Menu Region

Justyna Kowalczyk nawet bez nogi walczy do końca

Justyna Kowalczyk nawet bez nogi walczy do końca

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

rozmawia Maciej Stolarczyk

Prześlij Drukuj
Z Justyną Kowalczyk, dwukrotną mistrzynią świata w biegach narciarskich, rozmawia Maciej Stolarczyk
Do końca sezonu pozostały już tylko cztery imprezy Pucharu Świata. O co będzie Pani w nich walczyć?
Zawsze chcę wypaść jak najlepiej, ale na pewno podejdę do tych startów na luzie. Przed mistrzostwami świata w Libercu mówiłam, że to dla mnie najważniejsza impreza w sezonie. Przygotowywałam się specjalnie do niej, a swoją robotę wykonałem świetnie. Mój organizm zasłużył więc na nagrodę.


Skoro odpuszcza Pani Puchar Świata, to można powiedzieć, że sezon się już dla Pani skończył?
Nie powiedziałam, że odpuszczam. Każdy, kto mnie zna, wie, że nawet bez nogi i chora będę walczyć do końca. Chodzi bardziej o luz psychiczny. Na tydzień przed mistrzostwami byłam już totalnie spięta, a teraz czuję się swobodnie.

Co zrobi Pani po ostatnich pucharowych zawodach?
Ze Szwecji udam się na mistrzostwa Polski, gdzie najprawdopodobniej wystartuję we wszystkich biegach. Później wylatuję do Rosji na komercyjne zawody Sprint Tour. Jadę tam dla zabawy. Uwielbiam Rosjan. Trochę się pobawię, porobię zakupy i wrócę do domu w Niedzielę Wielkanocną.

Odczuła już Pani zwiększoną popularność w Polsce po zdobyciu trzech medali na mistrzostwach?
Tak, ale najbardziej z tej złej strony. W poniedziałek chciałam spędzić sobie fajny, luźny dzień w Krakowie. W pewnym momencie spostrzegłam, że jestem śledzona. Przez pół dnia podążał za mną pan z aparatem fotograficznym, który myślał, że go nie widzę. Odwołałam przez niego wszystkie plany, bo przecież nie będę narażała moich znajomych na jakieś nieprzyjemność. No cóż, wróciłam do domu i przynajmniej porządnie się wyleżałam.

A dostrzegła Pani jakieś pozytywne strony popularności?

Dostałam informację, że w przeciągu ostatniego tygodnia sprzedano w Polsce 300 proc. więcej biegówek niż w ostatnich dziesięciu latach. I to jest bardzo pozytywne.

W Libercu bez powodzenia skakał Adam Małysz. Czy Orzeł z Wisły pogratulował Pani sukcesu? A może namaścił na swoją następczynię?
Nie mógł mnie namaścić, bo ja nie jestem jego następczynią. Piszę swoją własną historię, w swoim własnym sporcie, który nie ma prawie nic wspólnego ze skokami. A w Libercu pogratulował mi normalnie, jak sportowiec sportowcowi.

W tym sezonie Polska doczekała się drużyny biegaczek na przyzwoitym poziomie. Coraz lepiej biegają Kornelia Marek i Sylwia Jaśkowiec. Co sprawiło, że po latach zapaści polskie biegi narciarskie kobiet zaczęły się rozwijać. Czy to dzięki Pani sukcesom?
Kiedy ja zaczynałam treningi, powszechna była opinia, że nie da się w naszym kraju wychować mistrza świata w biegach. Że to tak, jakby Polak był najlepszy w lekkoatletycznym sprincie na 100 m. Tymczasem Kola, Sylwia, a ostatnio także Paulina Maciuszek zobaczyły, że to możliwe. Mają blisko siebie kogoś, kto jest w ścisłej czołówce i dzięki temu uwierzyły w sens tego, co robią. Dzięki szóstemu miejscu sztafety dostaną stypendium. To dorosłe kobiety i muszą z czegoś żyć. Teraz będą mogły się skupić na biegach.

Jaki udział w Pani sukcesach ma Polski Związek Narciarski?
Związek finansuje wszystkie obozy. Bez tego nie ruszyłabym z miejsca. Wiadomo, że prezes Tajner wyżej stawia skoki, ale trudno go za to winić, bo jest trenerem tej dyscypliny. Dlaczego miałby nagle zacząć faworyzować biegi? Ale nasza współpraca układa się doskonale.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się