Menu Region

Dziecko, czyli przedmiot

Dziecko, czyli przedmiot

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Andrzej Krajewski

3Komentarze Prześlij Drukuj
Uznanie, że młody człowiek ma takie same prawa jak dorosły, to w naszej kulturze rzecz nowa. Przykład czternastoletniej dziewczynki, wokół której rozpętała się wojna aborcyjna, pokazuje, iż także dość iluzoryczna
Rzekomo dzieci są dla społeczeństwa największym dobrem, które wszyscy mają obowiązek otaczać ochroną. Wystarczyło jednak, by pewna czternastoletnia dziewczynka zaszła w niechcianą ciążę i postanowiła ją usunąć, a wokół tego faktu rozpętała się wojna, która wszystkie szczytne założenia odesłała na śmietnik.

Pechowy zbieg okoliczności sprawił, że jej prywatna katastrofa życiowa okazała się znakomitą pożywką dla co najmniej kilku obozów politycznych. Dzięki niej konające dotąd SLD przypomina swym wyborcom, iż żyje i udowadnia, że teraz po zmianie kierownictwa będzie proaborcyjną i superantyklerykalną lewicą (jak zawsze, gdy jest w opozycji). Organizacje feministyczne, obrońcy praw mniejszości etc. w końcu znaleźli odpowiednią historię nadającą się na hasła, sztandary i banery reklamowe.

A i obrońcy życia poczętego wreszcie mają powód, by zewrzeć szeregi, bo rozpętany dwa lata temu w Sejmie przez LPR spór o ustawę aborcyjną poza politykami i dziennikarzami nie obchodził prawie nikogo. Teraz może być zupełnie inaczej - w końcu jest bohaterka i jej osobisty dramat. Nawet mediom trudno ukryć zachwyt, bo nic tak nie przyciąga uwagi odbiorców jak epatowanie cierpieniem konkretnego człowieka. A los Agaty to świetny temat na news. Niby jedna dziewczynka, a wszyscy mogą z niej ciągnąć zyski. Zaś to, co się z nią potem stanie, zaksięgować w rubryce "koszty".

Tak oto wszelkie normy okazały się niezwykle kruche, a dziecko pozbawiono statusu osoby ludzkiej i sprowadzono do roli użytecznego narzędzia walki politycznej. To, jak łatwo nastąpił ten proces, powinno budzić niepokój. W naszej kulturze bowiem dopiero od bardzo niedawna dzieci mają gwarantowane jakiekolwiek prawa. Całkiem niedawno także społeczeństwo przyjęło do wiadomości, iż są one mniejszymi i bezbronnymi ludźmi. Przeważnie ich status był o wiele gorszy.

W antycznej Grecji powszechnie pozbywano się niechcianych noworodków. Pozostawiano je przy drodze lub na śmietniku. Dziecko zwykle ginęło rozszarpane przez dzikie zwierzęta. Chyba że zabierał je jakiś przechodzień, którego stawało się własnością. Wówczas, po odchowaniu, można je było z zyskiem sprzedać na targu niewolników.

Co ciekawe, ubocznym efektem społecznego przyzwolenia na dzieciobójstwo była, podobnie jak we współczesnych Chinach, masowa likwidacja uznawanych za mniej przydatne dziewczynek. Nielicznie zachowane statystyki wskazują na rozmiary tego zjawiska. I tak np. w Milecie, kiedy ok. 220 r. p.n.e. spisano stan liczebny 79 rodzin ubiegających się o obywatelstwo polis, okazało się, że na 146 dzieci jedynie 28 było płci żeńskiej.

Wyjątek - niekoniecznie chlubny - stanowiła Sparta. Tam wszystkie dzieci wolnych obywateli były własnością państwa, a o losie noworodka decydował urzędnik dokonujący jego oględzin. Jeśli maluch nie wyglądał zdrowo, zabijano go, rzucając w przepaść z góry Tajgetos. Pozostałe trafiały początkowo pod opiekę rodziców, ale gdy tylko ukończyły siedem lat, wracały pod opiekę państwa.

To stopniowo przyzwyczajało je do koszarowego trybu życia. Do wojska trafiali już dwunastoletni chłopcy. Tam do trzydziestki byli tresowani na doskonałych żołnierzy gotowych bez wahania umrzeć za polis. Z kolei tresura, jakiej poddawano dziewczynki, miała czynić z nich doskonałe gospodynie domowe, zdolne do urodzenia jak największej ilości dzieci.

W starożytnym Rzymie model postępowania z dziećmi początkowo nie różnił się od greckiego. Jeszcze w II w. p. n. e. praktykowano zwyczaj kładzenia noworodka na ziemi. Jeśli ojciec go podnosił, matka mogła się nim opiekować. Jeśli nie, wystawiano malucha przed drzwi domu i stawał się on własnością znalazcy. Zresztą aż do osiągnięcia pełnoletności młody człowiek pozostawał pod pełną władzą ojca, który potomka mógł nawet zabić.

By zrobić to legalnie, musiał przed egzekucją skonsultować decyzję z resztą rodu. Jednak to niektórzy Rzymianie jako pierwsi potrafili podejść w sposób nowatorski do kwestii człowieczeństwa dziecka. Dziejopis Plutarch z uznaniem odnotował, iż senator Katon Starszy osobiście pomagał żonie przy kąpieli i przewijaniu syna. Ponadto potępiał bicie dzieci. Takie zachowanie uważał za niegodne Rzymianina.

