Menu Region

Dopłaty do kredytów są dla krętaczy

Dopłaty do kredytów są dla krętaczy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Pompowski

2Komentarze Prześlij Drukuj
- Zawsze płać bankowi - mówi amerykańskie porzekadło. Rodzice powtarzają je dzieciom, by wyrobić w nich poczucie odpowiedzialności i uczciwości moralnej. Jeden z najlepszych dowódców gen. Douglas McArthur przyznał w swoich wspomnieniach, że ta zasada pomogła odnieść mu w życiu sukces. Jednak nasi politycy wiedzą lepiej. Nie premiują ciężkiej pracy, ofiarności, uczciwości ani samozaparcia.
Rząd Donalda Tuska zamierza nagradzać lenistwo, egoizm, krętactwo i bezmyślność. Minister bez teki Michał Boni zapowiedział, że rząd zamierza dopłacać "nawet 1200 zł" do kredytów bezrobotnym. Pomysł jest jeszcze niekonkretny, ale zapowiedzi muszą wszystkich pracujących przerażać. "Raczej adresujemy to rozwiązanie do osób, które kupowały takie <<przeciętne>> mieszkania, ale też nie chcemy tego limitować" - tłumaczył Boni. I dodał, że chciałby, by bezrobotny po znalezieniu pracy oddał ten dług budżetowi.

Ale kto będzie decydował, jakie mieszkania są "przeciętne"? Kto zdecyduje, komu należy się pomoc? Kto będzie sprawdzał, czy rzeczywiście jest ona potrzebna?
Decyzja rządu otwiera możliwości nadużyć. Z innych doświadczeń (powodzie, huragany, pożary) wiadomo, że pomoc trafia najczęściej do ludzi najmniej potrzebujących. Prawdziwy ubogi ręki po nią nie wyciągnie.

Zdaje się, że polski rząd wzorował się prawdopodobnie na amerykańskich projektach dopłat do kredytów i wykupu długów obywateli, których mieszkania i domy czekają na licytację. Warto jednak pamiętać, że gdy w lutym kongresmen Barney Frank tylko wspomniał o tym programie, giełdy spadły do poziomu z 1997 r.

Dwa dni poźniej, kiedy Barack Obama miał uroczyście ogłosić ten program, okazało się, że wciąż jest on "dopracowywany". A wczoraj amerykański prezydent wycofał się z tego pomysłu, jak i z innych socjalistycznych reform i zapowiedzi ustaw, które musiałyby skutkować dodrukowaniem pieniądza. Obama dodał, że Amerykanie muszą uwierzyć w siebie, iż ten kryzys przezwyciężą.

Jak widać, nad Wisłą nie zauważono radykalnego zwrotu. I rząd pod presją polityków PiS zaczął pchać w kierunku pożądanego przez nich socjalizmu dla niepoznaki nazywanego "solidarnością". A przecież Polacy nie są niedorajdami. Przecież istnieje instytucja negocjacji i odwołań. W razie utraty pracy można się umówić z bankiem na przesunięcie spłaty zobowiązań. A od rządu Polacy, którzy głosowali na Platformę, oczekują kursu prorynkowego: cięcia podatków i wydatków. A nie ochłapów w postaci dopłat, z których i tak nie skorzystają naprawdę potrzebujący.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

polecam Tuskowi

+3 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

znajomy Giedroycia (gość)  •

i jego drużynie:
- terapeuta finansowy: cena za jedną sesje to $150 i włączony w to jest 30 min masaż głowy.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dopłaty do kredytów

+5 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Marych (gość)  •

Panie Tomku - znakomicie Pan sprawę przedstawił. Wiele niedorzecznych pomysłów walki z kryzysem rodem z USA bezkrytycznie przenosi sie do PL pomimo że realia PL są zupełnie inne. I ma Pan racje - trzeba zacząc od cięcia wydatkow: zmniejszyc administracje państwową i usprawnic ją, koniec 13-tej pensji i socjalu. Kto uważa że zarabia mało ma prawo szukać innej pracy, zmienić zawód, wyjechać - granice są otwarte. Przykład oddolnej inicjatywy z USA: nowy zawód - terapeuta finansowy: cena za jedną sesje to $150 i włączony w to jest 30 min masaż głowy. Wielu politykom w PL by się to przydało.

odpowiedzi (0)

skomentuj