Menu Region

Polski sukces w Brukseli

Polski sukces w Brukseli

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Roman Gutkowski

Prześlij Drukuj
Promowany przez Polskę projekt Wschodniego Partnerstwa został przyjęty w piątek na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. To wielki dyplomatyczny sukces Warszawy.
Chodzi o bliższe relacje z krajami zza wschodniej granicy Unii: Ukrainą, Gruzją, Mołdawią, Armenią i Azerbejdżanem, a także Białorusią, jednak pod warunkiem, że Mińsk rozpocznie reformy demokratyczne.

Zdaniem autorów inicjatywy - premiera Donalda Tuska i szefa MSZ Radosława Sikorskiego - bliższa współpraca polityczna i gospodarcza powinna przybliżyć wschodnich sąsiadów do Unii i przyspieszyć marsz tych krajów do UE.

Warszawa podkreśla, że polska propozycja nie jest skierowana przeciwko Rosji. Co więcej, mógłby na niej skorzystać także obwód kaliningradzki. Wschodnie Partnerstwo przewiduje bowiem m.in. ułatwienia w handlu i ułatwienia wizowe, a w perspektywie także objęcie państw na Wschodzie ruchem bezwizowym.

Konkretne projekty Komisja Europejska powinna przedstawić już wiosną. Będą one finansowane z unijnego budżetu, choć pieniądze mogą przekazywać też kraje członkowskie. Polska liczy też na to, że na współfinansowanie niektórych projektów zgodzą się Europejski Bank Inwestycyjny i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Francja, która chce mieć Unię Śródziemnomorską, czyli program szerszej współpracy UE z krajami basenu Morza Śródziemnego, poparła polski wschodni plan po niedawnej wizycie Nicolasa Sarkozy'ego w Warszawie. Jednak prezydent Francji, który jest znany z tego, że nie owija w bawełnę. na szczycie w Brukseli zapowiedział, że bez traktatu z Lizbony nie będzie dalszego rozszerzenia Unii Europejskiej. To samo sugerowała kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Z takim stawianiem sprawy nie zgadzał się jednak polski premier. - Przyjęcie traktatu lizbońskiego nie przekreśla rozszerzenia UE - zaznaczył Donald Tusk na konferencji prasowej.

Francusko-niemiecka groźba padła tuż po tym, jak przywódcy Unii w pojednawczym tonie deklarowali poszanowanie irlandzkiej decyzji o odrzuceniu traktatu. Słowa prezydenta Francji, która za dziesięć dni przejmuje na pół roku przewodnictwo w Unii, to nie tylko sygnał ostrzegawczy dla kandydatów do UE z Bałkanów.

Zawieszenie rozszerzenia może też oddalić perspektywę zbliżenia z krajami wschodniej Europy, np. z Ukrainą. - Nie mam nic przeciw Chorwacji, ale inaczej się nie da - dodał francuski prezydent, który od dłuższego czasu porusza się w unijnej dyplomacji jak słoń w składzie porcelany. Sarkozy nie lubi dyplomatów: zarzuca im nadmierną ostrożność. Sam lubi działać szybko i z zaskoczenia, burząc wszelkie konwencje i tabu. To zły prognostyk dla Unii, która od lipca przechodzi pod przewodnictwo Francji.

Uzależnienie dalszego rozszerzenia UE od przyjęcia traktatu lizbońskiego budzi sprzeciw wielu krajów. - Poszerzenie będzie kontynuowane nawet bez nowego traktatu - mówi prezydent Finlandii Tarja Halonen.

Sarkozy przypomina jednak, że przyjęcie do Wspólnoty każdego nowego kraju wymaga jednomyślności.Chce, by to Irlandia na kolejnym szczycie UE w październiku zaproponowała, co zamierza zrobić z odrzuconym traktatem. Premier Irlandii Brian Cowen powiedział w Brukseli, że jest na to jeszcze za wcześnie, a szef irlandzkiej dyplomacji Michael Martin zastrzegł, że nawet październikowy termin jest nierealny.

Polska znalazła się w gronie krajów, które nie chciały naciskać na Irlandczyków, by zmusić ich do przyjęcia kalendarza rozwiązania kryzysu. Sarkozy za ostateczny termin przy- jęcia traktatu uznaje wybory do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009 r.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się