Menu Region

Mike Lindeman stał się kozłem ofiarnym kadry

Mike Lindeman stał się kozłem ofiarnym kadry

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Piotr Wierzbicki

Prześlij Drukuj
Prezes PZPN na pierwszy ogień wziął fizjologa. Leo czystkę powinien zacząć od asystentów.
Najpierw sędzia Howard Webb, teraz fizjolog Mike Lindeman. Trwają poszukiwania winnych odpadnięcia Polski z Euro już w fazie grupowej.

Po zremisowanym drugim meczu z Austrią, po którym straciliśmy praktycznie szanse na awans do ćwierćfinału, kadrowicze za swoje nieszczęście zrzucili całą winę na angielskiego arbitra. Teraz coraz głośniej słychać głosy mówiące o tym, że przegraliśmy, bo nasi piłkarze wyglądali gorzej od rywali pod względem fizycznym.

Odpowiedzialny za ten aspekt przygotowań był holenderski fizjolog Mike Lindeman. Prezes PZPN Michał Listkiewicz już zadeklarował w wywiadzie dla "Polski", że nie podpisze z nim nowej umowy (obecna kończy się 30 czerwca).

- Nie mam sobie nic do zarzucenia. Cały czas kontrolowaliśmy stan fizyczny i mentalny zawodników . Do tego dopasowywaliśmy treningi - tłumaczy się Holender.

Zrzucanie winy za klęskę w Euro na fizjologa to szukanie kozła ofiarnego. Bo nawet najlepsze i najnowocześniejsze urządzenia (Lindeman korzystał z programu używanego przez NASA) nie są w stanie sprawić, że nasi piłkarze zaczną dobrze grać w piłkę.

AC Milan ma swoje laboratorium, w którym zawodnicy skrupulatnie kontrolowani są przez 365 dni w roku. Reprezentacja Niemiec od dwóch lat korzysta z pomocy trzech fachowców od przygotowania fizycznego. Przed mistrzostwami Europy Niemcy zainwestowali 250 tys. euro w urządzenie siłowni na Majorce, gdzie przebywali na zgrupowaniu.

Tyle tylko, że mówimy o zespołach z absolutnej europejskiej czołówki. Na tym poziomie rzeczywiście o wygranej decydują detale. W przypadku naszej reprezentacji mamy do nadrobienia o wiele więcej.

Lindeman ma też rację, podkreślając, że w przypadku reprezentacji Niemiec, Włoch czy Hiszpanii mamy do czynienia z piłkarzami, którzy 2-3 razy w tygodniu grają na najwyższym poziomie w najlepszych europejskich ligach. Z takimi rywalami biało-czerwoni na dziesięć meczów w dziewięciu przypadkach skazani są na porażkę. Złudnie liczyliśmy, że w Klagenfurcie dopisze nam wyjątkowe szczęście, trafimy na zły dzień rywala i wygramy.

Jednym z nielicznych zawodników, który winy za wpadkę szukał u siebie, a nie zrzucał jej na arbitra, zbyt głośnych kibiców czy stonkę ziemniaczaną, był Jakub Wawrzyniak. Po przegranym meczu z rezerwami Chorwacji stwierdził: - Musimy się jeszcze wiele uczyć. Mam tu na myśli podstawowe elementy, jak przyjęcie czy dokładne podanie piłki.

Wystarczyło zresztą podejrzeć treningi kadrowiczów. - "Wasyl", jeśli Golański idzie do przodu, to ty przesuwasz się do środka! - Beenhakker wykrzykiwał komendy jak z futbolowego elementarza do najlepszych polskich piłkarzy.

O Lindemanie żaden z zawodników nie powiedział złego słowa. - To mój trzeci wielki turniej, ale takich świetnych treningów i warunków do pracy nie przypominam sobie - mówił Michał Żewłakow.

Trener przygotowania fizycznego warszawskiej Legii Ryszard Szul już przed mistrzostwami ostrzegał: - Do tego, by organizm młodego piłkarza zareagował na wysiłek w trakcie przygotowań, potrzebne są co najmniej cztery tygodnie. W przypadku starszych piłkarzy - sześć. Nie było więc merytorycznych podstaw, żeby Jacek Krzynówek, który od ponad roku ma kłopoty, by raz w tygodniu zagrać kilkanaście minut w meczu ligowym Wolfsburga, eksplodował formą.

Fizjolog bez dwóch zdań jest kadrze potrzebny, ale przypisywanie mu kluczowej roli jest grubą przesadą. Prezes PZPN Michał Listkiewicz, a przede wszystkim selekcjoner Leo Beenhakker, uszczuplając swój sztab, najpierw powinien się zastanowić, czy potrzeba mu aż trzech pomocników do ustawiania pachołków na boisku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się