Menu Region

Drew Barrymore na

Drew Barrymore na jakiś czas daje sobie spokój z graniem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Kevin Maher

Prześlij Drukuj
Drew Barrymore na  jakiś czas daje sobie spokój z graniem Drew Barrymore na  jakiś czas daje sobie spokój z graniem

(© fot. Victoria Will)

Kiedyś dzika nastolatka, wielka gwiazda „ET”, dziś stateczna matka dwójki dzieci z trzecim mężem u boku. Wyjątkowo szczerze opowiada o filmie „Miss You Already”, swoim macierzyństwie i przejściu na aktorską emeryturę
Wyjaśnijmy od razu jedno: Drew Barrymore nie przechodzi na emeryturę. 40-letnia aktorka, była gwiazda „ET”, potem dzika nastolatka, a teraz matka dwójki dzieci, po prostu robi sobie wolne. Na jakiś czas. Co najmniej na kilka lat, a może nawet na dłużej. A potem? Raczej nie wstrzymujcie oddechu. - W żadnym razie nie porzucam aktorstwa - podkreśla w pierwszych minutach naszej rozmowy, gdy dotykamy kwestii równowagi między pracą a życiem osobistym (jedna jej córka ma 3 lata, druga - 17 miesięcy). - I nie udaję, że nie kocham aktorstwa, ale nie mogę tego robić teraz, kiedy mam małe dzieci. Mój cały świat kręci się wokół moich dzieci, a praca za bardzo mnie od nich oddala, więc nie chcę teraz pracować. Mam już swoje 40 lat i w końcu chciałabym się skupić na macierzyństwie. Wiem, że kiedy dzieci będą starsze, ról będzie dla mnie bardzo niewiele, ale kto wie, co wtedy będę chciała robić?

Spotkaliśmy się w hotelowym apartamencie w centrum Londynu, by porozmawiać o jej nowym filmie „Miss You Already” („Już za tobą tęsknię”), w którym zagrała najmocniejszą i najsubtelniejszą rolę od lat. Wcieliła się w Jess, prostoduszną ekolożkę i najlepszą kumpelkę szalonej hedonistki Milly (Toni Collette). Gdy u Milly zdiagnozowano raka, Jess wkracza do akcji, odkładając na bok wszystkie swoje osobiste plany.

Gdy Barrymore przeczytała ten scenariusz latem ubiegłego roku - w swoim domu w Los Angeles, w którym mieszka z mężem Willem Kopelmanem, konsultantem do spraw sztuki, synem byłego szefa firmy Chanel Ariego Kopelmana - ogarnęło ją szaleństwo. - W jednej ręce trzymałam moje nowo narodzone dziecko, a drugą karmiłam starszą córeczkę na wysokim krzesełku i przewracałam strony scenariusza. Byłam wściekła, że tak mi się podoba ten tekst - mówi między łapczywymi siorbnięciami owocowego koktajlu na wynos. Barrymore, jak można się spodziewać po kimś, kto ma na koncie całą serię filmów poprawiających nastrój („Szalona miłość”, „Od wesela do wesela”, „Aniołki Charliego”, „Prosto w serce”) jest supersympatyczna. Emanuje beztroską, kumpelską charyzmą dziewczyny z sąsiedztwa, którą równoważy nutka bezeceństwa. Klnie jak szewc i lojalnie ostrzega, że jej pierwszą reakcją na każde niestosowne pytanie będzie: „Pier... się!”.

Teraz jednak nadal wspomina, jak dostała scenariusz „Miss You Already”. - Byłam naprawdę wściekła, bo to był bardzo niedobry moment, ale w końcu pomyślałam sobie: Mam dwie dziewczynki, a ten film kręcą dwie kobiety - scenarzystka [Morwenna Banks] i reżyserka [Catherine Hardwicke]. To kobiecy projekt i chcę go zrobić dla moich córek.

Szybko dodaje, że nie jest to jakiś przesłodzony melodramat. Film „nie jest ani zbyt sentymentalny, ani ckliwy, ani agresywnie uczuciowy”. W istocie, jak twierdzi Barrymore, Hardwicke, rzeczowa Teksanka, która wcześniej nakręciła m.in. „Trzynastkę” i „Zmierzch”, często interweniowała, gdy dwie aktorki w głównych rolach zaczynały się mazać przed kamerą.

- Toni i ja czasami bardzo wzruszałyśmy się na planie - mówi Barrymore. - Ale wtedy zdecydowanie wkraczała Catherine [klika palcami i warczy]: „Nie! Żadnego płaczu!”. To było twarde, ale dobre. Nie cierpię takich ckliwych filmów. Jak wszyscy płaczą, to mnie się nie chce płakać. Ale gdy ludzie nie wybuchają płaczem, gdy powinni - wtedy mnie bierze.

Innymi słowy, ten film nie jest typowym przykładem tak zwanego kobiecego kina (jak „Smażone zielone pomidory”), i tym lepiej dla niego. Jest fantastycznie niesentymentalny, momentami trudny, ale pełen współczucia. I przedstawia dwie bardzo złożone centralne postaci.

