Menu Region

Zatańczę, jak ktoś wygra milion

Zatańczę, jak ktoś wygra milion

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Agaton Koziński

1Komentarz Prześlij Drukuj
Z Hubertem Urbańskim, gospodarzem "Milionerów", rozmawia Agaton Koziński
Zdarzyło się Panu tańczyć przed gościem w programie?
Nie było takiej okazji.

Pana odpowiednik w filmie "Slumdog. Milioner z ulicy" tańczył.
To była efektowna scena. Ale w filmie było więcej nietypowych sytuacji. U nas większość z nich by nie przeszła.

Naprawdę? Miałem wrażenie, że nasi "Milionerzy" są identyczni z hinduskimi.

Nie. Jest jedna zasadnicza różnica, która zresztą tworzyła dramaturgię filmu. U nas uczestnik po usłyszeniu pytania nie może wyjść ze studia. A tam główny bohater wychodzi do toalety. Nie wiem, czy tak to się robi w Indiach, czy może to pomysł scenarzysty. Ale u nas to jest wykluczone.


Zauważył Pan inne różnice?

Tak, jest ich więcej. W moim programie są sumy gwarantowane. W Indiach tego nie było. Finałowe pytanie stawiało uczestnika przed wyborem: wszystko albo nic.

Hinduska wersja "Milione-rów" jest bardziej ekspresyjna od polskiej?

W filmie to jeszcze nic. Na YouTube można obejrzeć zwiastun prawdziwych hinduskich "Milionerów". Na zachętę mogę powiedzieć, że cały zwiastun jest rapowany.

Nie korci Pana, by wyjść z garnituru sztywniaka?
Noszę garnitur, ale na pewno nie jestem sztywniakiem. Mogę nawet zatańczyć w studiu, czemu nie?

Czemu więc tego Pan nie zrobił do tej pory?
Nie było okazji. Może jak ktoś wreszcie wygra milion? Choć w Polsce dochodzi jeszcze kwestia kodów zachowania publicznego. U nas wciąż obowiązuje głupie powiedzenie: tisze jediesz, dalsze budiesz.

Hindusi są bardziej ekspresyjni?
Nie tylko oni. W amerykańskiej wersji również pojawia się wielu dziwaków, świrów. Ale są w tym tak rozkoszni, że aż miło na nich patrzeć. Poza tym Amerykanie kochają się pokazywać. Występ w "Milionerach" traktują jako swoje pięć minut. I wyciskają je co do kropli.

Jak to wygląda?
Dam przykład. W USA do pytania o milion dolarów doszedł John Carpenter. Gdy ono padło, poprosił o koło ratunkowe: telefon. Zadzwonił do ojca, po czym nawet nie przeczytał mu pytania, tylko powiedział, że dzwoni, by się pochwalić, że zaraz wygra milion. I podał prawidłową odpowiedź. Wszyscy oszaleli. Trzeba być Amerykaninem, żeby mieć takie wyczucie emocji i umiejętność budowania dramaturgii. I luz, by to zrobić przed kamerami.

W Polsce takich graczy brak?

Nie, wcale ich nie brakuje. Zdarzają się np. zawodnicy starej daty, z przedwojenną maturą. Imponują zachowaniem, wiedzą. Mają błysk.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

-------------------

+17 / -18

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

agie (gość)  •

sporym wyzwaniem dla Urabnskiego był ten wywiad, ale nie przez Twoją błyskotliwość, tylko głupotę, czerstwość.

odpowiedzi (0)

skomentuj