Menu Region

Wiktor Świetlik: Kryzys sprowadził polityków na ziemię

Wiktor Świetlik: Kryzys sprowadził polityków na ziemię

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

publicysta "Polski"

Prześlij Drukuj
Skoro myśliciel Boecjusz pocieszał się nawet w celi śmierci, że przynajmniej ma w niej trochę czasu, by zajmować się filozofią, więc nic dziwnego, że i my popadliśmy w manię szukania jakichś pozytywów związanych z kryzysem. Wszyscy próbują, więc i ja spróbuję.
Otóż nieszczęście, które spadło na naszą gospodarkę, ma szanse stworzyć w Polsce realne linie podziału politycznego. Określić na stałe, czym różnią się PO od PiS. Dlaczego to dobrze? Bo partie te może wreszcie nie będą toczyć swarów wyłącznie o to, kto kogo haniebnie znieważył, jest psychicznie chory albo stracił moralne prawo do czegoś tam, a o dwa modele państwa.

Sondaże wykazują, że Polacy nie znoszą, kiedy politycy się kłócą.
Politycy wyciągają z sondażów wnioski i udają, że to nie oni się kłócą, tylko ci drudzy. To patent skuteczny, prosty jak drut (choć PiS-owi nauczenie się go od PO zajęło dłużej niż małżeństwu Rosenbergów wykradnięcie tajników amerykańskiej bomby atomowej). Problem jednak w tym, że jedyne, co może być gorsze od kłócących się polityków, to politycy w ogóle się nie- kłócący. A zarazem się nawzajem niekontrolujący, nieprzedstawiający alternatywnych pomysłów, nieszukający nowych dróg.

Problem nie w tym, że się kłócą, a w tym, że się nie kłócą "o coś". Thomas Paine, jeden z ojców założycieli USA, stwierdził, że próba przekonywania człowieka, który nie używa racjonalnych argumentów, jest jak podawanie lekarstw umarlakowi. Trzymając się tej pięknej metafory: przez ostatnie trzy lata debatę o Polsce toczyły ze sobą dwa trupy.

Poziom potępieńczych swarów między PO i PiS ładnie symbolizuje moment, gdy konflikt zaczął być otwarty. Negocjacje koalicyjne w 2005 roku w świetle kamer telewizyjnych. Duch tego marnego teatrzyku zawisł nad relacjami tych dwóch partii do dziś. Ich spór sprowadził się właśnie do kamer. I do parteru.

Programy obu partii były podobne. PO deklarowało się jako partia liberalna, ale to PiS obniżał podatki. PiS chciał gromić przestępców, ale to ten okropny "przedstawiciel establishmentu III RP" Ćwiąkalski wdrażał choćby takie projekty Zbigniewa Ziobry, jak elektroniczny dozór przestępców, a rząd PO obniża esbeckie emerytury i chce kastracji chemicznej dla pedofilów. Wszystko się pomieszało, więc by się jakoś odróżniać, jedni budowali "nową atmosferę", prowadzili "politykę miłości", a drudzy zapobiegali "dezintegracji narodu". Platformerski rząd z PiS-owskim prezydentem kłócili się o samolot, krzesło, o to, kto nie dosłał faksu. Pojawił się nawet żart, że u prezydenta przed spotkaniami z rządem wykładają twardszy papier toaletowy.

Dziś siłą rzeczy jest parę innych, poważniejszych tematów. Platforma nieprzygotowana, chaotyczna, rozedrgana, ale jednak reaguje jak na liberałów przystało. Tnie wydatki, broni budżetu. Jeśli zapowiada pomoc w spłatach kredytu, to tylko taką, która będzie też na kredyt. PiS wciąż się chwali, że obniżył podatki, ale recepty, które proponuje, są lepione ze znowu modnej plasteliny marki "New Deal". A więc z wielkich inwestycji, stymulowania gospodarki, jak w czasach Wielkiego Kryzysu.

Te dwie recepty to nie tylko pomysły na gospodarkę, ale na państwo. W pierwszym przypadku jest ono zredukowane i zdecentralizowane. To tylko liberalny "nocny stróż". W drugim to rozległa, silna instytucja otaczająca troską obywateli, będąca dla nich nie tylko "czymś pożytecznym", ale i pewną wyższą wartością.

To zdrowy podział. Jak uznamy, że liberałowie zbyt mało się o nas troszczą, zawsze możemy oddać głos na interwencjonistów. Jak uznamy, że ci są za drodzy - z powrotem w objęcia liberałów.
Na razie wciąż tak naprawdę nie mamy wyboru, bo do końca nie wiadomo, czym jedni od drugich się różnią. Ale pod wpływem kryzysu jakiś prawdziwy podział zaczyna pomału być widoczny. Polityka przestaje być tylko tanią komedią, a znowu pokazuje, że ma przemożny wpływ na nasze życie.

Wczorajsze spotkanie rządu u Lecha Kaczyńskiego nie skończyło się wspólnym wystąpieniem i stwierdzeniem, że zgromadzeni panowie i panowie we wszystkim się zgadzają i teraz to już będą tak zawsze. Ale wygląda na to, że sporządzono solidny, uczciwy protokół rozbieżności. Może powinno nam to wystarczyć?

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się