Ideę zakazania kar cielesnych, uznawanych powszechnie jako najlepszy sposób na wychowanie młodzieży, popierał także pedagog Marek Fabiusz Quintilianus (Kwintylian) w swoim dziele pt. "Kształcenie mówcy", podkreślając, iż: "jest to kara poniżająca człowieka".

Prawdziwą rewolucję czyniącą z dzieci ludzi przeprowadzili w Europie chrześcijanie. Nowa religia nakazywała troszczyć się bezwarunkowo o ich życie, ponieważ posiadały nieśmiertelną duszę. Dlatego niechciane noworodki nie trafiały już na śmietnik, lecz do prowadzonych przez klasztory przytułków.

Ponadto wydawane w Europie prawa stopniowo zabraniały rodzicom zabijania i sprzedawania potomstwa. W Polsce zakazał tego w 1347 r. Kazimierz Wielki w statucie wiślickim. Bicie jednak pozostało nadal fundamentalną metodą edukacyjną. Tę czynność uważano za tak nieodzowną, iż w szkołach przyklasztornych co roku uczniowie odbywali wiosenną wycieczkę do brzozowego gaju, gdzie wycinali dla nauczycieli zapas rózg na cały rok. Jednak należy przypomnieć, że pierwszymi szkołami, gdzie zaprzestano bicia uczniów, były te zakładane w XVII wieku przez jezuitów.

Kolejną radykalną zmianę w podejściu do niepełnoletnich ludzi przyniósł wiek XVIII. Wówczas to filozofowie zafascynowani oświeceniową rewolucją stworzyli wiele szlachetnych i nowatorskich pomysłów, jak obchodzić się z małym człowiekiem. Anglik John Locke odrzucał bicie i terror, apelując w "Myślach o wychowaniu", by rodzice starali się pozytywnie stymulować dziecko do pożądanego zachowania. Francuski myśliciel Jan Jakub Rousseau potępiał wszelki przymus i chciał, by mali ludzie mogli żyć swobodnie - jak twierdził: "zgodnie z prawami natury".

Tymczasem w codziennej praktyce wśród możnych zapanowała moda, żeby noworodki oddawać do karmienia mamce, a potem pod opiekę służbie. Do rodziców kłopotliwy bachor wracał, gdy ukończył siedem lat i nie wymagał już tak ogromnej uwagi. Z kolei biedacy po prostu porzucali potomstwo. Nigdy wcześniej w dziejach nie pozostawiono tylu dzieci, co w oświeceniowej Europie. Oblicza się, ze na przestrzeni całego XVIII w. do przytułków trafiło ok. 10 mln maluchów (dziesięć razy więcej niż stulecie wcześniej). Przy czym nie na długo.

Według angielskich statystyk co roku do przytułków w tym kraju trafiało 15 tys. dzieci. Po roku przy życiu pozostawał zaledwie tysiąc. Tę rzeź skutecznie ukróciło stopniowe zmniejszanie liczby domów opieki i coraz surowsze potępienie społeczne, z jakim spotykali się wyrodni rodzice. Jednak już wielokroć wcześniej okazywało się, że normy przyjmowane przez zbiorowość skutecznie kierują postępowaniem jednostek i w ciągu następnych stu lat zjawisko porzucania potomstwa zostało zupełnie zmarginalizowane.

Współczesny model postrzegania dziecka i związane z tym zasady moralne zaczęły się rodzić zaledwie przed stu laty. Szwedzka nauczycielka Ellen Key w opublikowanej w 1900 r. książce pt. "Stulecie dziecka" ogłosiła, że: "Wiek XX będzie stuleciem dziecka. Będzie nim podwójnie, raz dlatego że rodzice wnikną wreszcie w duszę dziecka, następnie - dlatego że dusza ta udzieli dorosłym swej czystości i prostoty".

Bestsellerowa książka wytyczyła kierunek zmian, zarażając świat ideą, że dzieci tak samo czują i mają takie same prawa jak dorośli. Idei tej nie zniszczył ani faszyzm, ani komunizm - choć obydwa totalitaryzmy próbowały znów nadać niedorosłym osobom taki status społeczny, jaki miały niegdyś w Sparcie. Na szczęście, przynajmniej w Europie, to idee Ellen Key zatriumfowały.

Ale czy ostatecznie? Przykład czternastoletniej Agaty pokazuje, jak te normy są słabe. Zaś grupie dorosłych ludzi odczłowieczyć bezbronne dziecko i uczynić z niego bezwolny i bezrozumny przedmiot udaje się zadziwiająco łatwo. Wystarczy, że zasłonią się jakąś racją polityczną lub moralną. A że przedmiot zwany dzieckiem płaci za wyznaczoną mu rolę przyszłym życiem? Dla ludzkiej społeczności to przecież nic nowego.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Wreszcie w katolickiej Polsce mówi się o biciu dzieci

+8 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

beti (gość)  •

Nareszcie poruszacie takie tematy. Do niedawna w katolickiej Polsce humanitarne podjeście do kobiet i dzieci było traktowane jako przejaw lewactwa. Zachód waszmusił jednak do refleksji i jednak również tu nad Wisłą coś się zmienia. Seks z córką, maltretowanie żony, cyz właśnie bicie dzieci i tutaj staje się temate. Zwykle 20 lat później po tym jak dyskusja wybucha na zachodzie, no ale lepiej późno niż wcale.

odpowiedzi (0)

skomentuj