Menu Region

Sekret stóp św. Antoniego

Sekret stóp św. Antoniego

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Bożydar Brakoniecki

Prześlij Drukuj
Jacek Czarnecki, idol mojego dzieciństwa, którego powołała do życia Hanna Ożogowska w książce "Chłopak na opak", miał w kwestii higieny osobistej poglądy bardzo radykalne.
Jako że mycie było dlań nie tylko fizyczną udręką, ale godziło w męski honor, ukuł dwa wpadające w ucho hasła, które stały się niezbędnym narzędziem propagandy dla każdego szanującego się brudasa: "Częste mycie skraca życie" i "Mycie nóg to twój wróg". Oba jak ulał pasują też na motto "Historii brudu" napisanej przez kanadyjską badaczkę obyczajów Katherine Ashenburg. Jej dzieło na temat ludzkich zmagań z cielesną czystością i higieną już jutro trafi do księgarń.

Bo co tu dużo gadać, regularne szorowanie mydłem cielesnej powłoki to wynalazek stosunkowo nowy. Antropolodzy uczą, że jeszcze na początku XX wieku w Warszawie przeciętna mieszczańska familia myła się od wielkiego dzwonu.
Ceremoniał wyglądał imponująco: w drewnianej balii pluskał się najpierw pan domu, potem jego małżonka, dziatwa, służące, a na końcu stróż i węglarz. Oczywiście w tej samej wodzie, bo komu by się chciało dymać w kółko do studni. Ale jeśli kogoś razi ta słowiańska niechęć do częstszych ablucji, niech wybierze się na higieniczny rekonesans na przykład do paryskiej Dzielnicy Łacińskiej, gdzie miniaturowa łazienka, usadowiona zwykle na półpiętrze kamienicy i dzielona z WC, do dziś obsługuje przeciętnie kilka apartamentów.

W długiej historii ludzkiego gatunku - dowodzi Ashenburg - zdarzały się okresy, kiedy człowiek wodę lubił, ale przez większość część dziejów jej unikał. Nawet w "czystych czasach" z myciem bywało różnie. O ile przedstawiciele rzymskich elit lubili sobie pohasać w łaźniach, miejski plebs bywał tam rzadko albo wcale. Higieniczne minimum zapewniało mu częstokroć wymyślne metalowe urządzenie zwane strigilum, którym biedota zeskrobywała z ciała olej i pot. W chrześcijaństwie dbałość o ciało zeszła zdecydowanie na drugi plan. Hagiograficzna legenda o św. Antonim Pustelniku wspomina, że w trosce o nieskazitelność duszy z uporem unikał wody, a nogi wypucowali mu uczniowie - dopiero po śmierci.

W wiekach średnich nie było tak źle. Tacy na przykład mnisi w klasztorze Cantenbury zanurzali się w baliach przeciętnie trzy razy w roku, a litewski książę Jagiełło, późniejszy władca Rzeczypospolitej, ponoć udawał się do bani parowej nawet co miesiąc. Katastrofa na odcinku higieny osobistej przyszła w XVII wieku, kiedy to uczeni medycy z Sorbony orzekli autorytatywnie, że woda to dla człowieka substancja arcyniebezpieczna. Niepostrzeżenie wnika bowiem do wnętrza ciała przez pory w skórze - pisali w naukowym uzasadnieniu - powodując rozpulchnienie organów. Dlatego przez kolejne kilkaset lat mycie uważano bez mała za objaw choroby umysłowej. Anegdota mówi, że kiedy król Francji Henryk IV dowiedział się, że książę Sully, jego minister finansów, zażył właśnie kąpieli, natychmiast zakazał mu wychodzenia z domu przez trzy dni, a to w celu nabrania sił do dalszego urzędowania.

Nasi antenaci żyli więc w błogiej niewiedzy co do skutków braku higieny, a nawet potrafili wyciągnąć z tego stanu rzeczy korzyści natury erotycznej. Sam Napoleon, przesławny wódz i jeszcze sławniejszy kochanek, prosił w listach Józefinę, aby na trzy tygodnie przed jego powrotem nie odwiedzała pokoju kąpielowego, bowiem chciałby w łożu poczuć naturalny zapach jej ciała. A w XIX-wiecznej Norymberdze panny lekkich obyczajów z dumą wabiły amatorów ich wdzięków solennymi zapewnieniami, że wody unikają niczym paskudnej zarazy. Z marketingowego punktu widzenia były to chwyty wręcz doskonałe, bowiem w owym czasie powszechnie uważano, że woda skutecznie osłabia miłosne zapały.

Słowem, "Historia brudu" to wielce pouczająca wyprawa w krainę ludzkich nawyków i fobii. Przeczytajcie ją zatem wnikliwie, a potem umieśćcie na półce obok innych smakołyków z dziedziny historii obyczajów - powieści "Pachnidło" Patricka Süskinda, rozprawy "We władzy wstrętu" Alaina Corbina i podręcznika gimnazjalnego "Zasady higienicznego trybu życia", który popełniła nasza rodaczka Teresa Karwacka. A przed snem koniecznie weźcie kąpiel, bo nawet uroczego Jacka Czarneckiego nie można naśladować we wszystkim.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się