Zaostrza się kampania wyborcza na przewodniczącego episkopatu. Jak dowiedziała się "Polska", rosną szanse abp. Leszka Sławoja Głodzia.
Jego zwolennicy twierdzą iż zdobyli już poparcie nawet trzech czwartych spośród 120 polskich biskupów.
Lobby gdańskiego metropolity przedstawia go jako zdecydowanego przywódcę polskiego Kościoła, a kard. Dziwisza jako "bezradnego jak dziecko".
Kard. Dziwisz nie chciał komentować tych informacji. A abp Głódź w rozmowie z "Polską" twierdzi: - Mam swojego kandydata, i to nawet niejednego.
Zwolennicy abp. Głodzia uważają, że on, a nie kard. Dziwisz, ma wiedzę i doświadczenie potrzebne do rozwiązania problemów Kościoła.
Najważniejszym z nich jest problem niepokornych księży Stanisława Małkowskiego i Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.
Co prawda przewodniczący Episkopatu nie ma na nich bezpośredniego wpływu ale może naciskać na ich przełożonych. Biskupi mają za złe metropolicie krakowskiemu, że nie uciszył ks. Zaleskiego - twierdzi publicysta Tomasz Terlikowski.
Jego zdaniem część polskich hierarchów chce w Kościele rządów twardej ręki. - Nie ma wątpliwości, że abp Głódź będzie podejmował trudne decyzje Kościele, bo w Gdańsku błyskawicznie uciszył ks. Jankowskiego - tłumaczy. - Dla pewnej części biskupów kard. Dziwisz jest zbyt miękki, bo często zmieniał decyzje w sprawie ks. Isakowicza.
Także Głódź, a nie kard. Dziwisz - jak przekonują jego stronnicy - rozwiąże problem stosunku episkopatu do kwestii ludobójstwa Polaków na Kresach w 1943 r. Rzymskokatolicki Kościół w Polsce nie zajął w tej sprawie oficjalnego stanowiska. A zwierzchnicy Kościoła greckokatolickiego abp Jan Martyniuk i bp Włodzimierz Juszczak uważają, że oskarżenia wysuwane wobec Ukraińców są krzywdzące - zwłaszcza te podnoszone przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. - Jako biskup nie chcę mówić złych słów o księdzu, a o tym kapłanie dobrego słowa nie mogę powiedzieć - mówi "Polsce" abp Jan Martyniuk.
W październiku abp Martyniuk wysłał list do kard. Dziwisza. Miał w nim sugerować, by pozbawił ks. Isakowicza funkcji kapłańskich.
Abp Martyniuk podkreśla, że nie księża, ale historycy powinni zajmować się problemem ludobójstwa na Ukrainie. - To problem bardzo złożony. Zwolennicy Głodzia twierdzą, że nie rozumie go lepiej niż on sam, bo przez dziesięć lat w Watykanie był odpowiedzialny za kontakty Kościoła katolickiego z Kościołem unickim. Był szefem sekcji obrządku bizantyjsko-ukraińskiego i sekcji Kościoła na Białorusi obrządku bizantyjsko-ruteńskiego - mówią zwolennicy abp. Głodzia. Sam metropolita gdański przyznaje, że zna doskonale hierarchów greckokatolickich. - Utrzymujemy nieprzerwanie dobre kontakty z czasów rzymskich - mówi.
Lobby gdańskiego metropolity podkreśla, że jako jedyny biskup poradził sobie z przeciekami na temat agentury kościelnej w swojej diecezji. Utworzył komisję lustracyjną, która w raporcie końcowym ustaliła nazwiska czterdziestu tajnych współpracowników wśród duchownych. Raportu nie opublikowano.
- Jeśliby został przewodniczącym, to ukręciłby łeb dalszej lustracji - mówi anonimowo jeden z duchownych.
Pytany przez "Polskę", jak ocenia swoje szanse na wybór głowy polskiego Kościoła, abp Głódź odpowiada: - Z wyborem przewodniczącego jest jak z papabili, kandydatami na papieży, zwykle nie zostają ojcami świętymi - tłumaczy.
Historia Kościoła zna jednak wyjątki od tej zasady. W 1978 r. większość kardynałów przed konklawe była pewna, że Karol Wojtyła powinien zostać papieżem. Podobnie było w 2005 r., gdy jego miejsce zajął kard. Ratzinger. Zarówno w przypadku Jana Pawła II, jak Benedykta XVI prasa sugerowała, że tak może się stać. - Czasami przecieki prasowe na temat kandydata są sygnałem jego silnej pozycji - komentuje specjalista ds. kościelnych Marek Zając. - W Kościele obecny jest element duchowy i ludzki, Duch Święty i ostra kampania - tłumaczy .
Sam abp Leszek Głódź nie ma nic przeciwko zainteresowaniu mediów wyborami w polskim episkopacie. - To dobrze, że jest zainteresowanie, bo inaczej Kościół trafiłby do lamusa.