- Toni miała początkowo grać Jess. Ale gdy zaczynałyśmy pracować, właśnie urodziłam moją drugą córkę i byłam cała pochłonięta ideą dawania życia. Poza tym kiedyś ja sama byłam czasami taka jak Milly. Jak tornado. Egoistka. Trochę dzika. Więc teraz kombinowałam: Pewnie ludzie pomyślą, że gramy nasze przeciwieństwa.

No właśnie, te lata, gdy Barrymore była jak tornado. Od czego by zacząć? Być może od siedmioletniej Drew z hollywoodzkiej dynastii (John Barrymore był jej dziadkiem). Już wtedy dostawała drobne role w reklamach i filmach, gdy nagle została wyniesiona do statusu globalnej gwiazdy jako urocza Gertie w „ET” (1982). Niemal zaraz potem zeszła na złą drogę: alkohol w wieku 9 lat, nocne życie w nowojorskich klubach w wieku 10 lat, kokaina w wieku 13 lat. Nie miała jeszcze 14 lat, gdy trafiła na odwyk. Gdy mowa o tamtych wydarzeniach, wzrusza ramionami: - Ciągle się je wyciąga, wszyscy o nich wiedzą. W tym wieku to, a w tym wieku tamto! Wszyscy to wiemy. Ale to nie były bynajmniej najważniejsze momenty w moim życiu. Było wiele spokojniejszych momentów, były też bardziej dzikie chwile, ale nikt o nich nie wie.

Barrymore przyznaje, że jedno z pytań, których najbardziej nie cierpi, brzmi: „Co powiesz swoim dzieciom, kiedy zaczną wyszukiwać cię w Google?”. - No cóż - mówi z namysłem Barrymore - odpowiedź na to brzmi: (a) Pier... się!, (b) nigdy nie będę udawać, że moje życie było inne, niż w rzeczywistości było. Ale zasady dobrego zachowania są dzisiaj dla mnie bardzo ważne, bo chcę być dobrą, zdrową matką dla moich córek. Może musiałam przejść przez to wszystko, żeby znaleźć się tu, gdzie jestem.

Po leczeniu odwykowym 15-letnia Barrymore prawnie „wyzwoliła się” spod opieki swojej mocno imprezującej matki, Jaid Barrymore (rodzice Drew rozwiedli się, gdy ona miała 9 lat). - Miałam pierwsze własne mieszkanie. Z punktu widzenia prawa byłam już jak dorosła - wspomina. - Odseparowałam się od mamy, skończyłam odwyk i zaczynałam życie od nowa. I byłam praktycznie bez grosza.

Dość szybko znowu zaczęła odnosić ogromne sukcesy. W 1992 r. brawurowo zagrała w thrillerze „Trujący bluszcz”, potem w kryminalnej historii „Guncrazy: Zawsze strzelaj dwa razy” i w westernie z kobiecą obsadą „Wystrzałowe dziewczyny”. Jednak dopiero jej niewielka, ale spektakularna rola pierwszej ofiary w postmodernistycznym, przebojowym horrorze „Krzyk” z 1996 r. (pamiętacie pytanie: „Czy lubisz horrory?”) przypomniała światu, że Barrymore ma naprawdę wielki, choć niedoceniany talent aktorski.

- Bardzo chciałam zagrać tę rolę - mówi z naciskiem. - To była tak mocna scena i tak dobrze napisana, że byłam pewna, że wejdzie do klasyki, jeśli tylko dobrze ją zagram.

Od tamtej pory Barrymore wykonała naprawdę mnóstwo pracy, zasłynęła z występów w komediach romantycznych („50 pierwszych randek”, „Miłosna zagrywka”), została dobrze prosperującą producentką („Aniołki Charliego”, „Donnie Darko”) i cenioną reżyserką („Dziewczyna z marzeniami”). Wypuściła też własną linię kosmetyków Flower i wreszcie napisała autobiografię zatytułowaną „Wildflower”, która ma się ukazać w przyszłym miesiącu tego roku.

Poza ekranem porzuciła dwóch mężów (Jeremy’ego Thomasa, walijskiego barmana, z którym małżeństwo przetrwało tylko dwa miesiące, oraz komika Toma Greena), aby związać się - kolejno - z perkusistą zespołu The Strokes Fabrizio Morettim oraz aktorem Justinem Longiem. Obecnego męża, Willa Kopelmana, poznała w 2011 r., gdy - jak mówi - powoli szykowała się do roli matki. - Już właściwie od pięciu lat wyciszyłam swoje życie. Dokonałam wielu zmian. I wszystko to zmierzało do założenia takiej rodziny, jaką chcę mieć - dodaje. Co prowadzi nas z powrotem do pytania o przejście na aktorską emeryturę. Czy na pewno nie będzie już szukać żadnych nowych ról po premierze „Miss You Already”?

Barrymore myśli tylko przez chwilę i odpowiada bardzo ostrożnie, w politycznym stylu: - W tej chwili niczego nie pragnę tak bardzo, jak być z moimi dziećmi. Milknie na chwilę. - Ale może dzięki temu filmowi pojawi się jakaś nowa okazja i kto wie? Zawiesza swój głos i zapada kojąca cisza.

Tłumaczenie: Witold Turopolski `
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się