triumf Polski nad Steinbach

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Andrzej Godlewski

2Komentarze Prześlij Drukuj
Polski rząd przycisnął Angelę Merkel do muru. Kanclerz Niemiec będzie długo o tym pamiętać.
Pod datą 4 marca 2009 Erika Steinbach będzie mogła dopisać w swoim CV, publikowanym na stronie internetowej, nowy tytuł. Oprócz patronatu nad organizacją kobiet syjonistek w Niemczech i członkostwa w stowarzyszeniu na rzecz osób chorych umysłowo może już dodać, że została nowym niemieckim męczennikiem. Wczoraj Steinbach ogłosiła, że "na razie" nie wejdzie do rady fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie", a kierowany przez nią Związek Wypędzonych "demonstracyjnie" nie obsadzi przysługującego mu miejsca.

W ten sposób Steinbach poświęca się dla sprawy upamiętnienia cierpień Niemców wysiedlonych ze wschodu, to znaczy umożliwia szybkie rozpoczęcie prac fundacji.
W tym kontekście dziwi mnie reakcja niektórych polskich polityków i komentatorów, którzy tak bardzo cieszą się z tej decyzji. Przecież teraz ośrodek w Berlinie dokumentujący wysiedlenia Niemców powstanie jeszcze szybciej, a dzięki "wojnie z Polską" Steinbach stanie się w Niemczech popularnym politykiem. Dla kogoś, kto był dotąd mylony z ministrami Steinmeierem i Steinbrückiem, to bezcenne osiągnięcie, szczególnie przed wrześniowymi wyborami.

To prawda, że Erika Steinbach nie jest najlepszą osobą, której można powierzyć kształtowanie pamięci historycznej Niemców. Jeszcze do zjednoczenia Niemiec w 1990 r. zachodnioniemieckie stacje telewizyjne pokazywały na mapach pogody granice z 1937 r. Co prawda były one oznaczane cieńszą linią niż granice z 1945 r., ale codziennie każdemu widzowi przypominano o terenach utraconych na wschodzie. Po podpisaniu traktatu granicznego przez rząd Helmuta Kohla kultywowanie pamięci o "byłych Niemczech Wschodnich" pozostało już tylko domeną ziomkostw wypędzonych (w ich nomenklaturze dawna NRD to historyczne "Niemcy Środkowe"). Do tego nurtu włączyła się w latach 90. Erika Steinbach.

Podając datę i miejsce urodzenia, Steinbach wpisuje "25.07.1943, Rahmel/ Westpreußen". Ta banalna informacja doskonale oddaje jej myślenie o historii. Rahmel to przecież Rumia, która po kampanii wrześniowej 1939 r. wraz za całym polskim Pomorzem została wcielona do III Rzeszy jako prowincja "Danzig-Westpreußen", czyli Gdańsk-Prusy Zachodnie. To z tego regionu już w październiku 1939 r. zaczęły się wysiedlenia Polaków do Generalnej Guberni. Polacy mogli wziąć ze sobą tylko bagaż do 25 kilogramów, jedzenie na dwa dni i najwyżej 20 złotych. Zostawić należało meble, zwierzęta domowe oraz klucze w drzwiach domów i mieszkań. Ten modus operandi stworzony przez Niemców powtarzał się w kolejnych latach w różnych częściach Europy, aż dotknął samych Niemców. W takim oczyszczonym z Polaków "Westpreußen" urodziła się Erika Steinbach, córka podoficera armii okupacyjnej.

Jednak nie tylko "grzech urodzenia" dyskwalifikuje starania Steinbach o funkcję kustosza trudnych relacji polsko-niemieckich. Szefowa Związku Wypędzonych głosowała przecież w grudniu 1991 r. w Bundestagu przeciw uznaniu granicy Niemiec na Odrze i Nysie. Sprzeciwiała się wejściu Polski do Unii Europejskiej i NATO. Jeszcze kilka lat temu domagała się od Polski odszkodowań dla Niemców wysiedlonych po 1945 r. Mając tak wiele argumentów przeciw Steinbach, polski rząd nie potrafił ich wykorzystać. Nie udało się dotrzeć do niemieckiej opinii publicznej z przekonującym przekazem. Nie udało się również w dyplomatyczny sposób zablokować inicjatyw Steinbach.

