Zęby wampira Brylewskiego

    Zęby wampira Brylewskiego

    Marek Świrkowicz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Robert Maksymilian Brylewski musi mieć w sobie coś z wampira. Bo jak inaczej wytłumaczyć jego zadziwiającą sceniczną żywotność i niepojętą zdolność do muzycznej regeneracji?
    Niejeden chciałby już dawno widzieć lidera Brygady Kryzys i Izraela na artystycznym katafalku, plotki o jego śmierci (lub przynajmniej całkowitym zerwaniu kontaktu z rzeczywistością) nieraz pojawiały się w ostatniej dekadzie, a dziwne pomysły gromadzone na elektronicznych płytach z serii "Warsaw Beat" nie działały bynajmniej na jego korzyść. A jednak wciąż niczym złowrogi hrabia Orlok capo di tutti capi polskiej alternatywy potrafi od czasu do czasu wprawnym ruchem odsunąć spuszczane na niego wieko muzycznej trumny, chwycić w jedną rękę gitarę, a w drugą skręta i porządnie wystraszyć konkurencję na ziemskiej powierzchni.

    Najlepszą okazją do sprawdzenia formy leworęcznego mistrza jest organizowany przez niego co jakiś czas na deskach warszawskiej Stodoły minifestiwal własnej twórczości (kto jak kto, ale on może sobie na to pozwolić), znany jako Brylfest. Czwarta edycja imprezy po małym falstarcie w listopadzie ubiegłego roku odbędzie się ostatecznie jutro wieczorem.

    Tym razem legendarny "Brylu" postanowił zaserwować fanom coś specjalnego. W Stodole nie tylko bowiem wystąpi na czele swego pierwszego, reaktywowanego po 25 latach, zespołu Kryzys (pogratulować wyczucia czasu!), ale też zaprezentuje swoje najświeższe dokonania, zmajstrowane pod enigmatycznym szyldem 52UM (czytaj "Szum").

    Będziecie więc mogli przy dźwiękach takich kryzysowych evergreenów jak "Ambicja" czy "Święty szczyt" na własne uszy prześledzić twórczą ewolucję mistrza - i kto wie, czy pierwszy wampir polskiego punk rocka na dobre nie powróci do świata żywych.

    Bo zamiast wciąż oddawać się narkotycznym eskapadom i w oparach trawki snuć barwne anegdoty o swojej buntowniczej przeszłości, "Brylu" wreszcie (nie rezygnując z owych wonnych oparów) wziął się ostro do roboty. O ile reaktywacja Brygady Kryzys w 2003 r. okazała się przedsięwzięciem tylko po części udanym (zespół wciąż nie nagrał nic nowego i dziś koncertuje jedynie sporadycznie), o tyle przywrócony do życia przed dwoma laty reggae'owy Izrael idzie jak burza.

    Wydana pod koniec ubiegłego roku pierwsza od 17 lat płyta "Dża ludzie" to prawdziwy bujający majstersztyk. Podobnie zresztą, jak balansujący na pograniczu punku, elektroniki i dubu debiutancki album 52UM-u. Już na najbliższe miesiące Brylewski zapowiada premierę pierwszej oficjalnej płyty Kryzysu i reaktywację innego superskładu Falarek Band.

    Drżyjcie, rockandrollowe niewiniątka.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo