Menu Region

Słowacy dają nam duże zniżki, żeby nie pójść z torbami

Słowacy dają nam duże zniżki, żeby nie pójść z torbami

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Łukasz Klimaniec

Prześlij Drukuj
Euro kosztuje tylko 2,35 zł! Tak jest jednak jedynie w niektórych ośrodkach narciarskich na Słowacji i tylko dla Polaków.
Kurorty naszych południowych sąsiadów takim niskim kursem swojej nowej waluty zachęcają polskich narciarzy. Nie obniżają ceny euro wprost, ale oferując nawet 50-procentowe zniżki.
- Naprawdę sporo zainwestowaliśmy w nasze ośrodki. Nie podnieśliśmy w ogóle cen, ale przez wysoki kurs euro i osłabienie złotego masowo tracimy polskich turystów. Polaków jest zdecydowanie mniej niż przed rokiem, nawet o jedną trzecią - ocenia Juraj Chovaňák z ośrodka w Tatrzańskiej Łomnicy, który reprezentuje właścicieli słowackich ośrodków narciarskich.

W ub.r. narciarski karnet 6-dniowy kosztował, w przeliczeniu, ok. 310 zł, w tym roku już ok. 480 zł. To dla studentów.
Dla dorosłych ponad 620 zł. Słowacy kalkulują więc prosto: 40-procentowe osłabienie złotego w stosunku do lata 2008 roku zrobiło swoje - sporo Polaków spłaca kredyty i oszczędza. Pierwsze, co zrobi przeciętny Polak, to nie pojedzie na wypoczynek. A inni szukają tańszych okazji.

- Słowacja dla wielu Polaków zrobiła się za droga - nie ukrywa Jan Bosnovic, dyrektor Narodowego Centrum Turystyki w Polsce, które wsparło inicjatywę prywatnych właścicieli ośrodków. - Dlatego promocja dotyczy tylko polskich turystów. To wyjątek, bo do tej pory promocje ośrodków obejmowały wszystkich turystów jednakowo - dodaje Bosnovic.

Marcin Kędracki, prezes Gliwickiej Agencji Turystycznej, skupiającej ośrodki narciarskie w Szczyrku i Korbielowie w Beskidzie Śląskim, nie dziwi się akcji Słowaków: - Patrząc na to, co się tam dzieje, to katastrofa. Na Słowacji są o tej porze roku pustki. To niebywałe. Weźmy choćby pierwszą stację górską za Korbielowem, Oravską Polhorę. Kiedyś stało tam na parkingu kilkadziesiąt samochodów. Ostatnio przejeżdżałem i naliczyłem... trzy auta z polskimi rejestracjami - informuje. - Myśmy też po feriach obniżyli ceny o 30 proc., więc nie wiem, czy Słowacy są w stanie nam zagrozić.

Słowacka oferta dotyczy m.in. ośrodków narciarskich w Tatrzańskiej Łomnicy i Jasnej. W Zakopanem, Cieszynie, Żywcu można spotkać już przedstawicieli słowackiej branży turystycznej rozdających kupony rabatowe. Wysoki kurs euro działa oczywiście w dwie strony. Słowacy teraz chętnie wybierają się w Beskidy nie tylko na narty, lecz przede wszystkim na zakupy. Do Żywca, Cieszyna, Bielska-Białej, Zakopanego ciągną sznury aut zza południowej granicy.

- Kiedyś 70 procent samochodów skręcało w kierunku granicy ze Słowacją, a 30 procent zatrzymywało się u nas. Teraz 80 procent narciarzy jedzie do nas, a tylko 20 procent skręca na Słowację - twierdzi Jan Strong, dyrektor Ośrodka Narciarskiego Pilsko. Słyniemy z gościnności, dobrego jedzenia i miłego podejścia do turystów. A tego za euro nie da się kupić - kwituje słowacką promocję Kędracki.

Nikt jednak nie ma wątpliwości, że jeśli ośrodki i trasy narciarskie po polskiej stronie nie zostaną zmodernizowane, przy mocnej złotówce turyści znów wybiorą słowacki kierunek. Infrastruktura nie jest porównywalna do słowackiej. Jan Bosnovic: - Mamy nadzieję, że Polska jak najszybciej wejdzie do strefy euro, sytuacja szybko się ustabilizuje i wszystko wróci do normy. A Polacy znów chętniej będą przyjeżdżać na Słowację.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się