W 2000 r. Steinbach doprowadziła do powstania Centrum przeciw Wypędzeniom. Był to projekt Związku Wypędzonych, który zyskał poparcie znaczących osobistości, m.in. pierwszego szefa instytutu zajmującego się archiwami enerdowskiej bezpieki Joachima Gaucka, intelektualisty żydowskiego pochodzenia Ralpha Giordano oraz węgierskiego laureata literackiej Nagrody Nobla Imre Kertesza.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Centrum hańby

+1 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Nairam (gość)  •

Byłoby dużo lepiej gdyby Niemcy zbudowali sobie w Berlinie Centrum
Hańby Narodowej, bo oni na to tylko zasługują za to co uczynili
w latach 1939 -1945. Należę do pokolenia, które było świadkiem tego
co Niemcy wyczyniali w tym czasie. Miliony osób Niemcy przepędzili
przez kominy, setki tysięcy zamordowali w mniej lub więcej klasyczny sposób.
Tych co przeżyli wepchnęli w "objęcia" komunistów - i za to jesteśmy im "wdzięczni".
Owocem II Wojny Światowej były powszechnie znane decyzje Wielkich
Mocarstw dotyczące przemieszczeń granic terytorialnych, które dotknęły nie
tylko Niemców - choć to tylko oni byli odpowiedzialni za te przemieszczenia.
Niemcy nie powinni się więc rozczulać nad swoim losem, lecz powinni sie cieszyć z tego, że - w drodze "wzajemności" - kilknaście milionów z nich nie przepędzono przez kominy.
Pani Steibach głosowała przeciw granicy na Odrze i Nysie, bo chciała i pewnie chce nadal, być "szlachetnie" urodzoną w niemieckim Rehmelem, które
bylo przez 5 lat okupacji niemiecką nazwą polskiej Rumii. Zadziwia, że
internauta "spokojny" znajduje jedyny problem dotyczący nazewnictwa w metryce urodzenia p. Steinbach. Pewnie się nie dawno urodził i nie wiele
wie na temat tamtego czasu. W każdym razie p. Steinbach urodziła się
tam gdzie jej nie oczekiwano, na terenie zagrabionym, na szczęście na tylko
5 lat. Na terenie tworu państwowego o krótkim czasie życia!
Może, gwoli zwykłej uczciwości historycznej, warto ten fakt odnotowywać w jej metryce urodzenia. Podobnie jest z tymi, którzy rodzili się za Bugiem.
Wczoraj w czasie transmisji dyskusji w telewizji niemieckiej usłyszałem
szokującą wiadomość, że w niemieckiej Konstytucji nadal Niemcy mają granice
z 1937 r. I UE to toleruje? To po prostu sandal!
Wreszcie uwaga na temat kompromitującej polityki PO wobec Niemiec. Otóż
PO, jak zwylke, na złość PiS-owi postanowił odmrozić sobie uszy!
Z tego co się widzi i słyszy, to nic tylko zwyczajna klapa tej polityki i nie pomogą tu ostrzejsze ostatnie wypowiedzi Bartoszewskiego. Okazało się, że Tuskowa umiejętność grania w piłkę nie gwarantuje takiej umiejętości w prowadzeniu polityki zagranicznej, szczególnie wobec tak perfidnego gracza jakim są Niemcy.



przez wspomniane wyżej kominy.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Stanisławów czy Iwano-Frankowsk?

+1 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

Konkretne pytanie: dlaczego podawanie przez Steinbah jako miejsca urodzenia tej nazwy jaka była używana przez władze rejestrujące urodzenia i wystawiające akt urodzenia „doskonale oddaje jej myślenie o historii”? Czy Polak, który urodził się na zajętym (okupowanym) przez Polskę czeskim Zaolziu w 1938 roku podaje nazwę polską czy czeską? Czy Polak urodzony we Lwowie przed wojną mówi „urodziłem się w miejscowosci Lviv” czy też używa (byłej) nazwy polskiej „Lwów”. Albo sięgając po bardziej językowo dobitny przykład: czy mówi o miejscowości Stanisławów czy Iwano-Frankowsk (bo tak nazywa się stolica polskiego przedwojenego województwa obecnie). Oczywiście można powiedzieć: Ukraina była „od zawsze” polska i Rumia też. Ale jaka miałaby z tego wynikać inna reguła dla używania nazw miejscowości urodzenia? Otóż reguła jest bardzo prosta: używa się nazwy zgodnie z metryką urodzenia a nie jej tłumaczenia, choćby nawet ktoś urodził się na okupowanym terenie czy na terenie, które wcześniej należało do innego państwa. Pani Steinbah nie wybierała sobie miejsca urodzenia i nie ona pisała swoją metrykę urodzenia, taka już jej zostanie a to że polska Rumia, która była kilka lat hitlerowskim Rehmelem jest od 1945 roku ponownie polska Rumią, to rzecz i dla niej oczywista, bo takie są fakty.

odpowiedzi (0)

skomentuj